Foto  /  Artykuł

ProRAW - nareszcie coś naprawdę Pro w iPhonie 12 Pro

Picture of the author

Choć w dedykowanym aparacie korzystam wyłącznie ze zdjęć RAW, to w przypadku smartfona taki format zawsze uważałem za przerost formy nad treścią. Zapowiada się na to, że format ProRAW w iPhone'ach 12 Pro będzie dużą rewolucją.

Na wstępie zacznijmy od tego, czym właściwie są zdjęcia RAW. Większość fotografów o nich słyszała, ale nie każdy zapoznał się z możliwościami tego formatu.

RAW to po prostu surowy, nieprzetworzony obraz z matrycy aparatu, zapisany do pliku o dużym rozmiarze. Kiedy zdjęcie JPG ma tylko kilka MB, ta sama fotografia w formacie RAW może mieć ponad 50 MB. Duży plik oznacza znacznie więcej informacji o zdjęciu, które można wykorzystać podczas obróbki.

Po co w ogóle korzystać z formatu RAW, skoro pliki JPG są tak dobre?

Kiedy aparat przetwarza surowy obraz z matrycy na zdjęcie JPG, nie mamy żadnego wpływu na końcowy efekt. Aparaty z reguły radzą sobie dobrze, ale sęk w tym, że da się osiągąć lepszy rezultat. W aparacie wywoływanie RAW-ów do JPG-ów jest procesem zautomatyzowanym, nawet jeśli całość wspierają algorytmy rozpoznawania sceny. Tymczasem każde zdjęcie w praktyce jest inne i najlepsze rezultaty uzyskamy, kiedy każde obrobimy osobno.

Trzeba na to poświęcić czas (i przestrzeń na dysku...), ale finalny efekt wszystko wynagradza. Osobiście w moim pełnoklatkowym aparacie zupełnie zrezygnowałem z formatu JPG na rzecz plików RAW.

Jeśli potrzebuję zdjęć na szybko i nie zależy mi na idealnych efektach, po prostu stosuję najbardziej podstawową konwersję do JPG, co z reguły i tak daje lepszy rezultat niż JPG stworzony w aparacie. A kiedy potrzebuję wycisnąć ze zdjęcia jak najwięcej, RAW jest niezastąpiony. Jeśli przyzwyczaisz się do elastyczności tych plików w obróbce, nie ma już powrotu do JPG.

RAW sprawdza się świetnie w dużych aparatach, ale w smartfonach był nieporozumieniem.

Robiłem kilka podejść do plików RAW na smartfonach i za każdym razem dochodziłem do wniosku, że to nie ma sensu. Po pierwsze, to nie sprawdza się z uwagi na stronę sprzętową. Malutkie matryce aparatów dają naprawdę przeciętny surowy obraz, z którego nie da się zbyt wiele wycisnąć w trakcie obróbki. Nie ma tu takiego pola manewru jak przy dużych matrycach aparatów.

Po drugie, silniki przetwarzania obrazu w smartfonach są dopracowane do granic możliwości. To naprawdę niesamowite, jak dobre rezultaty wyciska smartfon z malutkich matryc i obiektywów. Jest to z jednej strony efekt świetnych algorytmów, a z drugiej, potężnych procesorów, dalece wyprzedzających procesory obrazu stosowane w tradycyjnych aparatach. Na to wszystko nakładają się nowoczesne techniki łączenia wielu klatek w jedną, np. w ramach rozbudowanych trybów HDR. Z takim pakietem mocy i algorytmów trudno rywalizować ręcznie przesuwając suwaki w Lightroomie. Efekt z reguły jest dużo gorszy niż JPG ze smartfona.

W starciu z całą tą nowoczesną technologią ręczne rzeźbienie w RAW-ie ze smartfona daje bardzo słabe rezultaty. Szczególnie, jeśli ma się porównanie do RAW-ów z aparatu.

Tryb ProRAW niebawem trafi do iPhone'a 12 Pro i 12 Pro Max. Wygląda na to, że RAW-y od Apple zmienią reguły gry.

Tryb ProRAW trafi do iPhone'a 12 Pro i 12 Pro Max wraz z systemem iOS 14.3. Na razie ta wersja systemu jest dostępna w fazie beta, ale niebawem będzie udostępniona wszystkim.

Opcja ProRAW pozwala zapisywać zdjęcia RAW z iPhone'ów, ale Apple - w swoim stylu - mocno nagina reguły gry. W pierwszej chwili można się oburzyć, bo niepisane zasady mówią, że w formacie RAW nie można stosować żadnych sztuczek i ingerencji w obraz, np, odszumiania. Użytkownik ma mieć dostępny pełny wachlarz opcji edycji na najbardziej surowym pliku jaki jest dostępny, nawet jeśli taka surówka przed obróbką jest zupełnie niestrawna.

Tymczasem w formacie Apple ProRAW smartfon łączy wiele klatek w jedną, tak samo, jak robi to w trybie JPG. Apple stosuje tu wszystkie swoje sztuczki, na czele ze Smart HDR, Deep Fusion i trybem nocnym. W efekcie zdjęcie RAW to de facto HDR złożony z wielu klatek RAW, tyle tylko, że nie jest jeszcze przetworzony do finalnego pliku JPG.

Puryści będą więc oburzeni, ale w praktyce efekty są powalające. Pierwsze testy wersji beta pokazują, że zakres dynamiczny zaszyty w zdjęciach ProRAw jest przepotężny, zupełnie odstający od tego, do czego przyzwyczaił nas rynek mobilny. Mamy więc bardzo duże pole do manewru podczas obróbki.

Zdjęcie ProRAW bez obróbki. Autor: Lee Zavitz
ProRAW z wyciągniętymi informacjami ze świateł. Autor: Lee Zavitz
ProRAW z wyciągniętymi informacjami z cieni. Autor: Lee Zavitz
Zbliżenie na fragment z cieniem. Nie widać żadnych artefaktów typowych dla smartfonów. Autor: Lee Zavitz

Powyższe zdjęcia to zrzuty ekrany z filmu, jaki przygotował
Lee Zavitz
, więc nie przykuwajcie uwagi do rozdzielczości. Widać jednak jak na dłoni zmianę poziomów ekspozycji.

Co więcej, przy wyciąganiu cieni nie pojawiają się charakterystyczne dla smartfonowych RAW-ów przypadłości, takie jak fioletowa dominanta kolorystyczna czy artefakty psujące obraz. Całość przy edycji zachowuje się tak, jakbyśmy edytowali zdjęcie z aparatu wysokiej klasy, a nie ze smartfona.

Podobną sztuczkę stosujemy od lat.

Łączenie wielu plików RAW do HDR-a to technika znana od bardzo dawna. Co prawda nie używamy jej często w dużych aparatach, bo matryce - zwłaszcza pełnoklatkowe - nie wymagają takich działań z uwagi na potężny zakres dynamiczny. Łączenie RAW-ów do HDR-a znam jednak dobrze z segmentu dronów.

Przykładowo drony serii DJI Mavic Pro, Air, a także najnowszy DJI Mini 2, mają tryb zdjęć RAW. Jednocześnie korzystają z malutkiej matrycy o przeciętnym zakresie dynamicznym, ale ten fakt można obejść właśnie poprzez łączenie RAW-ów do HDR-a. Najlepsze rezultaty przy fotografii z drona osiągniemy fotografując w RAW w trybie bracketingu ekspozycji, po czym podczas edycji musimy połączyć taki zestaw trzech lub pięciu klatek RAW i wywołać gotowy plik tak jak byłby zwykłym, pojedynczym RAW-em. Zyskujemy w ten sposób zakres dynamiczny kilkukrotnie przekraczający możliwości samej matrycy. Spójrzcie tylko na efekty takiej obróbki przedstawione na filmie.

Moim najlepszym zdjęciem wykonanym dronem DJI Mavic Pro w tej technice jest poniższy kadr z Toskanii.

Teraz to samo zrobi iPhone, tylko że łączenie kadrów do HDR-a odbędzie się automatycznie. Zamiast ręcznie tworzyć HDR-a na bazie zestawu RAW-ów, otrzymamy finalny plik RAW o dużym zakresie dynamicznym, gotowy do dalszej edycji. Bardzo podoba mi się taki pomysł. Widać, że w Apple w kwestii zdjęć inżynierowie dobrze wiedzą, jak popchnąć jakość zdjęć mobilnych do przodu bez narażania się na śmieszność. I taką funkcję Pro w smartfonie z dopiskiem Pro rozumiem!

Tagi:
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst