Gry  / Artykuł

Tony Hawk’s Pro Skater 1+2 to nie gra, to wehikuł czasu

Picture of the author

Wczoraj czekałem jak na szpilkach na północ, by dokładnie w momencie premiery chwycić pada w dłonie i wskoczyć na wirtualną deskę.

Mógłbym przysiąc, że minęło zaledwie pół godziny kiedy zegar wybijał już drugą w nocy. Tak naprawdę nie przeniosłem się jednak o kilka kwadransów w przyszłość, lecz o całe 20 lat w przeszłość. Tony Hawk’s Pro Skater 1+2 to wehikuł czasu.

Według Metacritic Tony Hawk’s Pro Skater 2 znajduje się na drugim miejscu na liście najlepszych gier w historii. Dla mnie jest to bezapelacyjny, niekwestionowany numer jeden. Nigdy wcześniej i nigdy później nie spędziłem przy jednej grze tylu miesięcy, czy może wręcz lat.

Były to czasy kiedy w demo grało się całymi miesiącami, a malutka plansza z zawodami w Marsylii nikomu się przez ten czas nie nudziła. Ba, cały czas dostarczała wielkich ekscytacji. Pamiętam moment kiedy po tygodniach zabawy odkryłem sekretne miejsce na planszy, po czym natychmiast obdzwoniłem z telefonu stacjonarnego wszystkich kolegów z klasy.

Słowem: THPS, a zwłaszcza THPS 2, to świętość. Dlatego kiedy usłyszałem o remake’u dwóch pierwszych części, nie czułem przesadnej ekscytacji. Wręcz przeciwnie, spodziewałem się kolejnego skoku na kasę. Miałem w pamięci remaster Tony Hawk's Pro Skater HD wydany w 2012 roku na PlayStation 3, który najpierw mnie rozczarował, a później znudził. Nie było w nim tej iskry bożej. Mimo wszystko kupiłem THPS 1+2 w preorderze i na szczęście był to strzał w dziesiątkę.

Od pierwszych sekund po włączeniu Tony Hawk’s Pro Skater 1+2 czuć TEN klimat.

Z głośnika wybrzmiewa buntownicze „Guerilla Radio” Rage Against The Machine, a na ekranie widzimy intro, z którego nostalgia wylewa się hektolitrami. Oglądamy połączenie starych i nowych klipów ze sportowcami, których znamy z THPS2. Tyle tylko, że starszymi o dwie dekady. Jest też kilka nowych twarzy.

Dalej jest tylko lepiej. Przez samouczek prowadzi nas sam Tony Hawk, który nagrał do gry kwestie mówione. Na każdym kroku czuć szacunek twórców do oryginalnych części THPS. Gra jest podzielona na trzy segmenty, czyli poziomy z THPS1, THPS2 i coś na kształt wyzwań. Każdą część możemy włączyć niezależnie.

Zacząłem od THPS2 i przeniosłem się do hangaru. Cały rozkład pomieszczenia był identyczny. Identyczne były też zadania do wykonania, włącznie ze znalezieniem kasety, czy przewróceniem beczek. Co więcej, wszystkie znajdźki znajdowały się na mapie w dokładnie tych samych miejscach, co 20 lat temu. Już wiedziałem, że polubię się z nową odsłoną.

Gra całkowicie mnie kupiła kiedy po raz pierwszy przejechał po mnie wózek szalonego woźnego w poziomie ze szkołą. Wspomnienia wróciły z całą intensywnością.

Najbardziej uderza jednak grafika.

Każda kolejne plansza pokazana w nowej oprawie wywoływała coraz większy uśmiech na twarzy. Levele są odwzorowane z zachowaniem całkowitej wierności oryginałom. Swoją drogą, dopiero teraz czuć, jak malutkie są przestrzenie w poszczególnych lokacjach.

Grafika może nie wyrywa z butów, ale wyraźnie czuć, że gramy w grę bieżącej generacji. Tekstury mają wysokie rozdzielczości, nie ma żadnej mgły zasłaniającej drugi plan, a kolory wyglądają pięknie. Największe wrażenie robi jednak oświetlenie, które fantastycznie współgra z telewizorami z HDR. Na początku gry mamy zaskakująco dużo ustawień, by skonfigurować HDR do swojego telewizora. Warto poświęcić im chwilę, bo efekty bywają obłędne.

Cała mechanika w THPS 1 + 2 pozostała bez zmian.

Na zrobienie zadań mamy dowolną liczbę przejazdów, ale każdy trwa tylko dwie minuty. Już zapomniałem, jak emocjonujące potrafią być ostatnie sekundy, kiedy zostało nam znalezienie ostatniej literki w napisie SKATE. W THPS 1+2 ostatnie sekundy są dodatkowo podbijane głośnym biciem serca skejta.

Nadal mamy do wyboru skejtów znanych z poprzednich odsłon, ale twórcy nie udają, że świat stał przez 20 lat w miejscu. Są też nowe twarze. Podobnie jest z soundtrackiem, w którym dominują dobrze znane kawałki z THPS 1 i THPS 2, ale mamy też sporo nowości świetnie wpasowujących się w tracklistę. Oficjalny soundtrack jest dostępny na Spotify.

Grając w THPS 2 znałem wszystkie te świetne utwory tylko do drugiej minuty. Teraz twórcy zmienili zasady, bowiem kawałek gra w tle aż do końca, również po zakończeniu jazdy, kiedy jesteśmy w menu. Kiedy pojawia się nowy utwór, widzimy jego tytuł w prawym dolnym rogu. Jeśli muzyka nam się nie podoba, możemy zmienić kawałek wciskając R3 na padzie.

W grze jest kilka drobnych nowości. Na planszach nie ma już rozlokowanych banknotów. Pieniądze na nowe stroje i deski zdobywamy za przejazdy i zadania. Zamiast banknotów na planszach latają punkty umiejętności, które później możemy wydać na rozwinięcie jakiegoś aspektu jazdy (np. poprawę szybkości lub wysokości wyskoku).

Pięknym nawiązaniem do lat 90. jest też menu cheatów, które od razu możemy aktywować.

Jeśli zastanawiasz się nad zakupem Tony Hawk’s Pro Skater 1+2, po stokroć polecam.

Nie mam pojęcia, czy ten tytuł przyciągnie do siebie zupełnie nowe pokolenie. Wiem jednak, że jeśli grałeś w THPS 1 i THPS 2, nowa gra pochłonie cię bez reszty. To idealny remake, pełen poszanowania dla oryginału, a jednocześnie dodający sporo od siebie. Czuć, że nie był robiony przez przypadkowych ludzi, lecz przez ekipę, która czuje skateboarding i do tego rozumie, że THPS 2 był czymś więcej niż tylko grą.

Zakochałem się w nowym-starym tytule po pierwszej nutce i nie mogę się doczekać aż do niego wrócę dziś wieczorem. Czuję, że przede mną jeszcze kilkanaście godzin świetnej zabawy. I choć po nieudanym Tony Hawk’s Pro Skater HD miałem potężne obawy odnośnie THPS 1+2, twórcy stanęli na wysokości zadania. Dla mnie jest to tytuł klasy 10/10.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst