Tech  / Artykuł

W końcu coś ciekawego! 48 godzin z Motorolą Razr 5G

W całej swojej przygodzie z recenzowaniem telefonów nie spotkałem dotąd drugiego przypadku, w którym między jedną a drugą generacją produktu zaszłaby tak ogromna poprawa. Moto Razr 5G zachwyca od pierwszego kontaktu.

Spędziłem dopiero 48 godzin z nową Motorolą Razr 5G, ale już widzę, że wszystko, co na papierze wydawało się progresem względem poprzedniej Motoroli Razr, rzeczywiście nim jest.

Motorola Razr 5G od początku powinna tak wyglądać.

Od czego by tu zacząć? Skok jakościowy czuć już po wzięciu telefonu do ręki. Choć kształtem nie zmieniła się niemal w ogóle względem poprzedniczki, tak w dotyku to zupełnie inny produkt. Zamiast skrzypiącej, plastikowej obudowy, mamy solidny (i niestety także strasznie śliski) kawał szkła i metalu, który robi fenomenalne wrażenie w dotyku, i w końcu prezentuje się adekwatnie do ceny, jaką trzeba za ten telefon zapłacić.

Skoro mowa o rzeczach, które nie skrzypią - dotyczy to również wyświetlacza. To wciąż ten sam panel pOLED o przekątnej 6,2” i rozdzielczości 2142 x 876. Nadal pod światło widać na nim delikatne wybrzuszenia w trzech miejscach, na które przestałem zwracać uwagę jakieś 15 sekund po wyjęciu telefonu z pudełka. Tym razem jednak wyświetlacz w trakcie rozkładania telefonu nie wydaje z siebie dźwięku. Nie skrzypi, nie trzeszczy.

Zniknęła też szpara przy zawiasie, która w poprzedniej wersji była tak duża, że można było w nią włożyć zapałkę. Ekran Motoroli Razr 5G jest nieco głębiej osadzony, dzięki czemu wyświetlacz składa się niemal idealnie równo z zawiasem i nie widać też, jak przemieszcza się, chowając w podbródek.

Konstrukcyjnie nowa Motorola Razr 5G to ogromny progres. Muszę jednak przyznać, że dość trudno otworzyć ją jedną ręką, bo nie bardzo jest jak podważyć ekran. A może to kwestia wprawy, której jeszcze nie mam.

Jeszcze większy progres zaszedł pod maską.

Motorola Razr 5G pracuje tak, jak na solidny smartfon z Androidem przystało. Procesor Qualcomm Snapdragon 765 w połączeniu z 8 GB RAM-u i 256 GB miejsca na dane przekłada się na idealną płynność działania. Testując telefon przez weekend nie zauważyłem najmniejszego przycięcia czy spowolnienia. Być może Snapdragon 765 nie jest tak szybki jak Snapdragon 865 w konkurencyjnym Galaxy Z Flip 5G, ale w codziennym użytkowaniu trudno jest odczuć różnicę.

O dziwo pozytywnie zaskoczył mnie również akumulator. Spodziewałem się, że 2800 mAh nie wystarczy mi na cały dzień użytkowania, ale myliłem się - po odłączeniu telefonu od ładowarki o 6:30 podłączyłem go dopiero wieczorem około 22:00, mając jeszcze 20 proc. zapasu energii. Nie był to jednak zbyt intensywny dzień, więc z finalną oceną akumulatora wstrzymam się do pełnej recenzji.

Akceptowalny czas pracy, jak na tak mały akumulator, to w dużej mierze zasługa drugiego wyświetlacza. Zewnętrzny panel o przekątnej 2,7” i rozdzielczości 800 x 600 jest tym, co najbardziej wyróżnia Motorolę na tle konkurencyjnego Samsunga i jednocześnie elementem, który kompletnie zmienia sposób korzystania z tego telefonu.

Nie skłamię pisząc, że w ponad połowie przypadków, gdy telefon zawibrował w ciągu dnia, nie czułem potrzeby otworzenia głównego wyświetlacza.

Ekran pomocniczy w Razr 5G działa dwojako. Może być zwykłym ekranem blokady i działać jak „wyświetlacz Moto” w innych telefonach producenta - czyli z poziomu zablokowanego ekranu możemy przeczytać powiadomienie, zareagować na nie (np. dać lajka na Facebooku) czy odpisać na wiadomość.

W drugim trybie wyświetlacz 2,7” może działać jak zwykły wyświetlacz i pokazywać pełnowymiarowe aplikacje. Z poziomu ustawień wybieramy, które aplikacje mają być dostępne pod ręką i voila, możemy wybrać playlistę na Spotify, znaleźć podcast w aplikacji, czy nawet oglądać wideo na YouTubie.

Mały ekranik zużywa o wiele mniej energii od ponad dwukrotnie większego głównego ekranu i to w dużej mierze powód, dla którego Motorola Razr 5G jest w stanie wytrwać cały dzień bez ładowania. Od strony użytkowej ekran zmienia jeszcze jedną rzecz - o wiele trudniej jest wpaść w pułapkę socialowego trójkąta bermudzkiego Twitter-Instagram-Facebook. Skoro nie trzeba otwierać telefonu, by sprawdzić powiadomienie, pokusa, by zajrzeć na portale społecznościowe staje się mniejsza.

Przez weekend nie miałem okazji przyjrzeć się bliżej aparatom. One również uległy poprawie względem oryginału i jeśli wierzyć zagranicznym recenzjom, momentami mogą się równać nawet z Galaxy Z Flipem. Z opinią na temat optyki również wstrzymam się jednak do pełnej recenzji.

Dla kogo jest Motorola Razr 5G?

Wśród wielu kolegów z branży panuje pewne niezrozumienie dla koncepcji składanych telefonów, takich jak Razr 5G czy Z Flip 5G. O wiele bardziej wolą oni telefony rozkładane, jak Galaxy Z Fold 2, które umożliwiają uzyskanie większej ilości miejsca na wyświetlaczu.

Ja mówię - obydwie koncepcje są trafione i każda z nich przemawia do innego typu użytkownika.

Dla nas, przedstawicieli branży, którzy często pracują w biegu i nie pogardzą żadnym dodatkowym pikselem przestrzeni roboczej, Z Fold 2 ma więcej sensu.

Ale dla kogoś, kto z telefonu nie korzysta zbyt często, a przede wszystkim - chciałby móc znowu nosić telefon w kieszeni nie wyglądając przy tym komicznie, Moto Razr 5G ma cały sens tego świata.

Składana Motorola jest pierwszym telefonem od czasów Lumii 610, który moja druga połówka była w stanie zmieścić w przedniej kieszeni spodni. Choć nie wszystkich, bo na przestrzeni czasu producenci damskich spodni najwyraźniej zapomnieli, że przednie kieszenie też niegdyś były używane do przechowywania przedmiotów...

Jest też pierwszym telefonem od wielu lat, który nie wypycha kieszeni moich spodni i z którym mogę w pełni wygodnie usiąść, bez obaw o wygięcie obudowy lub rozerwanie materiału kieszeni.

Fakt, że mogę mieć normalnej wielkości smartfon, a potem złożyć go na pół i schować, to prawdziwa rewelacja. Wygoda, o której zdążyłem zapomnieć na przestrzeni ostatniej dekady, gdy telefony robiły się coraz większe i większe, a ani kieszenie, ani tym bardziej nasze dłonie nie rosły wraz z nimi.

W końcu coś ciekawego!

Ostatnie dwa lata w świecie elektroniki użytkowej, ze smartfonami na czele, były… nudne w opór, co tu dużo mówić. Bardzo podoba mi się zdjęcie, które wrzucił ostatnio na swojego Twittera Arek Dziermański z konkurencyjnego serwisu Whatnext:

Przyznaję się bez bicia - pomimo tego, że prawie każdy z telefonów widocznych na zdjęciu był u mnie w testach, jestem w stanie bez cienia wątpliwości rozpoznać ledwie połowę z nich. Tak podobne, smutne i nudne są telefony, które ukazują się od kilkunastu miesięcy.

Motorola Razr 5G to powiew świeżości. I nawet jeśli wysoka cena (6499 zł) i nietuzinkowy format powstrzymają większość osób od zakupu, tak w końcu na rynku dzieje się coś, co może zatrzymać taśmowy wysyp nudafonów. Z wielką przyjemnością przekładam kartę SIM do nowej Motoroli i dam znać za kilka tygodni, jak w 2020 r. żyje się z telefonem z klapką.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst