Bezpieczeństwo  / Artykuł

Sejmowi informatycy: nie da się głosować zdalnie za granicą. Posłowie: Potrzymaj mi iPada

Uwaga, aktualizacja! Szczegóły na końcu tekstu.

Afera na wiejskiej. Posłowie opozycji twierdzą, że głosowali zdalnie poza granicami kraju, ale sejmowi informatycy upierają się, że to niemożliwe. Pojawiły się też oskarżenia posła PiS, że te głosy w imieniu członków KO oddawały osoby do tego nieuprawnione.

Z powodu trwającej pandemii polscy posłowie i posłanki otrzymali możliwość zdalnego oddawania głosów za pośrednictwem tabletów. To właśnie dzięki temu rozwiązaniu parlamentarzyści są w stanie w dobie koronawirusa brać udział w obradach sejmu bez konieczności udawania się do sali plenarnej. Jest tylko mały haczyk: powinno się to robić tylko z terytorium Polski.

Według obecnego stanu prawnego głosowanie zdalne jest możliwe jedynie na terytorium Polski — wyjaśnia Centrum Informacyjne Sejmu

Co prawda prawnicy spierają się teraz, czy takie obostrzenie faktycznie mogło się pojawić czy też nie powinno ono w ogóle obowiązywać, ale to już nieistotne — sprawa zdążyła nabrać tempa i nowego wymiaru za sprawą polityków opozycji.

Przy okazji okazało się, że przynajmniej dwójka posłów zdalnie głosowała zza granicy — a przynajmniej tak twierdzi.

To o tyle ciekawe, że „sejmowi informatycy” w nieoficjalnych rozmowach przyznają, jak podaje Gazeta Prawna, że zdalne głosowanie poza terytorium kraju nie jest w ogóle możliwe z przyczyn technicznych. Niewymieniony z nazwiska polityk partii rządzącej twierdzi z kolei, że jego tablet za granicą w ogóle „nie działa”, co miałoby być dowodem na to, że opozycja kłamie.

Nam teraz trudno orzec, czy to faktycznie politycy KO mijają się z prawdą, czy też głosowanie poza granicami kraju jednak jest możliwe, chociaż nie powinno. Kancelaria Sejmu jak na razie nie odpowiedziała nam też na zadane w tej sprawie pytania, ale w międzyczasie sam porozmawiałem z ludźmi z branży. Moją uwagę przykuł fragment tekstu, który opisywał zaistniałą sytuację:

W przypadku Aleksandra Miszalskiego i Iwony Hartwich stwierdzono, że logowanie nastąpiło przez polskiego operatora (odpowiednio Orange i Plus). 

Miało to budzić podejrzenia polityka PiS, który ponoć zacząć domniemywać, że chociaż posłowie z kraju wyjechali, to tablety pozostały w rękach ich asystentów. Wyciąganie takiego wniosku wydało mi się jednak naciągane. Pamiętam, że jeszcze przed ujednoliceniem rynku cyfrowego oglądałem w Grecji serial z polskiej usługi VOD właśnie dzięki łączności LTE.

Swoje podejrzenia, że „logowanie nastąpiło przez polskiego operatora” wcale nie oznacza, iż tego logowania dokonano w kraju, zweryfikowałem u kilku osób ściśle powiązanych z rynkiem telekomunikacyjnym. Prosili, by ich nie cytować ze względu na polityczne zabarwienie takiej sprawy, ale utwierdzili mnie w przekonaniu, iż dobrze kombinuję.

Na podstawie dostępnych informacji nie można wysnuć wniosku, że politycy kłamią.

Oczywiście nie jest wykluczone, że sejm otrzymał informację na temat tego, że posłowie Miszalski i Hartwich, a konkretnie ich karty SIM użyte podczas głosowania na tabletach, faktycznie były w trakcie logowania na terytorium Polski, gdy politycy rzekomo przebywali poza krajem. My potwierdzenia lub zaprzeczenia tego faktu jeszcze nie mamy i możliwe, że… nigdy nie dostaniemy. 

Ustalenie tego, czy urządzenia posłów z kartami SIM użyte podczas logowania na potrzeby głosowania przebywały w jego trakcie w Polsce, czy też nie, nie powinno być trudne. Operatorzy takie dane przechowują i na żądanie służb mogliby się nimi podzielić, aby rozwiać wszelkie wątpliwości. To, czy sprawa zostanie wyjaśniona, to jednak osobna kwestia.

Trzeba pamiętać, że ujawnienie takiego faktu uderzyłoby naraz w obie strony polskiej sceny politycznej.

Politycy opozycji, jeśli tylko drążyliby temat, wystawialiby się na ostrzał, gdyż głosowanie przez nich za granicą oznaczałoby przyznanie się do złamania regulaminu, z którym nawet nie raczyli się nawet zapoznać. Partia rządząca z kolei, gdyby chciała grillować swych oponentów, musiałaby wziąć na klatę fakt, iż ich zabezpieczenie było dziurawe…

Co jednak w sytuacji, gdyby głosy faktycznie oddali inni ludzie? Władza z pewnością nie dałaby zapomnieć wyborcom o takim naruszeniu prawa ze strony swoich przeciwników. Pojawia się jednak tu pytanie, czy pozostałym parlamentarzystom, w tym z PiS-u oraz z innych partii, gdyby tylko sprawdzić ich tablety i karty SIM tak samo skrupulatnie, nie dałoby się czegoś podobnego zarzucić…

Aktualizacja. Mamy odpowiedź Kancelarii Sejmu

Według obecnego stanu prawnego głosowanie zdalne jest możliwe jedynie na terytorium Polski. Kwestię tę reguluje Zarządzenie nr 6 Marszałka Sejmu z dnia 27 marca 2020 r. w sprawie środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość udostępnianych posłom oraz innym uprawnionym do uczestniczenia w posiedzeniu Sejmu.

Ze względów bezpieczeństwa Kancelaria Sejmu nie może ujawniać szczegółów dotyczących funkcjonowania systemów informatycznych - pisze Centrum Informacyjne Sejmu  przy Kancelarii Sejmu.

Aktualizacja. Mamy odpowiedź Wojciecha Jabczyńskiego, rzecznika Orange:

W przypadku usług dostępu do internetu  „logowanie przez polskiego operatora”, niekoniecznie musi oznaczać logowanie z terytorium Polski. Może być logowaniem z wykorzystaniem usług świadczonych przez operatora. „Sejmowi informatycy” nie mogą uzyskać od nas informacji, gdzie konkretnie logowali się posłowie. Dane o logowaniu udostępniamy wyłącznie na żądanie uprawnionych podmiotów (organów państwa), zgodnie z przepisami obwiązującego prawa.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst