Tech  / Artykuł

Adobe walczy z potworem, którego sam stworzył. Nowa wersja programu oznaczy zmanipulowane zdjęcia

Nowa wersja Photoshopa pozwoli ustalić, które zdjęcia… zostały poddane obróbce w Photoshopie.

„Może to jej urok, może to Photoshop”. Dawno już minęły czasy, kiedy najbardziej ofensywnym użyciem cyfrowej manipulacji zdjęciami było sztuczne powiększanie ust, usuwanie niedoskonałości skóry czy wybielanie zębów. Dziś w sprawnych rękach Photoshop może być narzędziem manipulacji doskonałej.

Najpopularniejszy na świecie program do obróbki graficznej jest dziś tak zaawansowanym narzędziem, że nawet wprawne oko nierzadko nie jest w stanie odróżnić prawdziwego zdjęcia od jego modyfikacji. A to niestety otwiera drogę nie tylko do artystycznych koncepcji czy podmiany nieba na bardziej inspirujące, ale także do manipulacji, która w dobie fake newsów może mieć poważne konsekwencje.

Adobe zdaje sobie sprawę z tego, że w miarę jak algorytmy firmy stają się coraz lepsze a technologie do tworzenia tzw. Deep Fake’ów doskonalą się z roku na rok, potrzebne będą też narzędzia, które pozwolą odróżnić prawdę od manipulacji.

Nowa wersja Photoshopa oznaczy zmanipulowane zdjęcia.

W ubiegłym roku m.in. Adobe, Twitter i The New York Times rozpoczęły wspólną pracą nad zunifikowanym systemem rozpoznawania autentyczności cyfrowych treści (Content Authenticity Initiative). Pierwszy ważny owoc tej pracy właśnie ujrzał światło dzienne - to system oznaczania fotografii, który ma umożliwić dokładne prześledzenie historii zdjęcia: od jego oryginału po przeróbkę.

Docelowo ów mechanizm ma działać także w przypadku filmów. Adobe stworzyło otwarty standard oznaczania zdjęć, filmów i innych treści cyfrowych poprzez kryptograficzne znakowanie lokacji, znaczników czasowych oraz informacji o czasie nagrania i jego autorze. Dane te mają być zaszywane w plikach niezależnie od „oficjalnych” metadanych, by utrudnić lub wręcz uniemożliwić ich usunięcie.

Nowy mechanizm początkowo trafi do wersji preview nowego Photoshopa, która ma się ukazać jeszcze w tym roku, jak również do usługi Adobe Behance. Docelowo zespół podmiotów, z Adobe, Twitterem i NYT na czele, chcą, by każdy program do obróbki grafiki i filmu był wyposażony w ten mechanizm oznaczania, aby można było prześledzić historię danego pliku i ocenić jego autentyczność.

photoshop na ipada

Weryfikacja autentyczności w Photoshopie - co to da?

Andy Parsons, który przewodzi w Adobe zespołem odpowiedzialnym za nowy standard oznaczania, w rozmowie z Wired wyraził nadzieję, iż „w przyszłości, jeśli w wiadomościach pojawi się treść bez oznaczenia CAI, odbiorcy będą w przyszłości patrzyli na dane medium z większą dozą sceptycyzmu”.

Jeśli CAI uda się stworzyć zunifikowany standard, będzie mógł on służyć także w mediach społecznościowych, gdzie łatwo będzie dzięki niemu zweryfikować autentyczność grafiki czy filmu. Tak jak dziś coraz bardziej powszechny robi się fact-checking (linkowanie do prawdziwej informacji pod fake newsem), tak w przyszłości algorytmy sieci społecznościowych mogą rozpoznawać zmanipulowane zdjęcia i np. zamieszczać pod nimi oryginały.

Zunifikowany system oznaczania mediów rodzi też wątpliwości.

Pierwszą wątpliwość rodzi sama możliwość wdrożenia takiego rozwiązania na szeroką skalę.

Aby system w ogóle miał sens, na jego wdrożenie musieliby się zgodzić nie tylko twórcy oprogramowania, ale też firmy produkujące sprzęt fotograficzny, producenci smartfonów i sami giganci społecznościowi.

Pojawiają się też wątpliwości natury czysto praktycznej. Oczywiście, w zamyśle system CAI ma służyć do wykrywania fake’ów, ale czy nie utrudni on przy tym życia profesjonalnym fotografom? Każde zdjęcie wykonane w formacie RAW siłą rzeczy musi przejść przez „cyfrową ciemnię”, by dobrze wyglądać. Większość zdjęć przechodzi też przez Photoshopa, nie tyle w celu poważnych manipulacji, co retuszu, wygładzenia czy wyrównania odcieni.

Do tego dochodzi szereg fotografów-artystów, którzy wykorzystują w swoich pracach kompozyty, czyli sklejanie kilku zdjeć w jedno. Co z techniką tzw. „photo-bashingu”, czyli wykorzystywania fragmentów zdjęć do tworzenia cyfrowych obrazów? Czy jeśli odbiorca sobie zażyczy, będzie mógł prześledzić historię również takich artystycznych obrazów? Czy może uniwersalny standard zostanie w jakiś sposób zawężony, by nie wpływać na swobodę artystyczną fotografów, grafików i filmowców?

Na te pytania niestety nie znamy odpowiedzi.

Trudno jednak polemizować z faktem, że narzędzie do weryfikacji autentyczności treści w sieci jest nam dziś bardziej potrzebne niż kiedykolwiek. Tym bardziej, że większość odbiorców w ogóle nie zadaje sobie trudu, by weryfikować autentyczność podsuwanych im pod nos informacji, podając je dalej bez cienia refleksji. Fałszywe zdjęcie może zatoczyć szerokie kręgi, a gdy ktoś się zorientuje, że to manipulacja, jest już za późno - ci, którzy zdjęcie podali dalej, nie będą się tym przejmować.

Inicjatywa Adobe jest więc jak najbardziej słuszna, ale jej praktyczne wdrożenie budzi wiele pytań. Wprowadzenie zunifikowanego standardu nie rozwiąże też problemu manipulacji. Bo choć można np. oznaczyć i rozpoznać twarz polityka przeklejoną na inne zdjęcie, tak nic nie powstrzyma stacji telewizyjnej chociażby przed pokazaniem zdjęcia z Korei, podpisując je jako Białoruś.

Nie ulega wątpliwości, że pozyskanie odpowiednich narzędzi do walki z cyfrową manipulacją to jedno z największych wyzwań, jakie stoi przed naszą technologicznie zaawansowaną cywilizacją. Bombardowani fake newsami z lewa i z prawa nie tyle zatraciliśmy umiejętność krytycznego myślenia, co zwyczajnie nie jesteśmy już w stanie odróżniać fałszu od prawdy, gdy ten pierwszy jest przygotowany przy użyciu tak zaawansowanych technologii. To nierówna walka, którą koniec końców przegramy, jeśli technologie rozpoznawania manipulacji nie staną się równie zaawansowane, co technologie do ich tworzenia.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst