Foto  / Recenzja

DJI OM 4. Pierwszy stabilizator do smartfonów, który mnie do siebie przyciągnął

Sprawdziłem najnowszy stabilizator do smartfonów DJI OM 4.

Po co komu stabilizator do smartfona?

Powiem szczerze: nigdy nie byłem wielkim fanem stabilizatorów do smartfonów, szczególnie od czasu kiedy system stabilizacji optycznej w czołowych smartfonach osiągnął tak wysoki poziom, jak chociażby w iPhonie 11. Sam z niego korzystam, często nagrywam nim trochę ujęć pamiątkowych z wakacji czy ciekawych chwili życia codziennego. Nigdy nie myślałem o tym, aby sięgnąć po dodatkowy stabilizator.

„Po co komu stabilizator do smartfona?” - pytałem sam siebie sięgając po nowy produkt DJI. Początkujący vlogerzy? Jeśli nagrywają smartfonami, to raczej cenią ich niewielkie rozmiary i nie chcą mieć dodatkowego urządzenia. Vlogerzy myślący poważniej o swoim zajęciu z czasem i tak sięgają po aparaty do vlogowania. Podróżnicy? Podobnie. Osobiście nie znam nikogo, kto korzystałby z tego typu smartfonowych gimbali.

Naprawdę nie byłem zatem zbytnio entuzjastycznie nastawiony do szybkich testów nowego stabilizatora mobilnego DJI OM 4. I to przy całym szacunku oraz sympatii do produktów tej marki. Wystarczyło mi jednak 5 minut pracy z DJI OM 4, aby zmienić zdanie o 180 stopni i dostrzec jego spory potencjał.

DJI OM 4 zachwyca łatwością obsługi i przyjemnością tworzenia

Gimbale ogólnie nie słynął z łatwości używania, stabilizatory do smartfonów są dużo prostsze, ale też potrafią sprawić problem, DJI OM 4 idzie więc jeszcze o krok dalej.

Największą i najważniejszą nowością DJI OM 4 jest system magnetycznego mocowania smartfona. Zamiast klasycznego uchwytu na smartfona z regulowanym ramieniem otrzymujemy tu dwa mocowania magnetyczne. Oba umożliwiają szybkie i łatwe podłączenie i odłączenie telefonu. Jak to działa?

Do ramienia stabilizatora przyczepiamy wymienne końcówki magnetyczne. Pierwsza opcja to elegancki, lekki, metalowy zacisk, którym można chwycić tylną częścią telefonu. Mocowanie można albo odczepić od stabilizatora razem ze smartfonem, albo wyjąć smartfona z mocowania. Przy tym rozwiązaniu smartfona można przesuwać na boki i trzeba odpowiednio wyważyć, aby był pośrodku. Tak czy inaczej, cały proces montażu i demontażu telefonu z gimbala jest niezwykle prosty i szybki.

W drugiej opcji jest nawet prościej. W zestawie DJI OM 4 otrzymujemy także uchwyt magnetyczny z uchwytem pierścieniowym, który przykleja się do plecków smartfona. Po przyklejeniu i odczekaniu 12 godzin (tak mówi instrukcja), wystarczy zbliżyć smartfona do mocowania w ramieniu OM 4, a dzięki magnesowi, oba urządzenia błyskawicznie się ze sobą połączą. Prościej się już chyba nie da.

Jak pracuje się z takim rozwiązaniem w praktyce?

Miałem trochę obaw o to, czy smartfon będzie bezpieczny, trzymając się tylko na magnesie. W praktyce przez kilka dni używania DJI OM 4 nie miałem nawet najmniejszego powodu do zmartwień. Smartfon trzyma się bardzo mocno, stabilnie, pewnie. Potrzeba trochę siły, aby odczepić smartfona od mocowania gimbala.

Magnetyczne mocowanie daje ogromny komfort tworzenia. Komfort, a wręcz przyjemność. Jest prosty w obsłudze (o czym za chwilę), mały i lekki (o tym też), ale przed wszystkie nie stawia bariery obsługi, a wręcz zachęca do kreatywnego wykorzystywania swojego smartfona.

Warto dodać, że mocowanie magnetyczne ma także wyjmowany pierścień, z którego można korzystać na co dzień. W Polsce takie rozwiązanie nie jest popularne, ale z podobnych pierścieni korzysta cała Azja. Ja nie jestem jego wielkim fanem, ale trzeba przyznać, że ma to swoje zalety: możemy bezpieczniej korzystać ze smartfona w miejscach publicznych, a pierścień można także wykorzystać jako podpórkę do smartfona, np. kiedy oglądamy Spider's Web TV przy śniadaniu.

Jaki są minusy takiego rozwiązania? Magnetyczne mocowanie trzeba przykleić do „gołego” smartfona bez pokrowca czy etui. W przypadku smartfonów wykonanych ze szkła, jak mój iPhone 11, na plecki trzeba najpierw nakleić okrągły kawałek folii dołączony do zestawu, a dopiero na nią naklejać mocowanie. Przyznajcie, że nie wygląda to najlepiej, prawda? Poza tym, w trakcie intensywnego korzystania ze smartfona w ciepły, letni dzień, końcówka dosyć mocno się nagrzewa, co nie jest przyjemne. Na dłoniach czuć też charakterystyczny zapach metalu.

To wszystko ma jednak drugoplanowe znaczenie, jeśli zależy nam na nagrywaniu filmów czy robieniu zdjęć przy użyciu OM 4. Nie wyobrażam sobie, że korzystałbym z magnetycznego mocowania z pierścieniem na co dzień: głównie dlatego, że nie mam częstej potrzeby korzystania z gimbala, ale też preferuję etui na swojego iPhone'a. Co innego na wakacjach, w czasie podróży. Wtedy takie rozwiązanie ma ogromny sens. Mogę dzięki niemu praktycznie od ręki podłączać smartfona do OM 4 i w pełni wykorzystywać jego możliwości.

Wygląda podobnie, ale jest mniejszy i ma nowe możliwości

DJI OM 4 z wyglądu przypomina poprzednika, DJI Osmo Mobile 3. Jego konstrukcja została wykonana z przyjemnego w dotyku jasnoszarego tworzywa sztucznego. Rękojeść jest ciemniejsza, pokryta drobinę chropowatą gumą. Całość waży 390 g, ale to po założeniu mocowania magnetycznego więcej o 32,6 g lub 11,4 g. Wymiary OM 4 to 276×119.6×103.6 mm lub 163×99.5×46.5 mm po złożeniu. Gimbal jest zatem trochę mniejszy od Osmo Mobile 3.

Producent podkreśla, że zastosowano tu nowy, mocniejszy silnik, który ma stabilizować smartfon w wydajniejszy sposób. Silnik umożliwia podpinanie nieco cięższych smartfonów. Maksymalny udźwig DJI OM 4 to 230 g ± 60 g. W przypadku poprzednika było to 200 g ± 30 g. Urządzenie jest kompatybilne z telefonami o grubości 6.9-10 mm oraz szerokości 67-84 mm. W obu przypadkach są to parametry zbliżone do Osmo Mobile 3.

Nie zmienił się także system składania urządzenia. Jednym, szybkim ruchem można złożyć gimbala w pół, a drugim wykręcić składane nóżki. Całość mieści się w estetycznego, szarego woreczka. W zestawie znajdziemy także kabel zasilający USB-C, opaskę na nadgarstek oraz zestaw naklejek. To wszystkie mieści się w kieszeni kurtki czy bluzy, a już z pewnością w niedużym plecaku lub torbie. W zestawie nie ma twardego pokrowca, ale moim zdaniem przy tak mobilnej, lekkiej, podróżniczej czy wręcz wakacyjnej konstrukcji, taka mała walizeczka nie ma racji bytu.

Obsługa DJI OM 4 jest bardzo prosta i w zasadzie identyczna jak u poprzednika. Z przodu wyróżnia się główny joystick, a obok niego dwa główne przyciski: czerwony jako spust migawki, on/off filmów oraz włącznik/M, służący również do szybkiej zmiany pozycji smartfona. Dwukrotne wciśnięcie go powoduje zmianę orientacji, trzykrotne uśpienie. Do tego z boku mamy dźwignię zoom. Po sparowaniu gimbala ze smartfonem i aplikacją DJI Mimo dźwignia umożliwia sterowanie ogniskową aparatu: oczywiście poprzez zoom cyfrowy pomiędzy stałymi ogniskowymi wbudowanych obiektywów. Pod palcem wskazującym znajdziemy spust, który umożliwia np. wycentrowanie smartfona.

DJI OM 4 ma gniazdko USB-C do ładowania. Urządzenie można ładować z power banka. Od zera do stu procent ładuje się w 2,5 godziny. W pełni naładowany akumulatora starcza na aż ok. 15 godzin pracy, czyli tyle samo, co u poprzednika.

DJI OM 4: garść nowych i ulepszonych inteligentnych funkcji

DJI słynie z dopracowanych programów i inteligentnych funkcji, a DJI OM 4 jest tego dobrym przykładem. Te funkcje nie są zazwyczaj zrobione tylko po to, aby zapchać specyfikację na opakowaniu. One naprawdę działają i są przydatne.

Na początek trzeba pobrać aplikację DJI Mimo znaną chociażby z obsługi drona DJI Mavic Mini. Po połączeniu z OM 4 otrzymamy dostęp do masy funkcji dodatkowych, a także możliwości wyzwalania migawki czy nagrywania filmów przyciskiem na gimbalu.

Nowościami są funkcje DynamicZoom (DollyZoom) i Clone Me Panorama. Funkcje Hyperlapse i Timelapse zostały ulepszone.

Najciekawiej wygląda DollyZoom, czyli inaczej „efekt Hitchcocka”. Efekt ten podobno pierwszy raz zastosowano w filmie „Vertigo” Alfreda Hitchcocka. Później po tę technikę sięgnął między innymi Steven Spielberg w filmach „E.T.” czy „Indiana Jones i ostatnia krucjata”. Można go także zobaczyć w teledysku Michaela Jacksona „Thriller” (w momencie pojawienia się zombie). Polega o to na tym, że zmieniamy ogniskową, nie zmieniając pierwszego planu, oddalając się od niego. Tu fajne wyjaśnienie tego efektu:

DollyZoom sprawdzić już był dostępny u poprzednika, ale w OM 4 wprowadzono ulepszenie tej funkcji jako DynamicZoom. DynamicZoom jest bardziej inteligentny i korzysta z funkcji śledzenia i powiększania podczas poruszania się do przodu i do tyłu w sposób automatyczny. Funkcja DollyZoom w Osmo Mobile 3 polegała na ręcznym sterowaniu zoomem tak, aby dopasować go do własnej prędkości ruchu. Teraz działa to dużo lepiej, a przede wszystkim prościej — wręcz automatycznie. Oczywiście, DynamicZoom w dużej mierze bazuje na zoomie cyfrowym, przez co jakość nie zachwyca, ale zabawa jest fajna: w sam raz do luźnych relacji na Stories.

Vlogerzy z pewnością docenią funkcję ActiveTrack 3.0, która pozwala na płynne i dokładne śledzenie poruszającego się obiektu w kadrze. Wystarczy zaznaczyć obiekt, a urządzeni będzie go śledzić. ActiveTrack 3.0 dobrze sprawdza się przy nagrywaniu samego siebie: możemy wtedy nie myśleć za wiele o kadrze, np. idąc czy jadąc, bo smartfon i połączeniu z OM 4, sam nadąży za naszym ruchem.

Do tego mamy do dyspozycji Slow-motion, Sport Mode, Story Mode, Gesture Control, ale też zwykłe Photo i Video, które były już w poprzedniej wersji gimbala.

DJI OM 4 przyciąga na dłużej

Po kilku dniach spędzonych z DJI OM 4 uważam, że to przemyślany, dopracowany i przyjemny w użyciu gimbal do smartfonów. Już poprzednia wersja była chwalona, ale OM 4 robi ważny krok do przodu dzięki wykorzystaniu systemu magnetycznych mocowań.

Dzisiejsze czołowe smartfony i ich aparaty oraz kamery dają ogromne możliwości tworzenia. DJI OM 4 jeszcze je poszerza, wręcz zachęca do kreatywnego działania. DJI OM 4 jest już dostępny do zakupu także w Polsce w cenie ok. 700 zł.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst