Tech  / Felieton

Microsoft zmierza w kierunku oka cyklonu. Będzie bujało

Powierzchowna lektura kwartalnych wyników finansowych Microsoftu pozornie wieje nudą. Wzrosty, wzrosty, wzrosty i powyżej oczekiwań analityków z Wall Street. Zaczynam jednak rozumieć, skąd pomysł na silną ekspozycję marki Microsoft 365.

Rozpoczęta przez Steve’a Ballmera i kontynuowana przez Satyę Nadellę transformacja Microsoftu w firmę świadczącą cyfrowe usługi online okazała się strzałem w dziesiątkę, a wyrażanie tej opinii w 2020 r. to prawienie banałów. Firma kwartał w kwartał i rok w rok generuje fantastyczne wyniki finansowe.

Najłatwiej Microsoft postrzegać przez jego trzy główne piony. Te składają się na chmurę obliczeniową (Azure), produktywność (Office i reszta) oraz komputery osobiste (Xbox, Surface, Windows). Dwaj ostatni prezesi Microsoftu doprowadzili do tego, że te trzy piony – choć współpracują ze sobą i wzajemnie się przenikają – są na tyle od siebie niezależne, że gdyby jeden z jakiegoś powodu by upadł, Microsoft dalej by funkcjonował i odnosił sukcesy.

Zresztą zobaczcie na ostanie wyniki finansowe. Intelligent Cloud zapewnił 12,3 mld dol. przychodu, Productivity and Business Processes 11,7 mld dol., zaś More Personal Computing 11 mld dol. To niemal równe kwoty. Wszystkie też odnotowują wysokie wzrosty, porównując kwartały rok do roku.

Taki podział ładnie ilustruje sposób, w jaki Microsoft postrzega rynek. Niestety nieco gorzej tłumaczy jego rynkową sytuację.

Dopóki patrzymy na bilanse księgowe wszystkich pionów w Microsofcie, trafnie zauważamy, że firma ma się świetnie. Inwestorzy są zachwyceni, wartość akcji prawdopodobnie znów będzie rosnąć. Na dodatek te szczególne czasy globalnej epidemii w ciut upiorny sposób firmie bardzo pomogły. Usługa Teams ma już 75 mln dziennych aktywnych użytkowników, podczas gdy raptem miesiąc temu było ich tylko 44 mln.

Problem w tym, że siła i potęga Microsoftu leży głównie w narzędziach do produktywności. O usłudze Teams jest głośno z uwagi na tempo adopcji i sukces, jakim się cieszy w firmach, w szkołach, na uczelniach i w innych organizacjach. A co z konsumentami?

zoom co to

Czy media trąbią o tym, jak to Skype – usługa, która przecież przed wieloma laty spopularyzowała wideorozmowy – pomaga nam w czasach społecznej izolacji? Nie, gwiazdą jest Zoom, preferowany mimo jego dużych problemów z prywatnością czy bezpieczeństwem. Często też Messenger czy WhatsApp. Skype już dawno stracił kontakt z bazą – a więc z sercami konsumentów. Podobnie jak niemal wszystko, co bezpośrednio nie służy do pracy.

Problemy ma w tym kontekście nawet Windows.

Ze sprawozdania Microsoftu wynika, że Windows 10 jest już na ponad miliardzie aktywnych urządzeń i jego udziały cały czas rosną. Tego mogliśmy się spodziewać, wszak Windowsowi 7 właśnie zakończył się okres wsparcia technicznego i trwa masowa przesiadka na najnowszą wersję. Problem w tym, że Windowsem głównie – i słusznie – interesują się firmy. Sprzedaż licencji Pro firmom i producentom komputerów znacząco wzrosła, ale sprzedaż wersji do komputerów dla konsumentów… spadła o 10 proc.

Z jednej strony epidemia koronawirusa zwiększa popyt na komputery osobiste – dla pracowników, którzy muszą mieć narzędzie pracy w domu, więc popyt na pecety z Windowsem rośnie. Jednak, jak Microsoft sam przyznaje, na rynku konsumenckim Windows 10 mierzy się z wyzwaniem stawianym przez Chrome OS-a i iPadOS-a. A więc platformy z pewnością mniej funkcjonalne, ale za to lżejsze, tańsze i łatwiejsze w obsłudze.

Microsoft ma zresztą ogólny problem związany z tworzeniem rozwiązań wystarczająco dobrych. Widać to chociażby po urządzeniach Surface – bez wątpienia unikatowych, świetnych i pchających rozwój komputerów osobistych do przodu. Trudno jednak oczekiwać komercyjnego sukcesu Surface’a Pro, skoro za trzykrotnie (sic!) mniejszą kwotę kupić można wystarczającego dobrego iPada.

Na rynku konsumenckim Windows 10 jest niezastępowalny w zasadzie tylko wśród entuzjastów gier wideo, dla których kompromis konsol do gier jest nie do przyjęcia. Co prawda nawet i tu Microsoft musi dzielić się wpływami z innymi – z budowaną na Windowsie platformą Steam od Valve’a na czele – jednak ani macOS, ani żaden Linux nie zapewnia odpowiedniego ekosystemu dla graczy.

Gry wideo to nadal ogromny atut Microsoftu. Tyle że niezupełnie jest to miarą sukcesu na rynku konsumenckim.

Zdaję sobie sprawę, że brakuje mi wykształcenia i szerszej wiedzy do ferowania takich osądów – ale nie uważam, by rynek gier wideo i elektroniki konsumenckiej był ściśle połączony. Moim zdaniem powinien być rozpatrywany osobno, tak jak rozdzielnie rozpatrujemy narzędzia do produktywności. Shootery i edytory tekstu mają niewiele wspólnego, tak jak apki do sortowanie fotek i gry RPG – specyfika odbiorcy też jest zupełnie inna.

Sukcesy Xboxa mają znikome przełożenie na to, czy chcemy korzystać z OneDrive’a, Worda czy Edge’a. W minionym kwartale sieć Xbox Live odnotowała 90 mln aktywnych użytkowników, a na chwilę obecną 10 mln z nich regularnie opłaca abonament Xbox Game Pass i około połowa Xbox Live Gold. Xbox One jako konsola już nigdy nie dogoni PlayStation 4, miał zbyt słaby start, by to było możliwe. Xbox sam w sobie radzi sobie jednak bardzo dobrze, a Xbox Series X – choć jeszcze pozostało mnóstwo czasu do premiery i jeszcze nie widzieliśmy dedykowanych mu gier – cieszy się bardzo pozytywną reakcją w mediach społecznościowych.

xcloud iphone ipad streaming xbox game pass aplikacja w polsce strumieniowanie gier 0

Xbox ma jednak dość szczególną misję. Poza byciem istotnym samym w sobie – gaming, zdaniem Microsoftu, to kuźnia nowych technologii związanych z przetwarzaniem danych, sztuczną inteligencją czy infrastrukturą sieciową – ma być też pokazem siły centr obliczeniowych Microsoftu. Wyraźnie działa, skoro na Microsoft Azure swoją przyszłą infrastrukturę ma budować… PlayStation.

Xbox docelowo ma skończyć według planu jako usługa streamingu. Microsoft na szczęście otwarcie mówi, że jego xCloud i usługi mu podobne – choć są już teraz uruchamiane – to odległa przyszłość. Opóźnienia sieciowe sprawiają, że gracze jeszcze długo będą preferować zabawę na PC i konsolach. W końcu jednak ten problem zostanie rozwiązany, a Xbox przestanie być zależny od sprzętu i platformy – rozpychając się nie tylko na platformach Microsoftu, ale również Apple’a, Google’a i pozostałych.

Co nam zostaje? Office.

To ogromny atut, bez wątpienia. Aplikacje Office są od wielu lat uważane za niezrównane w swojej klasie. Świat biznesu jest przez rozwiązania biurowe Microsoftu niemalże zdominowany, ale i udziały na rynku konsumenckim wyglądają bardzo dobrze. Word, Excel i PowerPoint to niemalże rynkowe standardy. Miniony kwartał Microsoft zamknął z 39,6 mln aktywnych subskrybentów konsumenckiego Office’a 365, a przyrosty kwartał do kwartału i rok do roku liczone są w milionach.

Office dla Mac nowości

Problem w tym, że Office dla wielu z nas jest tak po prostu… zbędny. Jest bardzo tani, a w esencjonalnej wersji wręcz darmowy, ale coraz rzadziej i rzadziej potrzebny nam jest porządny edytor tekstu, prezentacji czy arkuszy kalkulacyjnych. Do pracy zapewnia nam je pracodawca (lub sami sobie w ramach małej działalności gospodarczej). Sprawy typowo domowe szybciej i łatwiej załatwiać dużo prostszymi narzędziami pokroju OneNote, Evernote, To-Do czy Things. Na rynku konsumenckim Office ma realną konkurencję w zasadzie tylko w pakiecie rozwiązań Google’a – tyle że ogólnie takimi narzędziami zainteresowana jest dość mała cześć użytkowników indywidualnych.

Nic więc dziwnego, że Office 365 zniknął – będąc na rynku konsumenckim całkowicie zastąpiony przez Microsoft 365.

Korzyści wynikające z subskrypcji Office 365 to coś więcej niż tylko dostęp do rozbudowanych wersji aplikacji Word, Excel i PowerPoint. To również aż terabajt pamięci w znakomitej chmurze OneDrive, a więc przestrzeń, która nam na długo wystarczy do dokumentów i zdjęć, a także mnóstwo pomniejszych dodatków. Uważam wręcz że terabajtowy OneDrive to główna korzyść subskrypcji Office 365 – Worda, Excela, PowerPointa i resztę wręcz uważam jako darmowy dodatek do chmury. Zdaje się że Microsoft zaczyna rozumieć ten punkt widzenia.

Microsoft 365 – a więc Office 365 pod nową nazwą – ma prawdopodobnie pogłębić związek konsumentów z Microsoftem. Po pierwsze, przez oczywiste eksponowanie marki. Nawet patrząc na wyciąg z banku, będziemy - jako abonenci - widzieć już opłaty za usługi Microsoftu, a nie za pakiet biurowy (który oczywiście pozostaje ich częścią).

Microsoft 365 na dziś to:

  • Outlook (poczta, kontakty, kalendarz)
  • OneDrive (pamięć w chmurze)
  • Word (edycja tekstu)
  • Excel (arkusze kalkulacyjne)
  • PowerPoint i Sway (prezentacje)
  • OneNote (notatki)
  • To-Do (lista zadań
  • Skype (wiadomości tekstowe, rozmowy audio i wideo, telefonia cyfrowa)
  • Access (bazy danych)
  • Flow (automatyzacja zadań)
  • Publisher (projektowanie broszur i publikacji)
  • Bing (wyszukiwanie)
  • MSN (wiadomości i pogoda)
  • Kontrola rodzicielska
  • Edge (przeglądarka internetowa)
  • a wkrótce ma do tego zestawu dołączyć Teams dostosowany do użytkownika indywidualnego.

Aplikacje i usługi kojarzone stereotypowo z Office’em są tu wręcz w mniejszości. Wiedzieliście o istnieniu części z nich? Jako dobrze poinformowani Czytelnicy Spider’s Web – prawdopodobnie tak. Jestem jednak pewien, że wielu waszych znajomych nie ma o nich pojęcia, nawet jeśli płacą abonament za Office’a 365.

Wszystkie też są niezależne od Windowsa, a część z nich jest darmowa i nie wymaga opłacenia abonamentu Microsoft 365, mimo iż należy do tej rodziny. Wszystko po to, by było Microsoftu jak najwięcej w naszym cyfrowym życiu – które bez wątpienia polega na czymś więcej, niż tylko na zadaniach biurowych.

Te 40 mln użytkowników Office’a 365 Microsoftu 365 to faktyczny obraz siły Microsoftu na rynku konsumenckim.

Bo to ci użytkownicy nie są z Microsoftem przez przypadek – na przykład używając Windowsa głównie po to, by płacić Steamowi za gry wideo. Świadomie co miesiąc dają sobie z konta potrącać stosowną kwotę. Ta, choć niewielka, jest prawdopodobnie najlepszą miarą zaangażowania. Świadomie nie doliczam do tego użytkowników Xbox Live na konsolach, PC i urządzeniach przenośnych – niezmiennie uważam ich za zupełnie inną grupę klientów.

40 mln, choć to liczba większa niż mieszkańców Polski, to nie jest tak wiele. Zwiększająca się popularność tańszych urządzeń do domowego computingu, takich jak iPady, telefony z dużymi ekranami czy nawet Chromebooki to coś, na co Microsoft nie ma bezpośredniej odpowiedzi. Gigant z Redmond ma doskonałą ofertę dla firm i wszelakich ludzi pracy. My jednak mamy inne potrzeby.

office nowy wygląd

W obliczu nadciągającego nieuchronnie ogromnego kryzysu gospodarczego, mało kto będzie mógł sobie pozwolić na drogie urządzenia Surface czy ich równie kosztowne klony od partnerów Microsoftu. Windows nie jest do niczego potrzebny użytkownikowi domowemu, jeżeli ten na komputerze nie wykonuje poważniejszej pracy. Wraz z chudnięciem naszych portfeli popyt na iPady i Chromebooki będzie wyłącznie rósł – kosztem drogich pecetów z Windowsem. A Office przecież nie jest dla każdego.

Microsoft 365 to wyraźnie sposób na odwrócenie trendu. Nieważne czego używasz i kto to urządzenie wyprodukował – przydatne, dopieszczone, wszechstronne i tanie usługi Microsoftu mają być zawsze przy tobie. Nieprzywiązane w szczególny sposób do jakiejś konkretnej platformy operacyjnej.

To gra o przyszłość całej firmy. O nią Microsoft co prawda martwić się nie musi, ale to sukces (lub jego brak) Microsoft 365 zdecydują, czy gigant z Redmond stanie się drugim IBM-em, Dellem czy Oracle’em – z anomalią w postaci gamingowego Xboxa – czy też firma utrzyma się na rynku konsumenckim. Patrząc na liczby, innego wytłumaczenia znaleźć nie potrafię. I jestem przekonany, że łatwo nie będzie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst