Ekologia  / Artykuł

Po sztucznej krowie przyszedł czas na sztuczną świnię. Oto Impossible Pork - roślinny zamiennik wieprzowiny, który smakuje jak mięso

Wilk syty i owca cała. Czy raczej człowiek nażarty i świnia szczęśliwa - tak można podsumować nowe osiągnięcie Impossible Foods. Dzięki Impossible Pork możemy zajadać się wieprzowiną nie szkodząc przy tym środowisku.

„Sztuczne mięso”, czyli produkty wyglądające i smakujące jak mięso, ale wykonane ze składników w pełni roślinny, to bez wątpienia hit ubiegłego roku. Firma Beyond Meat zaliczyła astronomicznie wysoki debiut na giełdzie, a jej konkurent - Impossible Foods - zgarnął rozliczne pochwały na całym świecie za stworzenie zamiennika mięsa, który naprawdę smakuje jak mięso. Impossible Foods zyskało też potężnego sojusznika w postaci Burger Kinga, który wprowadził do oferty w Ameryce Północnej Impossible Burgera, opartego o kotlety roślinne.

Teraz Impossible Foods idzie o krok dalej. Obok roślinnej wołowiny do menu firmy dołącza roślinna wieprzowina.

Impossible Pork może być jeszcze większym hitem niż Impossible Burger.

O ile burgery i wołowina są szalenie popularne wśród grubych amerykanów w Ameryce Północnej, tak znacznie większa część populacji preferuje wieprzowinę. Również w Polsce mięso wieprzowe jest tym bardziej popularnym i częściej wykorzystywanym w rodzimej kuchni, nie mówiąc już nawet o tak olbrzymim regionie jak Indie, gdzie jedzenie wołowiny jest w wielu miejscach niedozwolone z przyczyn religijnych i światopoglądowych.

Nic więc dziwnego, że Impossible Foods, po oszałamiającym sukcesie swojego burgera, postawiło na produkcję roślinnej wieprzowiny. Będzie ona dostępna zarówno w formie surowego "mięsa", jak i pod postacią kiełbasy.

Roślinna wieprzowina - co to w ogóle znaczy?

Podobnie jak w przypadku wołowiny, tak i tutaj mamy do czynienia z produktem w 100 proc. roślinnym. Producent nie ujawnił jeszcze pełnego składu Impossible Pork, ale dla przykładu, Impossible Burger składa się z:

  • białka sojowego,
  • oleju kokosowego i słonecznikowego,
  • białka ziemniaka,
  • dekstrozy,
  • soli,
  • skrobi,
  • witamin E, B1, B2, B3, B6, B12, C, E i cynku,
  • hemu pozyskiwanego z genetycznie modyfikowanej soi.

Ten ostatni element wzbudzi pewnie konsternację wśród przeciętnych konsumentów, przyzwyczajonych do tego, iż producenci straszą nas GMO oznaczając produkty bez GMO jako te „lepsze i zdrowsze” (co zwykle nie jest prawdą).

Tutaj GMO służy jednak pozyskiwaniu kluczowego składnika dla uzyskania smaku mięsa: hemu.

Naukowcy w Impossible Foods odkryli, iż pozyskiwanie hemu bezpośrednio z soi jest nieefektywne, więc połączyli DNA soi z drożdżami powstałymi na drodze inżynierii genetycznej. To właśnie dzięki tej innowacji „mięso” od Impossible Foods smakuje jak mięso.

Od 2019 r. firma zaprzestała też używania izolatu białka pszennego, więc jest produktem odpowiednim także dla osób nietolerujących glutenu.

Jeśli zaś chodzi o wartości odżywcze Impossible Pork, to wykonana zeń kiełbasa o masie 56 g zawiera 7 g białka, 9 g tłuszczu i 4 g nasyconych tłuszczów - tyle samo białka, lecz znacznie mniej tłuszczu od prawdziwej kiełbasy. Całość dostarczy nam 130 kcal (wartość dla surowego kawałka kiełbasy).

Czy to w ogóle jest zdrowe?

Jednym z podstawowych pytań (oprócz „po co?”, do którego zaraz dojdziemy), które zadaje większość osób gdy pojawia się temat roślinnych zamienników mięsa, jest - czy to jest zdrowe?

Sam nie jestem kompetentny udzielić odpowiedzi na to pytanie, nie mamy również (jeszcze) przekrojowych badań porównujących efekty długotrwałej zamiany mięsa na nie-mięso.

Tym niemniej znany ze swoich naukowych analiz youtuber Mic the Vegan podjął się porównania poszczególnych elementów wołowiny i Impossible Burgera.

Sam autor porównania zastrzega, że nie są to definitywne i w pełni miarodajne informacje, ale pobieżne spojrzenie na indywidualne parametry wyraźnie wskazuje, iż Impossible Burger jest znacznie zdrowszy od prawdziwego mięsa (choć nadal nie jest najzdrowszym pokarmem na świecie).

Roślinne zamienniki mięsa mają też przewagę nad prawdziwym mięsem w tym względzie, iż (przynajmniej wg wstępnych analiz) ich długotrwałe spożycie nie przyczynia się do wzrostu zachorowań na cukrzycę typu 2 czy raka, o chorobliwej otyłości nie wspominając.

O ile nie mamy jeszcze pełnych danych co do korzyści zdrowotnych, tak korzyści środowiskowe są widoczne gołym okiem. Co prowadzi nas do kluczowego pytania:

Dlaczego?

Dlaczego ktokolwiek miałby zastąpić prawdziwe mięso bezmięsnym zamiennikiem?

Cóż, prawicowe tygodniki opinii już w zeszłym roku okrzyknęły, że to nic więcej jak lewacka propaganda i eko-terroryzm.

Tymczasem w szerszej perspektywie… nie ma minusów zastąpienia prawdziwego mięsa mięsem roślinnym.

Na Ziemi żyje obecnie blisko 8 mld ludzi. Hodowla zwierząt pochłania zaś 70 proc. dostępnych obszarów uprawnych i w ogromnym stopniu przyczynia się do problemów środowiskowych.

Pożary w Amazonii? Skutek bezprawnego wypalania lasów pod uprawy paszy dla bydła. Emisja CO2? Sektor hodowlany emituje go blisko 15 proc., więcej niż cały sektor transportu na świecie.

Jak podliczono podczas szczytu Global Covenant of Mayors for Climate and Energy w Chicago w 2017 r., gdyby same tylko Stany Zjednoczone ograniczyły spożycie mięsa o 50 proc., miałoby to wpływ ekologiczny porównywalny do zabrania z dróg 26 mln samochodów.

Impossible Burger 2.0
Tak wygląda Impossible Burger 2.0

I nie można pominąć też kwestii barbarzyństwa, jakim jest przemysłowa hodowla zwierząt na ubój czy pozyskiwanie nabiału. W zakładach produkujących mięso zwierzęta są traktowane w sposób nawet nie tyle nieludzki, co zwyczajnie bestialski.

Istnieją oczywiście hodowle, gdzie mięso pozyskuje się w sposób o wiele bardziej humanitarny, krowy karmione są trawą, a mięso z nich jest znacznie zdrowsze od tego pochodzącego z wielkiego przemysłu.

Niestety ten sposób upraw nie jest skalowalny do tego stopnia, by zaspokoić nieustannie rosnące zapotrzebowanie Ziemian na mięso. Wiele osób uważa, że równie niemożliwym jest wyeliminowanie mięsa i zastąpienie go roślinnym wyżywieniem całej ludzkości. Tymczasem jest to jak najbardziej wykonalne, o czym można się przekonać sięgając chociażby po książkę "Jak stworzyć wegański świat - podejście pragmatyczne" Tobiasa Leenaerta, lub jedno z rozlicznych opracowań dostępnych za darmo w Sieci.

Dlatego właśnie tak ważne dla całej planety jest zastąpienie prawdziwego mięsa jego roślinnymi zamiennikami, a - z czasem - także hodowanie mięsa w laboratoriach. Tu nie chodzi o „lewacką ideologię”, a o najbardziej fundamentalną kwestię: przetrwanie.

I pewnie, można się zżymać, że firmy takie jak Impossible Foods czy Beyond Meat lecą „na fali” zmieniającego się świata i zagarniają dla siebie wielkie kawałki ogromnego tortu finansowego, jakim są roślinne zamienniki mięsa. To prawda - firmy, które już teraz wskoczą do tego pociągu, zainkasują miliardy dolarów w perspektywie najbliższych lat.

Nie da się jednak ukryć, że ta zmiana sięga znacznie głębiej.

Roślinne zamienniki mięsa można już kupić nawet w Lidlu (polecam, są pyszne, choć drogie) i jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne produkty pozbawione składników odzwierzęcych, które mają symulować smak prawdziwego mięsa.

Wszystko sprowadza się bowiem do tego, że nie istnieje już dobry powód, dla którego powinniśmy jeść mięso. Od strony wartości odżywczych wszystko, co nam do szczęście niezbędne, możemy pozyskać ze źródeł roślinnych i (w przypadku witaminy B12) suplementacji.

Jemy mięso, bo lubimy mięso. Bo jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Bo nikt nie będzie nam mówił, jak mamy żyć.

Jeśli jednak firmy takie jak Impossible Foods proponują nam alternatywę, która wygląda tak samo, smakuje tak samo, a jest dla nas lepsza i nie szkodzi środowisku… czy naprawdę istnieje dobry powód, by nie dać jej szansy?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst