Gry  / Recenzja

Football Manager 2020 niezawodny jak zawsze, nieczytelny jak nigdy

Pisanie recenzji Football Managera jest jedną z bardziej bezużytecznych rzeczy, jakie można robić. Pisanie recenzji Football Managera w roku poprzedzającym rok widoczny na okładce, jest ponadto bezprzedmiotowe. 

Dlaczego? Bo wszyscy wiemy, że to genialna gra. Koncepcja życia wiecznego nie przeraża, jeżeli tylko w niebiańskich zastępach aniołków fruwają pracownicy Sports Interactive. Ale jest to też zaawansowana wersja beta, w której nie wszystko działa jak trzeba. Do stycznia jest to już ponaprawiane, połatane, gra nie wysypuje się do systemu podczas ustalania treningu rzutów wolnych, a bramkarze nie bronią 90 proc. karnych (choć akurat w Football Manager 2019 bronili ich nieprzyzwoicie dużo do samego końca).

I co ma, co może taki recenzent napisać, skoro i tak wie, że spędzi przy tej grze zapewne 500 godzin w skali nadchodzącego roku?

Być może, piszę to po raz pierwszy, czas pomyśleć w Sports Interactive o modelu subskrypcyjnym. Może nie ma sensu wydawać co rok nowego Football Managera jako takiego, a gra i tak już jest żywym organizmem. Raz do roku pojawiałby się tylko Grand Patch w stylu nowych macOS-ów. Miałoby to tę zaletę, że umożliwiałoby zachowanie ciągłości rozgrywki. W Football Manager 2019 spędziłem naprawdę wiele godzin. Najpierw zbudowałem wielką Fiorentinę, a potem poszedłem odbudować Manchester United. Obecnie mam już 10 Lig Mistrzów na koncie, kilkanaście tytułów krajowych, a w budżecie 1 miliard na transfery.

Ale oczywiście wszyscy doskonale wiecie, że nie o to chodzi. Chodzi o Jonathana Verbeecka, którego wygrzebałem w juniorach Anderlechtu, nie powołują go do kadry Belgii, a Bóg i Sir Alex świadkami, że jest najlepszą dziesiątką w historii United. Chodzi o Armando Motę, który kupiony za 2 miliony euro po jednym sezonie odszedł do Juventusu za 108 (i już tego żałują). Chodzi o Michaela Sykesa, który pomimo przeciętnych statystyk wbiegł z klubowej szkółki do pierwszego składu. Chodzi o bułgarski duet najlepszych obecnie na świecie bocznych obrońców, Ivanov-Zanev. Uwielbiam śledzić kariery moich piłkarzy, zarówno tych w klubie, jak i tych już poza klubem (a niestety 1 miliard budżetu transferowego to efekt braku sentymentów) i nie miałbym nic przeciwko kontynuowaniu tej przygody w Football Manager 2020. Tak to już powinno wyglądać.

W sumie, to jednak miałbym

Football Manager 2020 nie ma wielu wad, ale mam wobec niego jeden poważny zarzut - jest absolutnie paskudny. Jest absurdalnie obrzydliwy i przede wszystkim nieczytelny. O ile w poprzednim FM kapitalnie spisywała mi się skórka ciemna, tak w tej edycji ciemna wygląda jak telegazeta, jasna wypala oczy, a standardowa mogłaby robić za reklamę Skittles. Mówimy o Football Managerze. To tak, jakby urzędnikowi kazać pracować w Wordzie, w którym piszemy różowym fontem na zielonym tle.

Rzuciłem nawet okiem na inne recenzje dostępne już w prasie, by sprawdzić czy tylko mnie ten problem doskwiera - najwyraźniej tak, natomiast można gdzieniegdzie przeczytać, że zakres zmian w Football Manager 2020 jest stosunkowo niewielki. Ja się z tym punktem nie zgadzam i uważam, że to jedna z najbardziej rewolucyjnych części od lat.

Zmieniono bardzo wiele aspektów gry. Czasem dodając nam pracy, a czasem nieco jej odejmując. Czasem są to zmiany bardziej sprzyjające realizmowi, a czasem go kwestionujące. Jedną z nich - choć moim zdaniem jestem o pół roku gry za wcześnie, żeby oceniać - jest system rozwoju drużyny. Już w poprzednich odsłonach zarząd oczekiwał określonej taktyki czy np. ogrywania juniorów, ale w tej edycji potrafi się o to naprawdę „napinać”. Kiedy kończyłem Football Managera 2019 miałem 30 zdolnych piłkarzy na wypożyczeniach rozsianych od Lizbony po Pireus, budżet transferowy wynosił 1 mld euro i nikt w Manchesterze nawet nie śmiał śmieć mówić mi, że „masz teraz grać juniorami”, skoro przez 8 lat wygraliśmy Ligę Mistrzów 7 razy i Premier League również 7 razy (tutaj szacunek dla Jurgena Kloppa, który z Arsenalem raz wbił w lidze niesamowite 104 oczka nie dając mi szans).

Moim zdaniem zmian jest sporo

Tutaj cały czas czułem się troszkę pod delikatną presją jakbym trenował Polonię pod Józefem Wojciechowskim nie znając dnia ani godziny, gdy wizja przesłoni sukcesy. Myślę, że Football Manager 2020 jednak umie to wyważyć, ale jeszcze kilka sezonów upłynie, nim będę to wiedział na pewno.

Podoba mi się każdy aspekt zmian w sprawie wprowadzania do składu juniorów, gdy gra sama podpowiada kto się nadaje, a zawodnicy pojawiają się w szkółce na bieżąco. Tak jest bardziej naturalnie. Z kolei nie mam zdania co do negocjowania kontraktów na napraaaaaaawdę złożonych warunkach, precyzując z piłkarzem każde detale, jak np. tempo wprowadzania do pierwszego składu. Trochę elastyczniej możemy ustawiać zadania sztabu szkoleniowego i na przykład asystent może być też analitykiem, co jest dobre, gdy trzeba robić cięcia w budżecie.

Jeśli brzmię, jakbym trochę marudził, to... trochę tak jest. I miejcie proszę świadomość, że to faktycznie marudzenie, ponieważ Football Manager 2020 przybliża grę do realizmu, a ja narzekam, bo ktoś burzy moje mechanizmy, patenty, sztuczki, glicze, bazowanie na ograniczeniach itd., które w poprzednich edycjach uczyniły mnie wielkim czempionem - przecież ja potrafiłem zawierać ze zdolnymi 20-latkami 9-letnie kontrakty opiewające na 1 mln euro, a potem strzelać nimi po 10 goli w sezonie Ligi Mistrzów. Nowy FM 2020 w nieco większym stopniu burzy mi ten zastany porządek rzeczy.

Zmian, takich drobnych, jest bardzo dużo i ułatwiają one grę w sporym stopniu, na przykład nieco lepiej prezentując stan finansów i strukturę przychodową klubu czy ułatwiając administrowanie kontraktami sztabu szkoleniowego.

Niezmian też jest wiele

Oczywiście można też mówić sporo o rzeczach, których nie poprawiono, a powinny zostać zmienione. Konferencje prasowe i rozmowy motywacyjne. Te pierwsze - zabijają swoją monotonią. Te drugie - nadal spośród 15 dostępnych opcji naprzemiennie używam 2-3, które zawsze cieszą się skutecznością. Nuda.

Silnik gry jest jak zawsze na tym etapie gry niedoskonały i zdarzają mu się błędy oraz schematy. Jestem też pewien, że za dwa miesiące będzie z nim wszystko w porządku. Moi piłkarze w końcu wykorzystują rzuty karne, bo w FM 2019 był z tym duży problem - to nie jest normalne, gdy 40 proc. „jedenastek” nie znajduje drogi do bramki. Generalnie jednak jestem przyzwyczajony do przaśności tego silnika, zwłaszcza, że w parze z nim idą relatywnie niskie wymagania sprzętowe.

Osobiście uważam nową edycję Football Managera za pozbawioną niespodzianek - gra jest wybitnie grywalna, wnosi dostatecznie dużo zmian i wciąga na długie godziny. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że edycja 2020 była znakomitą okazją ku temu, by rozpocząć wreszcie subskrypcyjny model rozgrywki. Ponadto chciałbym podkreślić, że moje oczy nadal nie przyzwyczaiły się do jaskrawo-przezroczysto-nieczytelnych skórek i tęsknią nieco za mdłymi poprzednikami.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst