Tech  / Artykuł

Notcha nie ma, ale jest GIGANTYCZNA górna ramka. Pixel 4 na nowych zdjęciach + wszystkie informacje

289 interakcji
dołącz do dyskusji

Już tylko 4 dni dzielą nas od premiery nowego smartfona Google Pixel 4 i na dobrą sprawę wiadomo o nim już tak wiele, że Google równie dobrze mógłby po prostu wypuścić go do sklepów.

Premiera tego sprzętu będzie czystą formalnością. Skoro sam Google oficjalnie chwali się renderami, zupełnie jakby chciał powiedzieć „nie kupujcie smartfonów konkurencji, niebawem będziemy mieli dla was coś super”, to elementu niespodzianki nie ma tu wcale.

O Pixelu 4 wiadomo już prawie wszystko. Teraz swoją cegiełkę dołożył Evan Blass, znany jako @evleaks na Twitterze, publikując fotografie reklamujące nowy smartfon Google’a.

Google Pixel 4 chce być jak iPhone 11

Szkoda tylko, że bardzo mu to nie wychodzi. Zdjęcia zdradzają ogromną ramkę u szczytu ekranu, której nie można niczym usprawiedliwić.

Google Pixel 4 opinie
Źródło: Evan Blass

Oczywiście fani Pixela powiedzą, że ta przestrzeń jest niezbędna do zmieszczenia nowej technologii rozpoznawania twarzy, tylko że nikt rozsądny tego wytłumaczenia nie kupi, skoro Apple potrafi zamknąć równie zaawansowaną technologię w formie relatywnie niewielkiego notcha. Nie mówiąc już o tym, że skoro nawet notch w iPhone’ach wygląda lepiej, to z designem górnej części Pixela 4 jest coś mocno nie tak.

Niestety dalej nie jest lepiej. Zdjęcia Evana Blassa ujawniają dość grube ramki boczne i znany już z wcześniejszych przecieków układ aparatów, również na modłę iPhone’a.

Google Pixel 4 premiera
Źródło: Evan Blass

Muszę jednak powiedzieć, że bardzo podobają mi się czarne ramki dookoła białej wersji Pixela 4. W tym jednym względzie design Pixela jest ciekawszy od designu smartfona Apple. Podobną czarną ramkę według wcześniejszych informacji ma mieć także nowa, pomarańczowa wersja Pixela i będzie to prawdopodobnie najładniejszy wariant tego smartfona.

Google Pixel 4 XL kiedy
Źródło: Evan Blass

Wracając jeszcze na moment do gargantuicznej górnej ramki – oprócz rozpoznawania twarzy ma ona mieścić także sensory ruchu. Ergo: Pixela 4 będziemy mogli obsługiwać także gestami.

Cóż, w LG G8s, którego używam na co dzień, również jest ta funkcja. Przydała mi się 0 (słownie: zero) razy. Jeśli tym Google chce przyciągnąć do siebie klientów, to grubo przestrzelił.

Google Pixel 4 – co już o nim wiemy?

Znamy prawdopodobną specyfikację urządzenia. Napędzi go procesor Snapdragon 855 lub 855 Plus, wspierany przez 6 GB RAM-u i 128 GB pamięci wewnętrznej. Nie znamy niestety pojemności akumulatora; wiadomo tylko, że będzie się ona różnić między Pixelem 4 oraz Pixelem 4 XL.

Mniejszego i większego Pixela różnić będzie także ekran. Ten mniejszy ma zaoferować panel OLED o przekątnej 5,7”, podczas gdy wersja XL będzie wyposażona w 6,23-calowy wyświetlacz. Obydwa panele mają mieć rozdzielczość 2880 x 1440 i dynamiczną częstotliwość odświeżania, regulowaną w zakresie 60 do 90 Hz. W tym jednym aspekcie wyświetlacz Pixela może przebić wyświetlacze iPhone’ów, które nadal tkwią w erze 60 Hz.

Wiemy też, że żywcem wyjęty z iPhone’a układ aparatów zawierał będzie tylko dwa sensory i będą one sparowane z obiektywem szerokokątnym oraz telefoto. Zabraknie więc ultra-szerokiego obiektywu, jaki znamy z iPhone’a 11 czy Samsunga Galaxy S10/Note 10.

Podobno jednak z przodu także mamy otrzymać dwa aparaty i tam drugi sensor będzie sparowany z obiektywem o szerszym kącie widzenia.

Możemy też śmiało założyć, że Pixel 4 będzie nieadekwatnie drogi względem możliwości, jak również to, że nie kupimy go w Polsce w oficjalnej dystrybucji. Rozważania na jego temat mają więc charakter czysto akademicki.

Czy warto czekać na Pixela 4?

Nie. Mówiąc wprost i bez ogródek – nie warto. Nie tylko dlatego, że nie będzie on oficjalnie dostępny w Polsce, ale także dlatego, że linia Pixel niczego nie wnosi do rynku smartfonów. Ba, jak na smartfony wychodzące wprost od firmy-matki Androida, Pixele jak dotąd były urządzeniami dramatycznie niedopracowanymi, choć wyposażonymi w fantastyczny aparat.

Świetny aparat i gwarancja regularnych aktualizacji to jednak za mało, by choćby myśleć o rywalizacji z konkurencją. A ta przecież dawno już dogoniła Pixela w kwestii aparatu (nowe iPhone’y nawet przegoniły Pixela, i to o kilka długości), a w kwestii aktualizacji stale się rozwija.

Kiedyś smartfony od Google’a – wtedy jeszcze w linii Nexus – były urządzeniami obowiązkowymi dla twórców aplikacji na Androida. Przystępne cenowo, dobrze wyposażone, zawsze z czystą, świeżą wersją systemu operacyjnego: takie podejście miało sens.

Pixel jednak od początku ma ogromny problem ze swoją tożsamością. Jako urządzenie referencyjne dla deweloperów jest po prostu za drogi. Jako produkt premium dla zwykłych konsumentów - po prostu zbyt słaby i zbyt niedopracowany.

I bardzo chciałbym wierzyć, że Google Pixel 4 zmieni ten stan rzeczy i w końcu będziemy mogli powiedzieć, że ten telefon jest tak dobry, że warto go sprowadzić z zagranicy, by cieszyć się jego jakością.

Obawiam się jednak, że skoro Google’owi nie wyszło spełnienie przysłowia „do trzech razy sztuka”, to i czwarte podejście będzie niewypałem. Obym się mylił! Przekonamy się już w ciągu najbliższych tygodni, gdy Pixel 4 trafi w ręce dziennikarzy, a potem konsumentów na wybranych rynkach.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst