Spiders Web  / Felieton

Warto czasem odejść ze Spider's Web

Najlepszą rzeczą, jaką zrobiłem w swoim życiu, było odejście ze Spider's Web. Ale do tego jeszcze dojdziemy.

Zapraszamy na naszą specjalną podstronę z okazji 10-lecia Spider’s Web. Zapraszamy również do wzięcia udziału w konkursie, w którym do wygrania jest iPhone X.

Z moim dołączeniem do Spider's Web to było tak. Był marzec roku 2012 i mój kolega z branży technologicznej szukał dodatkowego źródła zarobku. Ja już, mówiąc szczerze, chciałem kończyć tę przygodę i skupić się na karierze prawnika. Po pierwsze - wydawało mi się wówczas, że są tam większe perspektywy niż w internecie. Po drugie - byłem trochę wypalony pisaniem „do internetu", gdzie redakcje narzucały kompletnie nudne, odtwórcze formy tworzenia treści. Powiedziałem koledze, że zgłoszę się do tego całego Spider's Weba, wybadam co i jak, ale znikam najpóźniej w wakacje.

Oczywiście, nie odpisali mi. Odebrałem to bardzo osobiście, uznałem nawet, że zgłoszę się do jakiegoś konkurencyjnego bloga technologicznego, będę im pisał najlepsze teksty na świecie, nawet 30 dziennie, tylko żeby zobaczyć jak Spider's Web umiera, a strudzony Przemek Pająk na łożu śmierci ostatkiem sił mówi „trzeba było odpowiedzieć na tego maila". Poczytałem jednak felietony redaktora naczelnego jednego z konkurencyjnych blogów, stwierdziłem „nie no, szanujmy się", odrzuciłem na bok godność i raz jeszcze dopytałem Spider's Web, czy aby ich Bóg nie opuścił, że nawet mi nie odpisali na e-maila.

Niewykluczone zresztą, że pomógł mi w tym mój ciekawy wynagrodzeń kolega, a tym kolegą był nie kto inny jak Dawid Kosiński, który z rozbawieniem i niedowierzaniem dopytywał czy naprawdę obraziłem się po pierwszym zignorowanym e-mailu. Ten schemat coachowania mnie w relacjach e-mailowo-społecznych przez Kosę trwa zresztą do dziś, gdy próbuję się niezgrabnie poruszać po gruncie ofertowania reklamodawców Bezprawnika, tradycyjnie obrażając się po pierwszym zignorowanym mailu, zaś Dawid jest już rekinem rynku reklamowego.

Okazało się, że mój e-mail przepadł na skrzynce pocztowej Ewy Lalik, która pominęła go, pogrążona w jednej ze swoich licznych wizji, prawdopodobnie zastanawiając się, czy tramwaj to już dyktat technologii nad humanizmem lub czy świat byłby lepszym miejscem, gdyby w sejmikach wojewódzkich zasiadały wyłącznie psy.

Pierwszy Spider's Web

Pierwszy Spider's Web był fajnym miejscem. Od razu mi się tutaj spodobał fakt, iż redakcja pozostawiała mi całkowitą suwerenność publikacji swoich myśli, co na przestrzeni kilku tygodni doprowadziło do tego, że chcieli mnie zabić użytkownicy Google+, miłośnicy używanych gier, wrogowie Bronisława Komorowskiego i niemal wszyscy Ślązacy. Świetne teksty. Choć biorąc pod uwagę kontrowersje, jakie wówczas wywoływały, miałem z tyłu głowy, że pewnego dnia dojrzeję, zmądrzeję i będę się ich wstydził. Czytałem je niedawno, uważam, że prezentowały bardzo sensowne stanowiska.

Generalnie patrzę z pewnym bardzo przyjemnym zaskoczeniem na moje dawne teksty, bo choć oczywiście błędów i pomyłek, a nawet przestrzelonych prognoz, nie brakowało - bardzo duża ich część okazywała się prorocza. Pamiętam, że w tamtym czasie szczerze nienawidziłem systemu Android i firmy Samsung, dziś jestem zadowolonym użytkownikiem obu marek, jednak w dużej mierze dlatego, że przez te 6 lat wykonały fantastyczną pracę nad samymi sobą. Wiele osób rzucało się  wtedy na mnie wściekle, choć już kilkanaście miesięcy później sami na lewo i prawo perorowali jak wielką, nieużywalną porażką było Froyo czy Gingerbread...

W 2013 roku zdecydowałem się przekazać Przemkowi Pająkowi prawa do takiego mojego licealno-studenckiego projekciku pt. e-zin Playback. Zależało mi na tym, by lata pracy mojej i moich kolegów nie poszły na marne. Było tam kilka wartościowych twarzy, m.in. Papkin, absolutna gwiazda dzisiejszego CD-Action czy też znany wam wszystkim dobrze Szymon Radzewicz, który właśnie w ten sposób dostał się do redakcji Spider's Web. Tak powstał sPlay, a ja siłą rozpędu zostałem powołany do prowadzenia tego projektu. Nie lubiłem tego bloga, jego tematyka kompletnie mnie nie interesowała i w lipcu 2013 roku podjąłem najlepszą możliwą decyzję w moim życiu - rozstałem się z całą grupą Spider's Web.

Moje spotkania z Przemysławem P.

Przemek Pająk strasznie nie lubi, ilekroć wspominam o nim w tekstach na Spider's Webie. Rozumiem jego irytację, bo niestety spora część czytelników kompletnie nie czuje tzw. „konwencji", potem musimy wyczytywać w tekstach jakieś kompletnie oderwane od żartu sugestie o „łubudubu, niech żyje nam prezes naszego klubu". Trudno jest jednak napisać tekst jubileuszowy nie odnosząc się do Pająka i tego kim jest, w jaki sposób działa. Facet obchodzi dziesiąte urodziny swojego dzieła życia i na małe łubudubu sobie wreszcie zasłużył.

A to postać bardzo złożona. Przemek nie jest osobą pozbawioną wad, a słabe znanie się na piłce nożnej (mimo godzin poświęcanych oglądaniu jej) jest tylko jedną z nich. Nasze prywatne rozmowy częściej przyjmują formy, przy których roasty Sebastiana Rejenta przypominają bardziej audiobooki z cyklu „Poczytaj mi, mamo". Oczywiście potem na każdy z nich przypadają debaty o łososiowych krótkich spodenkach.

Jeśli na przestrzeni lat przegonił całą swoją konkurencję, a ostatnio nawet Tomasza Lisa, to w dużej mierze dzięki doświadczeniu nabytemu przed laty w marketingu, gdy po drugiej stronie „sprzedawał" przyprawy marki Prymat. Mnie tej wiedzy, tego zrozumienia jak działają agencje, domy mediowe, bardzo brakuje. Powoli się tego uczę (niestety nikt nie pisze podręczników na ten temat) na Bezprawniku, nawet mając do obserwowania takie wzorce jak Bartosz Nowak czy Przemek Pająk, więc teraz wyobraźmy sobie, jakie problemy z tym mieli konkurenci Spider's Web.

A Spider's Web to media, bez reklamodawców nie da się rozwijać biznesu w sieci, niezależnie od tego jak bardzo wybrani spośród zbuntowanych czytelników chcieliby zakrzyczeć rzeczywistość.

Duży spryt życiowy, dobra intuicja, umiejętność dociskania kiedy trzeba i wielka, wielka pracowitość. Nie ma smyrania z Olivierem Janiakiem na warszawskich salonach, nie ma wspólnych eventów z Radkiem Majdanem, są za to wieczory przy Excelu. To potrafi imponować. Mnie jednak zawsze najbardziej imponował sposób, w jaki Przemek zarządzał redakcją, dając jej nieprzyzwoitą wręcz swobodę i zaufanie w realizacji swoich zadań.

Nigdy wcześniej pisząc w sieci nie czułem takiego wsparcia ze strony redaktora naczelnego, co jest dla mnie szczególnie ważne. Czytelnicy są różni, czytają mnie i profesorowie fizyki, i ludzie, którzy 4 razy kiblowali w podstawówce, natomiast każdy ma prawo zostawić komentarz. Dlatego od pewnego momentu punktem odniesienia stało się dla mnie wyłącznie to, co powie redaktor naczelny. To wszystko jest bardzo ważne, tego się nauczyłem od Przemka i w podobny sposób staram się prowadzić moją redakcję na Bezprawniku.

Bezprawnik

Skoro ustaliliśmy już, że z Przemkiem Pająkiem się lubię i szanuję, co zatem poszło nie tak? Nie widziałem się w sPlay. Nie widziałem dla siebie przyszłości w serwisie, w którym trzeba być na bieżąco z każdym (a nie tylko ulubionym) serialem, każdym (a nie tylko ulubionym) filmem i każdą książką Remigiusza Mroza. Było mi żal zostawiać moich kolegów z redakcji, natomiast wiedziałem, że muszę się skupić na rozwoju w kierunku, z którym docelowo planuję związać się zawodowo.

Rozstania nigdy nie są łatwe. Ale to było rozstanie z klasą, którego mogłoby się uczyć wielu redaktorów i redaktorów naczelnych. Bardzo szybko powołałem do życia mój autorski blog o Prawie Nowych Technologii. Było mi bardzo miło, gdy redaktorzy Spider's Web zupełnie spontanicznie pomogli mi go rozpromować w mediach społecznościowych. Po kilku pierwszych miesiącach blog miał 100 000 unikalnych użytkowników miesięcznie i wiedziałem, że Przemkowi Pająkowi to imponuje (próbował nawet korespondencyjnie odpowiadać raczej chłodno przyjętym kącikiem prawnym na Spider's Web). Przemek Pająk przez lata mi imponował, a myślę, że właśnie wtedy i ja dałem radę udowodnić swoją wartość, tworząc od zera fajny, autorski projekt na boku. Ludzie z reguły po odejściu ze Spider's Web przepadają, giną w niebycie - ja rozkwitłem, zacząłem budować swoją (nazwijmy to górnolotnie) markę w zupełnie nowej dziedzinie, po kilku tygodniach byłem cytowany przez liczne ogólnopolskie media.

Po drodze jeszcze wiele się wydarzyło, dużo małych tragedii, które z perspektywy czasu okazały się wielkimi błogosławieństwami, by ostatecznie doprowadzić mnie i Przemka do mieszczącej się na parterze warszawskich Złotych Tarasów „Hard Rock Cafe".

Był luty 2015 roku, a my spotkaliśmy się na żywo po raz pierwszy w życiu.

Zaproponowałem Przemkowi spółkę przy serwisie, który będzie rozszerzał techlawową formułę mówienia o prawie „ludzkim głosem" nie tylko w kontekście nowych technologii, ale i wszystkich dziedzin prawa. Model zarabiania miał obejmować wykorzystanie rynku reklamowego + katalog kancelarii prawnych online + świadczenie usług prawnych online, docelowo z wdrażaniem raczkującego dopiero trendu legaltech, gdy część zadań prawniczych da się zastąpić przez sztuczną inteligencję.

Myślę, że mówię teraz w imieniu nas obu - bardzo ucieszyła nas perspektywa i możliwość, by ponownie robić coś razem. Krótko po starcie Bezprawnika powróciłem też do pisania okazjonalnie na Spider's Web, bo a to nie miał kto napisać o przejściu Kuźniara do Onetu, a to 36 raz przerzuciłem się z iPhone'a na Androida i strasznie musiałem się gdzieś tym pochwalić. Czasami człowiek musi.

Bezprawnik jest dziś jednak zdecydowanie najważniejszym projektem zawodowym w moim życiu i mam nadzieję, że za niecałe 7 lat spotkamy się w kolejnym tekście jubileuszowym - już w tej drugiej domenie. Właśnie wczoraj poszerzyłem redakcję o kilka nowych obiecujących osób, negocjujemy długodystansowe i bardzo prestiżowe kampanie reklamowe na kilka najbliższych miesięcy czy może nawet lat, a - co ambicjonalnie chyba najważniejsze - mamy ogromną, ponad milionową rzeszę czytelników, którzy nas lubią, doceniają, chętnie czytają i czują tzw. „konwencję" (co jest dla mnie szczególnie ważne, bo jednak fajnie jest mieć inteligentnego człowieka po tej drugiej stronie).

Chcemy teraz możliwie jak najszybciej zdobyć drugi milion. Nie byłoby to wszystko jednak możliwe, gdybym w 2012 roku nie dołączył do Spider's Web.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst