RTV  / Recenzja

Wspaniały obraz, zaskakująco dobry dźwięk i spaprane szczegóły. Sony A8F – recenzja

119 interakcji
dołącz do dyskusji

To raptem drugie podejście Sony do telewizorów z matrycami organicznymi. Po raz kolejny firma włożyła wiele wysiłku, by odróżnić się od monopolisty na rynku matryc OLED, jakim jest LG. Trzeba przyznać, że z bardzo dobrym skutkiem. Choć idealnie na pewno nie jest.

Moi stali Czytelnicy zapewne kojarzą, że jestem wielkim entuzjastą techniki OLED. Matryce te oferują określany nieco po marketingowemu nieskończony kontrast: dzięki możliwości sterowania jasnością każdego piksela z osobna, telewizory OLED mogą swobodnie manipulować barwami, w tym osiągając coś nieuchwytnego dla matryc LCD: kolor czarny w dowolnym miejscu na obrazie.

Z matrycami OLED są w zasadzie dwa problemy (trzeci, a więc ich skłonność do retencji obrazu, został zminimalizowany, jeśli nie całkowicie wyeliminowany). Pierwszy z nich to ich relatywnie niska jasność. OLED-y wiele tracą na jakości, gdy oglądamy je w jasnym, nasłonecznionym pomieszczeniu – w ciągu dnia przydadzą się żaluzje i zasłony. Drugi to fakt, że jedynym producentem matryc OLED jest LG Display.

To złe wieści dla rynku, bowiem oznacza to, że jeżeli jakiś producent chce wykorzystać niepowtarzalne zalety matryc organicznych, musi stać się klientem swojego konkurenta. Te zalety są jednak niekwestionowalne, więc znaczna część z nich zagryza zęby i płaci LG za ten kluczowy komponent. Sony jednak bardzo się stara, by oferować sprzęt w jakiś sposób przewyższający to, co oferują telewizory LG OLED TV. Z jakim skutkiem?

Sony AF8 to bardziej konserwatywne podejście do tematu od Sony A1.

Zeszłoroczny OLED-owy telewizor Sony zdaniem wielu był wręcz przekombinowany w swojej konstrukcji. Jego charakterystyczny stojak wygląda bardzo stylowo, ale w efekcie sam telewizor był grubszy, a jego dopasowanie do typowego salonu trudniejsze. AF8 wraca do klasycznej formy.

Telewizor został wyposażony w klasyczny stojak, dzięki czemu można go postawić na szafce w standardowej pozycji. Jest też dzięki temu cieńszy – około 5 cm grubości – przez co znacznie wygodniej powiesić go na wieszaku VESA. Stojak jest bardzo estetycznie zakamuflowany, a ramki wyświetlacza są minimalnej grubości. Nie rozumiem za to, dlaczego w tak drogim telewizorze tylko dwa z czterech złącz HDMI obsługują w pełni standard UHD.

Na szczęście nie zrezygnowano ze wszystkich innowacji wprowadzonych do modelu A1. Podobnie jak u poprzednika, również i AF8 wykorzystuje powierzchnię swojego wyświetlacza jako membranę głośnika, dodając jeszcze z tyłu obudowy głośnik niskotonowy. Nadal uważam, że do ceny każdego dobrego telewizora i tak zawsze trzeba doliczyć kolumny lub soundbara, jednak wspomniana Acoustic Surface daje nadspodziewanie dobre efekty. Na tyle dobre, że choć zakup wyżej wspomnianych jest rekomendowany, tak już nieobowiązkowy.

Pierwszy kontakt z Sony AF8 nie będzie jednak cudowny. Winny Android TV. I pilot.

Android TV to pewne rynkowe kuriozum, co wręcz nie mieści mi się w głowie. System ten bazuje na platformie Android – najpopularniejszym systemie operacyjnym na rynku z bogactwem aplikacji – spodziewać się więc można zalet jego głównej wersji w naszym telewizorze. Cóż, nic bardziej mylnego.

Oferta Sklepu Play w wersji na Android TV jest zatrważająco uboga. Znajdziemy w nim oczywiście takie aplikacje, jak Netflix czy Amazon Prime Video, jednak jeśli chodzi o rodzime VoD lub jego polskie oddziały – sytuacja wygląda już fatalnie. Dla przykładu, ze świecą szukać HBO GO, a po uruchomieniu aplikacji Player.pl wita nas interfejs rodem z Androida Gingerbread – skrajnie prymitywny i niewygodny. Takich braków i wpadek jest niestety więcej.

Sony AF8 recenzja

Co gorsza, telewizor długo się uruchamia, opornie reaguje na polecenia wydawane pilotem lub głosem, a jego menu i aplikacje nierzadko się zawieszają, co rodzi dodatkową frustrację. Android TV w zestawieniu z takimi platformami jak Tizen czy webOS wygląda i zachowuje się śmiesznie. Co w dzisiejszych czasach, gdy VoD sukcesywnie wypierają linearną telewizję, jest wręcz żałosne. Plusem jest wbudowana w telewizor obsługa standardu Chromecast.

Nie rozumiem też dlaczego Sony do tak drogiego i cudownie zapowiadającego się telewizora dołącza tak lichego pilota. Jest tak zbudowany, że często trzeba zmieniać chwyt ręką, by wcisnąć przycisk, którego w danej chwili potrzebujemy. Wykonany jest z taniego plastiku i właściwie jedyną jego faktyczną zaletą jest lekkość.

Sony AF8 recenzja

A w tym momencie przestaję narzekać. Bo w całej reszcie Sony AF8 lśni.

Sony połączył zalety matrycy od LG Display ze swoim procesorem X1 Extreme i autorskimi algorytmami przetwarzania obrazu. Efekt jest olśniewający. Nie będę po raz wtóry zachwycał się nad doskonałym kontrastem i wyrazistością obrazu – wszak to standard przy tej technice wyświetlania obrazu. Sony ma jednak kilka dodatkowych asów w rękawie.

AF8 doskonale radzi sobie z treściami dowolnego rodzaju. Bezbłędnie eliminuje wszystkie skazy czy szumy materiału źródłowego. Nie udało mi się zaobserwować żadnych przekłamań, nawet oglądając tak przesycone treści, jak Marsjanin w wersji na płycie Blu-ray UHD. Nie stwierdziłem też żadnych problemów w najciemniejszych szarościach, z którymi nie zawsze sobie radziły nawet zeszłoroczne modele LG OLED TV (testy tegorocznej linii dopiero przede mną).

Przejścia tonalne, subtelne zmiany kolorów – Sony AF8 radzi sobie z nimi doskonale.

Obraz w żadnym razie nie smuży, a matryce OLED nie mają problemów z pogarszaniem się jakości obrazu wraz ze zwiększeniem kąta patrzenia. Właściwie jedyną wadą, jeśli chodzi o jakość obrazu, jest wspomniana jasność. Nie dostrzeżecie tego problemu wieczorem, w pochmurny dzień czy przy zasłoniętych firankach. W środku dnia może być jednak różnie, a obraz wydawać się nieprzyjemnie ciemny. W większości presetów obraz też jest domyślnie – na mój gust – za bardzo ocieplany. Niektórzy jednak preferują taką temperaturę kolorów, a pozostali mogą dostroić ręcznie obraz do swoich potrzeb.

Sony AF8 recenzja

Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn – wszak to matryca OLED – można też zaobserwować bardzo delikatne winietowanie obrazu. Na początku wręcz podejrzewałem jakąś wadę fabryczną, jednak anglojęzyczni recenzenci również dostrzegli to zjawisko. Bardzo dziwne. Na szczęście trudno je dostrzec, chyba że w bardzo, bardzo jasnych scenach.

Telewizor obsługuje standardy HDR10 i HLG, jego producent zapowiada też dodanie Dolby Vision w jednej z przyszłych aktualizacji oprogramowania. Treści HDR również prezentują się doskonale. Co prawda jasność panelu wydaje się przeczyć tej obserwacji, jednak nie zapominajmy, że jest to rekompensowane przez specyfikę matrycy OLED: bardzo jasny piksel może sąsiadować bezpośrednio z tym bardzo ciemnym. Niezauważalny jest również input lag, co na pewno ucieszy graczy.

To drogi telewizor dla wymagających. Jakość obrazu stoi na najwyższym możliwym poziomie. Acoustic Surface spełnia swoje zadanie. Gdyby nie ten Android TV…

Sony AF8 błyszczy w zasadzie w każdej kategorii. Zapewnia doskonały obraz w typowych warunkach oglądania, doskonale radzi sobie ze wszystkimi wytycznymi standardu UHD, oferuje nadspodziewanie dobry dźwięk bez podłączania do niego zewnętrznych głośników. Rzekłbym, że LG ma się czego obawiać, choć – jak wcześniej wspominałem – nie miałem jeszcze dłuższego kontaktu z tegorocznymi modelami tego producenta.

Sony AF8 recenzja

Nie można jednak ignorować problemu, jakim jest kulawy system operacyjny. Android TV to na chwilę obecną najgorsza, najmniej wygodna i oferująca najmniej aplikacji klienckich popularnych w Polsce usług VoD platforma. Warto o tym pamiętać, decydując się na zakup tego znakomitego w innych aspektach urządzenia. Zwłaszcza że kosztuje ono niemało. Za 55-calową wersję zapłacimy 10 tys. zł, zaś za 65-calową 15 tys…

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst