Gry  / Recenzja

Sprawdziłem router dla bezprzewodowych graczy za ponad tysiąc złotych. TP-Link Archer C5400 v2 - recenzja

Mamy w redakcji powiedzenie: „bloger płakał jak oddawał“. W przypadku routera TP-Link Archer C5400 v2 jest w pełni zasadne. Urządzenie za ponad 1000 zł to zbędny luksus, ale człowiek łatwo przyzwyczaja się do dobrego. Takiej sieci domowej nie miałem nigdy wcześniej.

Już po wyjęciu sprzętu z pudełka widać, że ma się do czynienia z niecodziennym routerem. TP-Link Archer C5400 jest spory, masywny i posiada aż osiem rozkładanych anten, które tworzą wyjątkową specyfikę urządzenia. Łucznik nie jest przesadnie elegancki i nieco odstaje od wizji polskiego, pseudo-nowoczesnego salonu ala IKEA. Z drugiej strony, maszyna wygląda solidnie i nie posiada jarmarcznych, quasi-futurystycznych kształtów, do jakich mają słabość inni projektanci routerów. Chwała za to producentom.

Osiem anten gigabitowego TP-Linka to odpowiedź na 802.11ac Wave2 - najnowszy standard bezprzewodowej transmisji danych, który został zatwierdzony na początku 2014 roku. Zgodnie z dokumentacją, ulepszony 802.11ac radzi sobie z prędkościami do 2167 Mb/sek na jednym paśmie 5 GHz. To marketingowa granica, której w żaden sposób nie mogłem zweryfikować w domowej sieci. Ani razu nie udało mi się też przebić przez magiczną granicę gigabitu podczas normalnego obciążenia maszyny, przy kilku jednocześnie podłączonych klientach. Co oczywiście nie jest niczym nadzwyczajnym, gdy jest się poza odizolowanym laboratorium.

802.11ac Wave2 to nie tylko zwiększenie maksymalnego bezprzewodowego transferu danych, ale również możliwość wykorzystania technologii MU-MIMO, beamforgingu, kanałów 160 MHz, a także dodatkowego, jednocześnie działającego pasma opartego na częstotliwości 5 GHz. Mamy do czynienia z  tri-bandem w postaci łącz 2,4 GHz, 5 GHz 1 oraz 5 GHz 2, po cztery strumienie na każdy. Starszy standard 2,4 GHz został ponadto wsparty dopalaczem w postaci modulacji QAM w technologii Broadcoma, pozwalającej osiągnąć do 1000 Mb/sek na częstotliwości 2,4 GHz.

  • Pasmo 2,4 GHz - do 1000 Mb/sek
  • Pasmo 5 GHz 1 - do 2167 Mb/sek
  • Pasmo 5 GHz 2 - do 2167 Mb/sek

O co chodzi z MU-MIMO?

W przeciwieństwie do standardu SU-MIMO, nowe rozwiązanie nie ogranicza bezprzewodowej komunikacji po stronie routera do jednego urządzenia w jednym przedziale czasowym. W starszym SU-MIMO router przełącza się pomiędzy klientami, zawsze wysyłając dane w jednym kierunku. Słowem - im więcej klientów w domowej sieci, tym dłuższy czas reakcji i wolniejsze połączenie. Nadeszło jednak nowe. Nadeszło lepsze.

MU-MIMO pozwala na jednoczesną komunikację z maksymalnie czterema urządzeniami klasy 3x3. Gdy dwa z nich, na przykład konsola do gier oraz PC, potrzebują stałego połączenia z siecią, router nie musi już sabotować jednego klienta kosztem drugiego. W teorii pozwala to aż czterokrotnie podkręcić transfery w kierunku maksymalnych osiągów. W praktyce zmniejsza sinusoidę wahań między downloadem, uploadem oraz pingiem podczas katowania Battlefielda na dwóch konsolach jednocześnie.

MU-MIMO nie sprawi, że Internet stanie się szybszy. Sieć jest jednak lepiej zarządzana, co ma wielkie korzyści. Powstaje specyficzne wrażenie, jakoby sieć faktycznie dostała kopa. Wszystko rozbija się o odpowiednie zarządzanie zasobami w czasie rzeczywistym, a TP-Link Archer C5400 v2 robi to naprawdę dobrze. Jeszcze ważniejsze jest to, że sinusoida skoków między maksymalnym i minimalnym downloadem stała się mniejsza.

O co chodzi z beamforgingiem?

Podstawą działania beamforgingu są zwrotne informacje o jakości oraz sile połączenia, jakie trafiają od klientów do routera. Na ich podstawie Archer tak kierunkuje bezprzewodowe wiązki, aby w czasie rzeczywistym wzmacniać zasięg i transfer klientów potrzebujących. Wbudowane procesory modulują zasięg sieci, który zmienia się w zależności od położenia podłączonych do niego urządzeń.

W teorii sprzęty oddalone od routera, ale jednocześnie potrzebujące stałego i stabilnego połączenia z siecią, nie są już pokrzywdzone kosztem urządzeń położonych bliżej anten. Praktyka nie niweluje tych różnic, ale potrafi je zmniejszyć. Oczywiście nakierowywanie wiązek podczas marszu ze smartfonem przy uchu nie ma prawa efektywnie działać. Działa za to zwiększenie mocy sygnału dla mojego PC, który odnotował jakościowy przeskok z -55 dBm do -46 dBm. Fantastyczny wynik. To wciąż najgorszy punkt w 50m mieszkaniu, ale mierzalny efekt widać jak na dłoni.

Sieć 5 GHz

Po raz pierwszy miałem dostęp do WiFi wychodząc na klatkę schodową.

Wcześniej było to możliwe wyłącznie przy pozostawieniu otwartych drzwi. Archer jest pierwszym routerem, który przedarł się przez socjalistyczny żelbet górniczego osiedla. Urządzenie opanowało każde pomieszczenie 50m lokum, prawie wszędzie docierając z siłą od -38 do -42 dBm. Przy zamkniętych drzwiach oraz ceglanych ścianach. Przebicie przez żelbet było z kolei możliwe wyłącznie przez jedną ścianę i z gigantycznym przeskokiem ponad -70 dBm. Połączenie pozostało jednak zachowane, lecz z utratą pakietów.

Nie spodziewajcie się jednak, że drogi router TP-Linka magicznie rozwiąże wasze problemy z zasięgiem. Jeżeli nie byliście w stanie przedrzeć się do piwnicy bez dodatkowych anten, urządzeń typu mesh albo wzmacniaczy sygnału, to Archer C5400 tego problemu nie rozwiąże. Maszyna rozdziela zadania, stabilizuje ruch oraz nadaje klientom priorytety, ale falami radiowymi betonu nie ukruszy, mimo najszczerszych chęci.

Banalna konfiguracja i świetna aplikacja

TP-Linka można obsługiwać na dwa podstawowe sposoby. Za pomocą przeglądarki WWW (192.168.0.1) oraz aplikacji Tether dla Androida oraz iOS. Oba interfejsy są bardzo intuicyjne, bardzo czytelne, z wyjaśnieniami, nowoczesnym wzornictwem oraz wsparciem języka polskiego. Warto pamiętać, że aplikacja na smartfony i tablety nie daje jednak pełnej kontroli nad urządzeniem. Dotykowy program pozwala na zarządzanie pasmami, tworzenie sieci dla gości, testowanie prędkości połączenia internetowego, dzielenie się hasłami i nazwami, edycję zabezpieczeń, podgląd klientów, nadawanie priorytetów, edycję QoS, zarządzanie ochroną antywirusową oraz kontrolą rodzicielską, przełączanie trybów pracy (AP, router) oraz szybką konfigurację i prostą diagnostykę.

W przeglądarce WWW możemy wybierać między dwoma rodzajami skomplikowania interfejsu - podstawowym oraz zaawansowanym. Dopiero tutaj można zarządzać nośnikami USB i drukarkami. Dzięki interfejsowi w przeglądarce agregujemy łącza oraz  kierunkujemy routing statyczny. Osobną zakładkę dostało IPTV. Pełna siatka możliwości dla najnowszej wersji oprogramowania TP-Linka prezentuje się następująco:

Sieć:

  • Sieć Internet - tryb połączenia (statyczne/dynamiczne IP, PPPoE, BigPond, L2TP, PPTP), adresy DNS, klonowanie MAC.
  • Sieć LAN - adresy i maski, agregacja łączy (dezaktywuje włączone IPTV)
  • Sieć IPTV (snooping, IGMP V2/V3)
  • Serwer DHCP (rezerwacja adresów, preferowane DNS)
  • Dynamiczny DNS (TP-Link, Dyndns)
  • Routing statyczny

Tryb pracy:

  • Router (statyczne/dynamiczne IP, PPPoE, L2TP, PPTP, NAT, DHCP, QoS)
  • Punkt dostępowy AP (bez funkcji NAT, QoT i kontroli rodzicielskiej)

Sieć Bezprzewodowa:

  • Ustawieni sieci (Smart Connect)
  • WPS (kreator WPS, generator PIN)
  • Harmonogram sieci bezprzewodowej
  • Statystyki
  • Sieć dla gości

Przekierowanie portów:

  • ALG, serwery wirtualne, port triggering, DMZ, UPnP

Ustawienia USB:

  • Serwer druku, ustawienia urządzeń, dostęp

Kontrola Rodzicielska

QoS:

  • Priorytety dla aplikacji (standard, gry, transmisja, surfowanie, rozmowy, własne)
  • Priorytety dla urządzeń

Zabezpieczenia:

  • Antywirus (filtr szkodliwych treści, system ochrony przed nieuprawionym dostępem, kwarantanna zaatakowanych urządzeń)
  • Firewall (SPI, ping LAN, ping WAN)
  • Kontrola dostępu (czarna lista, biała lista)
  • Wiązanie adresów IP + MAC

IPv6:

  • Tryb połączenia, klonowanie MAC

Serwer VPN:

  • Open VPN (UDP, TCP, generator certyfikatów, kreator konfiguracji)
  • PPTP VPN
  • Połączenia VPN

Narzędzia systemowe:

  • Ustawienia czasu, diody, aktualizacja oprogramowania, diagnostyka, zapis i odczyt ustawień, administracja, dziennik systemowy, statystyki i parametry ruchu

Prędkości reklamowe, a prawdziwe osiągi to gigantyczna różnica.

Na realny maksymalny transfer składa się masa czynników, takich jak specyfika dostępu (LAN/WAN), specyfika połączenia (WiFi, kabel), częstotliwość łącza (2,4 oraz 5 GHz), wykorzystywane kanały, zakłócenia innych sieci radiowych, fizyczne przeszkody, prędkość sieci oferowana przez usługodawcę, jej realna wartość, a także maksymalne możliwości urządzeń-klientów oraz wykorzystane adaptery sieciowe.

Przy tylu zmiennych pewne jest tylko to, że prędkość użytkowa osiągnięta w warunkach domowych NIE BĘDZIE odpowiadać cyfrom na pudełku. Przyjęło się mawiać, że jeżeli realnie osiąga się 1/3 marketingowej wartości podczas połączenia bezprzewodowego, to jest naprawdę, naprawdę dobrze. Jeżeli ktoś faktycznie dociera do reklamowej granicy, to tylko w ścisłych warunkach laboratoryjnych, przy wykorzystaniu topowego sprzętu wzmacniającego.

Mimo tego, nie można powiedzieć złego słowa o jakości połączenia w domowej sieci LAN. Tutaj wąskim gardłem jest gigabitowy interfejs (10/100/1000 Mb/sek), który wyznacza górną granicę transferu na 125 MB/sek. W praktyce wartości wysoko ponad 900 Mb/sek są jak najbardziej realne. Zarówno w przypadku upstreamu jak i downstreamu. Takie wyniki po raz kolejny zmuszają do refleksji nad tym, że nowy standard 100 Gb/sek byłby przydatny tutaj i teraz. Zwłaszcza w kontekście rosnącej liczby urządzeń, które podłączamy do routera w domach i mieszkaniach.

To wąskie gardło i tak pokonało bezprzewodową sieć domową bez wspomagaczy.

Dokonałem wymiany plików (każdy minimum 2 GB) między dwoma klientami klasy 3x3 IEEE 802.11ac przyłączonymi do sieci z siedmioma innymi urządzeniami (trzy smartfony, tablet, XONE, PS4, Switch, PC). Realny transfer bezprzewodowy w sieci 5 GHz wyniósł 320 - 350 Mb/sek, a pasek postępu sporadycznie przekraczał 40 MB/sek. To wartości, których należy się spodziewać w solidnie obciążonej domowej sieci, bez drogich czteroantenowych adapterów oraz priorytetów na poszczególnych urządzeniach.

W przypadku dostępu do Internetu rozpowszechnianego za pomocą WiFi, TP-Link Archer C5400 v2 przynosi odczuwalną poprawę stabilności. Wcześniej wspomniana technologia MU-MIMO sprawia, że dostęp do sieci przy wielu włączonych urządzeniach stał się szybszy. Co najciekawsze, nie odnotowałem tego podczas aktywnego korzystania z Archera. Zmianę, oczywiście na gorsze, poczułem dopiero po powrocie do modelu z funkcją routera oferowanego przez UPC.

Nie chodzi o to, że Internet zwolnił. Jego przepustowość stała się po prostu węższa, co miało realny wpływ na czas reakcji po stronie modemu i sprężenia zwrotnego na jednocześnie działających urządzeniach-klientach. Coraz powszechniejsze w gospodarstwach domowych „mini-zatory“ powróciły, tym razem odczuwalne ze zdwojoną siłą.

Jestem graczem. Co takiego oferuje TP-Link Archer C5400 v2, czego nie mam już teraz?

W największym uproszczeniu - większą wydajność. Obecność dwóch łaczy 5 GHz pozwala rozładować ruch i odpowiednio nim pokierować. PS4 na paśmie numer jeden, XONE na paśmie numer dwa, Smart TV na jedynce, PC na dwójce i tak dalej. Dzięki temu łatwo podzielić priorytetowe urządzenia wymagające stałego połączenia bezprzewodowego na dwie grupy po maksimum czterech jednocześnie obsługiwanych klientów. W odwodzie dochodzi sieć 2,4 GHz dla starszych i mniej wymagających urządzeń.

TP-Link Archer C5400 v2 zmniejszył widełki wahań charakterystycznych dla bezprzewodowego pobierania danych. Do tego wypełnił prawie-martwe punkty mieszkania znajdujące się w zasięgu routera falami o akceptowalnej mocy. Urządzenie rozszerza ogólną przepustowość sieci, co da się odczuć wracając po tygodniach testów do starego rozwiązania bezpośrednio od dostarczyciela usług internetowych.

To nie są elementy, które doceni każdy gracz. Zwłaszcza że wielu fanów rozgrywki online wciąż ma podłączone konsole do gniazd LAN. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę jakość i specyfikę większości sieci WiFi. Nie pomagają również niskiej jakości karty sieciowe montowane w większości platform do grania. Środowisko tworzone przez Archera C5400 jest jednym z niewielu, na których można polegać bezwarunkowo, niezależnie od liczby włączonych urządzeń i tego, co robią pozostali domownicy.

TP-Link Archer C5400 v2 jest urządzeniem kierowanym do dosyć wąskiej grupy odbiorców, którzy wiedzą, że potrzebują stabilnego, niezawodnego i w dużej mierze zautomatyzowanego bezprzewodowego środowiska. Dla większości z nas Łucznik to zbędny luksus. Jeżeli jednak ktoś chce wejść w świat pozbawiony sieciowych kabli, jednocześnie ciesząc się kapitalnie niskim opóźnieniem oraz stabilnym połączeniem, Archer C5400 będzie jednym z pewniaków.

Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z urządzeniem idealnym. Biorąc pod uwagę wysoką cenę urządzenia, nieco rozczarowuje brak wsparcia dla modemów 3G/4G. QoS (gry, transmisja, surfowanie, rozmowy) nie pozwala odczuć wyraźnej zmiany. Dziwi również obecność przestarzałego portu USB 2.0 obok gniazda USB 3.0, dzięki któremu podręczny pendrive może zostać zamieniony w namiastkę dysku sieciowego. Nie każdemu przypadnie do gustu spory rozmiar urządzenia, a także zaledwie 4 porty LAN.

Najwieksze zalety:

  • MU-MIMO i beamforging
  • Bardzo czytelna, intuicyjna aplikacja dla Androida/iOS
  • Panel administratora w języku polskim, prosta konfiguracja
  • Kapitalne zarządzanie i dzielenie zasobów domowej sieci
  • Praktyczny Tri-band
  • Pakiet funkcji dodatkowych (Tether, antywirus, sieć gościnna, kontrola rodzicielska, serwer VPN, QoS, tryb AP)
  • Minimalizacja wahań i niestabilności
  • Godna walka z żelbetem

Najwieksze wady:

  • Wysoka cena (ponad 1000 zł)
  • USB 2.0
  • Gdzie mój dual WAN
  • Tylko cztery porty LAN
  • Brak wsparcia dla modemów 3G/4G
  • Domyślnie dezaktywowany Smart Connect

W ostatecznym rozrachunku TP-Link Archer C5400 v2 to jednak sprzęt, z którym ciężko się rozstawać. Człowiek łatwo przyzwyczaja się do dobrego. Powrót do modemu operatora kablowego nie jest przesadnie przyjemnym doświadczeniem. Użytkownik staje się bardziej wrażliwy na drobne potknięcia domowej sieci, których wcześniej prawie nie rejestrował. M. in. dlatego bloger płakał jak oddawał.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst