Foto  / Artykuł

Złe wiadomości z siedziby GoPro. Firma opuszcza rynek dronów, zwalnia ludzi i możliwe, że trafi na sprzedaż

194 interakcji
dołącz do dyskusji

Problemy GoPro powracają w największej dotychczas skali. Firma porzuca rynek dronów, zwalnia setki pracowników, ucina wynagrodzenie prezesa do 1 dolara, ale to być może dopiero początek złych wieści.

Docierają do nas coraz bardziej niepokojące sygnały w sprawie GoPro. W ciągu ostatniego roku wartość firmy spadła o ok. 1/5, co mocno nie podoba się akcjonariuszom. Do tego przychody ze sprzedaży urządzeń zmalały o ok. 1/4 w stosunku do zapowiedzi analityków. 2017 po raz drugi z rzędu był rokiem, który zakończy pod kreską, a sam prezes przyznaje, że firma nie będzie rentowna przynajmniej do połowy 2018 roku.

Przyszedł czas na działanie, i to dość radykalne. CEO firmy, Nick Woodman, zrezygnował ze swojego wynagrodzenia. W 2018 roku spadnie ono do… symbolicznego dolara, podczas gdy w 2016 roku wynosiło 800 tys. dol.podstawy i 300 tys. dol. premii. Dane za miniony rok nie są znane, ponieważ firma nie udostępniła jeszcze raportu finansowego.

Z punktu widzenia klienta najbardziej szokującą wiadomością jest fakt, że GoPro zupełnie rezygnuje z rynku dronów. Aż 300 pracowników straci pracę, a to prawie 1/4 załogi.

GoPro Karma jest pierwszym i ostatnim dronem tej firmy.

GoPro wycofuje się z rynku dronów. Karma była co prawda drugim, co do popularności dronem w swojej klasie cenowej (przegrywała z DJI), ale zyski ze sprzedaży okazały się za małe, żeby biznes się opłacał.

Problemem okazał się bardzo skomplikowany rynek, na którym panuje coraz większa konkurencja, a zyski - według przedsiębiorstwa - są bardzo małe. Do tego dochodzą zmieniające się nieustannie regulacje prawne w Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej. GoPro twierdzi, że nowym firmom coraz trudniej będzie wejść na ten wymagający rynek.

Kryzys GoPro zaczął się już w 2016 roku.

Na przełomie 2016 i 2017 roku GoPro miało wielkie problemy finansowe wynikłe z powodu serii złych decyzji biznesowych, zwolnień i spadków giełdowych.

Wszystko zaczęło się właśnie od drona Karma, którego premierę wielokrotnie przekładano, a po wejściu na rynek okazało się, że sprzęt jest wadliwy i traci zasilanie w czasie lotu. Urządzenie zostało wycofane ze sprzedaży na kilka miesięcy, w czasie których konkurencja - głównie DJI - pokazała lepsze alternatywy.

To był ogromny cios, który zachwiał pozycję firmy. Wdrożenie nowej kategorii produktu wymaga ogromnych nakładów na badania i rozwój, a także na marketing, po czym okazało się, że przez długi czas nie można czerpać zysków. Do tego GoPro weszło w jeszcze jeden nowy dla siebie segment, którym są kamery 360. Nie znamy jeszcze danych o sprzedaży kamery Fusion, ale tutaj również trudno oczekiwać wielkich sukcesów.

Z kolei główny strumień w strukturze dochodu, kamery GoPro Hero, również sprzedają się coraz słabiej. Kryzys zaczął się już przy poprzedniej generacji urządzeń. Premiera Hero 5 była mocno opóźniona, a w przypadku Hero 6 producent właśnie obniżył cenę z 499 na 399 dol. Na przestrzeni ostatnich kwartałów sytuacja przypomina równię pochyłą.

Pojawiają się nieoficjalne informacje o tym, że GoPro trafi pod młotek.

Jak donosi CNBC, firma GoPro nawiązała współpracę z JP Morgan, który ma pomóc w jej sprzedaży. Na początku roku CEO przedsiębiorstwa - Nick Woodman - powiedział, że być może firma będzie musiała poszukać większego partnera, albo nowego właściciela.

Kto może kupić GoPro? Na tę chwilę to jak wróżenie z fusów. Główny konkurent na rynku dronów - DJI - radzi sobie doskonale sam. Z kolei na rynku kamer sportowych głównym konkurentem w tym momencie jest Sony i chińskie firmy z Xiaomi na czele.

Czy to właśnie Chińczycy kupią GoPro? To dość smutna wizja. Jeśli Chiny jutro kupią firmę, co kupią pojutrze?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst