Technologie  / Felieton

Slacku! Kiedyś cię kochałem, dzisiaj cię nienawidzę

Historia sukcesu Slaka jest jak z bajki. Jeden z najszybciej rosnących biznesów w historii. Twórca, którego zachodnie media określają mianem introwertyka, stworzył aplikację - wydawać by się mogło - idealną do komunikacji w firmie.

Na początku byłem Slackiem zachwycony i absolutnie nie dziwił mnie jego wzrost. Przy ciągłych problemach z działaniem Facebooka i jego Messengera, przy braku sensownej alternatywy, ten projekt po prostu musiał wystrzelić.

Umówmy się, że taki Hip Chat czy nawet Skype dla biznesu dobrymi alternatywami nie są.

Jeden wygląda jak typowe narzędzie dla programistów, jest brzydki, typowo nerdowski. Drugi, no cóż… O tym jak działa Skype napisano już chyba wszystko. W skrócie można dodać, ze odkąd szefem Microsoftu został Satya Nadela, niewiele się w tym aspekcie zmieniło. Dalej są problemy z synchronizacją rozmów, wysyłanie plików wciąż jest nieintuicyjne. Z rozmowami głosowymi jest lepiej, ale mimo to Skype prawdopodobnie nigdy nie zdobędzie takiej popularności jak Slack.

Slack to piękna aplikacja, do instalacji której namawiałem wszystkich dookoła. Prócz korzyści wymienionych powyżej, za Slackiem przemawiało również to, że każda, nawet najmniejsza uwaga zgłaszana przez użytkowników na Twitterze czy Facebooku była brana przez zespół odpowiedzialny za rozwój aplikacji na poważnie. Oczywiście nie wszystkie pomysły od razu lądowały w aplikacji, ale nowe funkcje pojawiały się z tygodnia na tydzień.

Koniec końców cała redakcja Spider’s Web się na nią przesiadła i efekt tego jest taki, że Slacka mam powoli dość. I to nie dlatego, że mam przesyt swoich redakcyjnych kolegów. Po prostu widzę, jak niedoskonałym narzędziem jest ta aplikacja. Jeszcze rok temu wydawało się, że Slack może być zbawieniem. Przy braku alternatywy bylem zachwycony prostotą i funkcjonalnością aplikacji. Kanały i bezpośrednie dyskusje sprawdzały się wzorowo. Do czasu…

Próbowałem wdrożyć Slacka też w inny firmach, którym doradzam, albo z którymi współpracuję. Wiele z nich chętnie porzuciło Skype’a, ale teraz ja sam zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze im doradziłem.

Slack mimo wielu swoich zalet ma też mnóstwo wad, które zamiast pomagać w komunikacji, rozwarstwiają ją i czynią chaotyczną.

Pierwsza i podstawowa wada Slacka to skomplikowany sposób przełączania się pomiędzy zespołami. Nie ma możliwości, by zrobić to intuicyjnie w aplikacji mobilnej i o ile jest to w miarę proste w aplikacji dostępnej w AppStore czy na Windowsie, to ciągle przełączanie się pomiędzy zespołami w trakcie dyskusji jest lekko uciążliwe.

Grupowanie wiadomości, wątki, kanały dyskusji nie są tak dobre, jak je malują.

Kolejny spory minus to brak wątkowania wiadomości, znanego z obsługi poczty elektronicznej. Wątki, które rozmywają się w zastraszającym tempie, wpędzają mnie w stan zwiększonej irytacji i dyskomfortu. Ciągle mam wrażenie, że coś mi umyka i mimo pełnego archiwum dostępnego w Slacku muszę zapisywać sobie rzeczy do zrobienia w oddzielnej aplikacji.

W przypadku maila tego problemu nie mam, bo przecież traktując każdy wątek jako kolejne zadania, mam gotową ich listę. Gdy odpiszę lub zrealizuję to, co miałem w mailu rozpisane, archiwizuję wątek i mam problem z głowy.

Olbrzymi bałagan każdego dnia pracy

W Slacku bałagan robi się w każdym wątku. Utrzymanie porządku graniczy z cudem, a jedyne co pozwala zachować jakiś ład to przypomnienia, które można ustawić z poziomu każdego wątku.

Innym problemem dla kogoś, kto musi być w kontakcie z wieloma osobami jednocześnie jest to, że Slack jest kolejną aplikacją do komunikacji z innymi ludźmi. Jeżeli dodać do tego Messengera, Hangouty, Skype'a, telefony, maile i wiadomości, robi się olbrzymi bałagan, nad którym trudno zapanować.

Ale to nie wszystko. Jedną z bardziej uciążliwych funkcji w Slacku jest wyszukiwanie plików. Znalezienie czegokolwiek, jakiegoś pliku, który wcześniej był szczegółowo opisany, graniczy z cudem. Jeśli nie zapiszę jakiegoś pliku w momencie jego otrzymania, to mogę o nim zapomnieć. A z pewnością zapomnę, ponieważ chaos, który towarzyszy rozmowom na Slacku nie sprzyja poprawie pamięci.

Mam wrażenie ze Slack zaburza mój codzienny ekosystem. Wśród znajomych nie widać zainteresowania. Ba, nawet komunikacja przez Slacka w ramach 2-3 firm jest mocno uciążliwa, zwłaszcza na urządzeniach mobilnych.

Jego popularność zauważyłem głównie w firmach, które technologie wykorzystują do codziennej pracy i szczerze mówiąc wątpię, by ta usługa, mimo olbrzymiego wzrostu, zagroziła pozycji maila, czy nawet Skype’a.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst