Tech  / Artykuł

Ta aplikacja pomoże Polsce odzyskać 30 miliardów dolarów w... dziełach sztuki

101 interakcji
dołącz do dyskusji

Polska potrafi dbać o swoją spuściznę i dziedzictwo narodowe. Idealnie obrazuje to aplikacja ArtSherlock, która jest może bardzo niszowa, ale przy tym służy tak wielkiej sprawie, że nie mogliśmy obok niej przejść obojętnie.

Nawet jeśli obecnie rządowe wsparcie udzielane kulturze jest hmm… dyskusyjne, to na pewno nie brakuje w naszym kraju projektów pilnujących tego, żeby nie zapomniano o dorobku kulturowym i nagromadzonym przez wieki dziedzictwie narodowym. Między innymi o dziełach sztuki, a w szczególności obrazach.

Niestety, jak wszyscy wiemy, w czasie trwania II Wojny Światowej Polska została ograbiona z ogromnej liczby dzieł sztuki. Dane dotyczące tych utraconych dóbr kultury od 1992 są systematycznie katalogowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a dziś możemy ów rejestr podejrzeć także online, na stronie dzielautracone.gov.pl. To gigantyczny, zawierający blisko 63 tys. Pozycji katalog, z którego wiele dzieł nie zostało jeszcze zlokalizowanych.

Teraz każdy może przyłączyć się do poszukiwań utraconych dzieł sztuki, dzięki aplikacji ArtSherlock.

Pomysł na aplikację jest banalnie prosty w swym zamyśle i wykorzystuje technologię rozpoznawania obrazu, stosowaną m.in. przez Google czy inne aplikacje, umożliwiające rozpoznawanie fotografii i obrazów. Wystarczy z pomocą aplikacji ArtSherlock zrobić zdjęcie obrazowi i możemy sami się przekonać, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z dziełem zaginionym w czasie II Wojny.

ArtSherlock to inicjatywa, o której powinno być głośno.

Gra jest warta świeczki, bo – jak czytamy w serwisie Nowyzabytek – szacunkowa wartość rynkowa dzieł sztuki zrabowanych w czasie II Wojny Światowej wynosi 30 mld. dol.

Ubierając te straty w konkretne liczby, zagrabiono 2,8 tys. Obrazów europejskich szkół malarskich, 11 tys. obrazów polskich artystów, 1,4 tys. rzeźb, 15 mln. (sic!) książek, 300 tys. grafik, 75 tys. rękopisów, 22 tys. starodruków, 25 tys. zabytkowych map, 26 tys. bibliotek szkolnych, 4,5 tys. bibliotek oświatowych i tysiąc bibliotek naukowych. Przytłaczające liczby.

Wprowadzenie aplikacji ArtSherlock to rewolucja w poszukiwaniu zaginionych dzieł sztuki. Oddaje niezbędne narzędzia w ręce każdego, kto tylko będzie chciał z niego skorzystać. Ostatecznie… nie każdy musi posiadać wiedzę, by rozpoznać zrabowany obraz na pierwszy rzut oka, a i jestem pewien, że nawet wybitni znawcy tematu nie mają w pamięci każdego dzieła. Dlatego też ArtSherlock pozwala błyskawicznie zweryfikować, czy obraz, na który patrzymy, przypadkiem nie powinien powrócić do domu.

Twórcy projektu, Fundacja Communi Heraditate wraz z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, oraz Fundacją Kronenberga przy Citi Handlowy zadbali o to, by z aplikacji faktycznie mógł skorzystać KAŻDY. Dlatego też możemy ją pobrać nie tylko na Androida i iOS, ale także na systemy operacyjne BB7, BB10, a nawet na… Windows Phone! Widać nie wszyscy zapomnieli o kafelkach.

Niestety, aplikacja - jak łatwo się domyślić - zapewne nigdy nie wyjdzie z niszy, w której powstała. To produkt o bardzo konkretnym zastosowaniu, którego użyjemy może raz? Widząc podejrzanie stary, piękny obraz, w nieadekwatnym miejscu, na przykład w serwisie aukcyjnym. Jednak nawet jeśli skorzystamy z tej aplikacji raz, ale z zamierzonym skutkiem, to będzie to ogromne zwycięstwo dla całej idei, która jest przez wielu krytykowana i uważana za bezsens.

Na moim smartfonie aplikacja już wylądowała i chociaż nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek będę miał okazję jej użyć, to nie potrafię nie docenić inicjatywy oraz istoty całego przedsięwzięcia. Żałuję tylko, że aplikacja – jak na razie – zyskuje tak mało rozgłosu.

O takich projektach powinno być głośno. Bardzo głośno.

*Aplikację ArtSherlock na wybrany system operacyjny można pobrać ze strony projektu klikając w ten link.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst