Tech  / Artykuł

To już koniec Groovesharka – kolosa zbudowanego na glinianych nogach

Jeżeli do dziś korzystałeś z serwisu streamingowego Grooveshark, mamy dla ciebie złe wieści. To już definitywny koniec tej usługi. Firma przegrała procesy z największymi wytwórniami muzycznymi, a na skutek ugody całkowicie zamyka serwis.

Grooveshark był serwisem streamingowym, który właściwie od początku swojego istnienia borykał się z problemami prawnymi. Przyczyna leżała w samym fundamencie działania serwisu. Zasada działania polegała na tym, że to użytkownicy uploadowali muzykę na serwery Groovesharka, a następnie każdy mógł przeszukiwać tę bazę i tworzyć własne playlisty.

Taki model generował dwa problemy. Pierwszym był duży nieład, bo tagi ID3 pochodzące z pirackich plików MP3 pozostawiały dużo do życzenia. W efekcie ten sam utwór na Grooveshark mógł być widoczny w kilkunastu różnych wersjach.

Drugi problem był znacznie poważniejszy, bo dotyczył kwestii licencji. Z biegiem czasu Grooveshark starał się podpisywać różne umowy z wytwórniami i zasłaniać się wygasaniem autorskich praw majątkowych dla starych utworów, ale fakt pozostawał faktem. Ogromna część muzyki dostępnej w serwisie pochodziła z pirackich plików MP3, a więc wykonawcy i ich wytwórnie nie miały z tego ani centa. To nie mogło się udać.

Serwis, który nie mógł przetrwać

Historia Grooveshark sięga 2006 roku, jednak serwis ujrzał światło dzienne rok później. Usługa szybko zyskała dużą popularność. W szczytowej formie Grooveshark zatrudniał 150 osób i miał ponad 30 milionów użytkowników.

Grooveshark-Home

Wraz ze wzrostem popularności, rosły również problemy Groovesharka. Dużym koncernom nie spodobał się fakt, że w serwisie mógł służyć do nielegalnego udostępniania muzyki. Apple i Google zablokowały aplikacje Grooveshark na iOS i Androidzie. Szybko jednak pojawił się player HTML5, a na Androida zaczęły powstawać nieoficjalne aplikacje dające dostęp do serwisu. Google kontynuowało walkę poprzez usunięcie ze swojej wyszukiwarki autosugestii związanych z Groovesharkiem. Na tej samej zasadzie Google nie podpowiada stron z torrentami, takich jak The Pirate Bay.

Początek 2012 roku był momentem, w którym czara goryczy się przelała. Cztery największe wytwórnie muzyczne (Universal Music Group, Sony Music, Warner Music oraz EMI) wytoczyły serwisowi procesy. Ich koszty sprawiły, że firma musiała zmniejszyć zatrudnienie o ok. 60%. Problemy prawne serwisu nie spodobały się użytkownikom, którzy zaczęli masowo odchodzić.

Dalej nie było już odwrotu. Wszyscy wiedzieli, że w niezmienionej formie serwis nie ma szans na przetrwanie. Sprzedaż muzyki w Internecie miała się świetnie za sprawą iTunes, a do biznesu lada moment miało włączyć się Google wraz z Amazonem. Poza tym legalne usługi streamingowe, takie jak Spotify i Deezer, wypracowały model biznesowy, który działał i pozwalał zarobić zarówno im samym jak i wytwórniom (szkoda tylko, że nie zawsze pozwala zarobić również artystom).

Ostatecznie strona Grooveshark została zamknięta

Serwis został zamknięty wczoraj, na skutek ugody z wytwórniami Universal Music Group, Sony Music Entertainment i Warner Music Group. Dzisiaj pod adresem www.grooveshark.com pojawił się krótki list skierowany do użytkowników serwisu. Czytamy w nim:

„Pomimo najlepszych intencji, popełniliśmy wiele poważnych błędów. Nie udało nam się opanować kwestii licencji w przypadku wielu utworów, które były dostępne w naszym serwisie. To było złe. Przepraszamy.”

Tak kończy się niemal dziesięcioletnia historia jednej z pierwszych usług streamingujących muzykę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst