Gry  / Recenzja

State of Decay: Year-One Survival Edition to świetny survival dla Xboksa One w kapitalnej cenie – recenzja Spider’s Web

Xbox One ma słabość do żywych trupów. Do niedawna bez wzajemności. Dead Rising 3 to jeden z najgorszych tytułów ekskluzywnych, jakie kiedykolwiek powstały. Na całe szczęście State of Decay: Year-One Survival Edition jest naprawdę solidną pozycją, do której powinien wzdychać każdy miłośnik survival-horrorów. Zwłaszcza za taką cenę.

No dobrze, State of Decay: Year-One Survival Edition nie jest klasycznym horrorem. Ba, produkcja Undead Labs jest praktycznie niestraszna, przesuwając akcenty w stronę rasowego survivala. Zombie to po prostu mięso armatnie, tło i otoczka, podobnie jak w przypadku niezwykle popularnego serialu The Walking Dead.

01_GurubaniAction

State of Decay: Year-One Survival Edition jest wszystkim, za co pokochaliście The Walking Dead.

Podstawowym założeniem tej gry jest… przeżycie. Tyle i aż tyle. Na amerykańskiej, opanowanej przez zombie prowincji gracz musi zrobić wszystko to możliwe, aby zapewnić sobie i innym postaciom przetrwanie. Tyczy się to nie tylko rozbijania głów żyjącym trupom, ale przede wszystkim dbania o surowce, żywność, leki i bezpieczeństwo pozostałych.

07_GunsGunsGuns

State of Decay: Year-One Survival Edition jest niezwykle podobne do popularnego serialu stacji AMC – The Walking Dead. Nawet lokacje wyglądają tak samo, odsłaniając przed graczem prowincję USA. Wzorem telewizyjnej produkcji również tutaj nie ma jednego głównego bohatera. Protagonistą jest cała drużyna, między którą możemy się przełączać w czasie rzeczywistym.

Każdy bohater to osobne linie dialogowe, inne statystyki oraz atrybuty. Jedna z postaci jest urodzonym przywódcą. Druga doskonale radzi sobie z broniami palnymi. Trzecia jest nierównana w walce wręcz. Czwartej nieznany jest strach, nawet podczas nocnych misji, kiedy to cały świat stara się nas zabić.

03_Boom

Tak jak w serialu The Walking Dead, również w State of Decay: Year-One Survival Edition śmierć jest permanentna.

Gdy jedna z grywalnych postaci ginie, nic jej już nie pomoże. Post-apokaliptyczny świat trwa nadal, natomiast graczowi pozostają inni bohaterowie. Daje to kapitalny efekt! Poczucie, że straciło się herosa, którym sterowało się od początku rozgrywki, jest naprawdę doskwierające. Coś jak śmierć ulubionego bohatera w serialu. Pod tym względem State of Decay jest naprawdę wyjątkowe.

07_NightRun

Permanentność śmierci wymusza na graczu ostrożność i rozwagę. Skradanie się, zakładanie tłumików na broń, częste powroty do bazy wypadowej, regularne żywienie i odpoczynek – wszystko to jest niezwykle istotne i tylko działając powoli i systematycznie będziesz w stanie przeżyć oraz rozwinąć grywalne postacie. Mniam.

State of Decay to jedna wielka piaskownica.

Twórcy z Undead Labs oddają w ręce graczy otwarty świat, po którym możemy poruszać się pieszo bądź pojazdami. Do większości budynków da się wejść i je splądrować. Zasoby chowamy do bagażnika, po czym ruszamy w dalszą trasę. Wystarczy jednak zachować się nierozważnie, nie oczyścić pomieszczenia przed buszowaniem między regałami i już możemy stracić cały dobytek wraz z postacią.

02_Drive

Wzorem innych gier z otwartym światem, State of Decay: Year-One Survival Edition usiane jest pobocznymi zadaniami, które możemy wykonać. Te są zróżnicowane i nagradzają gracza na mnóstwo sposobów – od zasobów, przez nowe postacie dołączające do drużyny, kończąc na punktach sławy. To właśnie od sławy zależy, jak reaguje na nas post-apokaliptyczny świat. O ile dla zombie każdy jest zakąską, tak w zależności od naszych poczynań postacie NPC będą pomocne, obojętne, a nawet wrogie.

Twój własny bezpieczny bastion.

Najciekawszym elementem State of Decay: Year-One Survival Edition jest prowadzenie i rozwijanie własnego obozu. To w nim chronią się inne napotkane postacie. Gracz nie tylko decyduje o wyborze budynku, ale również konkretnych jego elementach. Pod tym względem State of Decay zamienia się z gry akcji w uproszczoną produkcję strategiczną. Bardzo szybko odkryjecie, że każda decyzja ma swoje konsekwencje.

08_HomeSweetHome

Stołówka czy powiększona przestrzeń do spania? Kolejna wieża strzelecka, a może jednak biblioteka? Kuchnia albo garaż z narzędziami? Wszystko to ma wpływ na poziom bezpieczeństwa, a także samopoczucie ludzi oraz zapotrzebowanie na surowce. Wraz z rozwojem naszej fortecy pojawiają się kolejne możliwości, ale i zagrożenia – ataki coraz większych hord zombie, kwestia przeludnienia czy braku zapasów.

Produkcja wydajna niczym zombie.

O ile pod względem rozgrywki State of Decay: Year-One Survival Edition to absolutna pierwsza liga survivali, wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Pomimo konwersji na Xboksa One gra dalej jest stosunkowo brzydka i niezwykle zasobożerna. Chociaż State of Decay działa w formacie 1080p, w aspekcie płynności rozgrywki oraz czasu ładowania gra przypomina żywego trupa. Kilkukrotnie złapałem się na tym, że wolałem katować do skrajnego zmęczenia jedną postać, niż przełączyć się na drugiego, wypoczętego członka drużyny.

05_HardAtWork

Nawet tak proste czynności wymagają dodatkowego, liczonego w sekundach ładowania. Dziwi to o tyle, że otwarty świat w State of Decay nie jest ani przesadnie wielki, ani przesadnie szczegółowy. Problemem jest zapewne sam silnik, niewydajny już w momencie premiery podstawowej wersji gry na PC. Podczas szybkiej jazdy samochodem obraz lubi się zaciąć, natomiast kolejne interaktywne obiekty pojawiały się na moich oczach. Wierzę, że Xboksa One stać na znacznie więcej.

Bardzo bogate wydanie w kapitalnej cenie.

Teraz najlepsza część - State of Decay: Year-One Survival Edition w cyfrowym sklepie Microsoftu kosztuje zaledwie 99 złotych. Świetna cena. Chociaż mówimy o reedycji gry, opisywany produkt to coś znacznie więcej niż podbicie rozgrywki do formatu 1080p. W skład State of Decay: Year-One Survival Edition wchodzą dwa potężne rozszerzenia oraz szereg niedostępnych nigdzie indziej elementów.

02_Helicopter

DLC Breakdown wprowadza do State of Decay zupełnie nowy tryb. W nim możemy toczyć praktycznie nieskończoną rozgrywkę ograbioną z misji fabularnych. Ideą jest jak najdłuższe przeżycie w coraz bardziej niebezpiecznym świecie. Lifeline to z kolei zupełnie nowa kampania fabularna na innym, otwartym obszarze. Z amerykańskiej prowincji przenosimy się do wielkiego miasta, natomiast cywili zamieniamy na doświadczonych żołnierzy i wojskową bazę. To lubię.

Year-One Survival Edition zostało poszerzone o niespotykane wcześniej bronie, przedmioty i postacie. Dodatkowe utwory muzyczne nagrał dla twórców sam Jesper Kyd. Jeżeli nie wiecie kim jest ten kompozytor, lepiej się do tego nie przyznawać.

state of decay

Niestety, zabrakło najważniejszego – trybu kooperacyjnego. State of Decay jest wręcz stworzone do zabawy w sieci bądź na podzielonym ekranie. Głęboko ubolewam, że twórcy nie zdecydowali się na tak daleko idącą modyfikację. Wspólna eksploracja budynków, jazda samochodem, osłanianie się za pomocą broni palnej czy jednoczesne plądrowanie dwóch oddalonych od siebie miejsc – to by było to!

Zaskakująco dobra gra na wyłączność dla Xboksa One.

State of Decay: Year-One Survival Edition na pewno nie jest produkcją idealną. Nie licząc braku trybu kooperacyjnego, moje zarzuty tyczą się głównie technicznej płaszczyzny. O grze mogę napisać wiele dobrego, ale na pewno to, że powala grafiką. Zapomnijcie też o rozgrywce w 60 klatkach na sekundę czy chociażby szybkim ładowaniu lokacji. Mimo tego produkcja Undead Labs to zaskakująco dobra oferta na wyłączność dla Xboksa One.

09_SundayDrive

Uwielbiam produkcje o otwartej strukturze świata. Zwłaszcza, kiedy te są wydawane razem z potężnymi dodatkami w naprawdę atrakcyjnej cenie. Pod względem zawartości, mnogości opcji i długości czasu, jaki spędziłem przy Year-One Survival Edition, zestaw jest wart znacznie, znacznie więcej niż te 99 złotych.

Mekka dla każdego fana post-apokaliptycznych światów, survivalów i silnie osadzonych w popkulturze zombie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst