Foto  / Artykuł

Przedstawiciel działu badań i rozwoju Samsunga zdradza plany na przyszłość. Dobra wiadomość - firma spełni życzenia klientów

Byungdeok Nam, starszy wiceprezes odpowiedzialny za dział badań i rozwoju Samsunga, jest przekonany, że bezlusterkowce przegonią pod względem sprzedaży lustrzanki. Ma to się stać już na przełomie 2018 i 2019 roku. Nam zdradza też plany na przyszłość. Bezlusterkowce przestaną być zabawkami, a zaczną rywalizować z topowymi, pełnoklatkowymi lustrzankami.

Nam w ciekawym wywiadzie dla serwisu Dpreview uchylił rąbka tajemnicy na temat zespołu R&D, który tworzy nowe bezlusterkowce Samsunga. W wywiadzie możemy przeczytać, że Samsung obserwuje głosy klientów, stąd decyzja o dużej aktualizacji oprogramowania we flagowym NX1. Samsung mocno pracuje nad jakością obrazowania, czego efektem jest pierwsza na świecie matryca wielkości APS-C wykonana w technologii BSI. Powstał także nowy zespół odpowiedzialny za topowe obiektywy oznaczone literą „S”.

4-samsung-nx1

Podczas wywiadu z ust Nama padło także bardzo mocne stwierdzenie na temat przyszłości segmentu bezlusterkowców. Brzmiało ono następująco:

„Topowe lustrzanki z pełną klatką. Te z półki cenowej na poziomie 5 tys. dol. To nasz punkt odniesienia, do którego dążymy”.

Taka wizja byłaby bardzo korzystna dla Samsunga, bo przecież ta firma nie produkuje lustrzanek. Natomiast dla osób, które faktycznie miały możliwość robienia zdjęć „jednocyfrówkami” Nikona i Canona kosztującymi 20 tys. zł., powyższa wypowiedź może brzmieć nieco zabawnie. Nikon D4s i Canon EOS 1D X to kategoria sprzętu niemal niezniszczalnego.

Nikon D4s 1

W końcu cena nie bierze się znikąd. Magnezowe i w pełni uszczelniane korpusy pozwalają pracować w dosłownie każdych warunkach. Może nie pod wodą, ale w ulewie, błocie, czy burzy piaskowej na pustyni – jak najbardziej. Poza tym szybkość reakcji, niezawodność i praca systemu autofocusu to klasa sama w sobie. Przy każdej kolejnej premierze „jednocyfrówki” przesuwają do góry poprzeczkę i limity sprzętu foto.

A bezlusterkowce? Są małe, lekkie, plastikowe, dobre na wycieczki i „idiotoodporne”. Przy wspomnianych wyżej lustrzankach wyglądają jak wydmuszki.

Tak wygląda stereotypowe myślenie, ale to może (a wręcz musi) się zmienić. W momencie, kiedy powstanie pełnoklatkowy odpowiednik flagowców Nikona, Canona i Sony, który będzie miał tę samą wytrzymałość, te same osiągi, tę samą szybkość działania i taki sam (lub zbliżony) czas pracy na baterii, dominacja lustrzanek się skończy.

fujifilm-x-t1

A do takiego aparatu jest coraz bliżej. Wystarczy spojrzeć na ostatnie ruchy Sony, Samsunga, Panasonica i Fujifilm. Cała seria Sony A7, Samsung NX1, Panasonic GH4 i Fujifilm X-T1 mają osiągi, które zawstydzają kilkuletnie lustrzanki. Do tego dochodzą dobre, niemal profesjonalne obiektywy, jak np. 16-50 mm f/2.8 od Fujifilm i 16-50 mm f/2.0-2.8 od Samsunga. Wyraźnie widzimy, że bezlusterkowce z roku na rok wspinają się na kolejne półki jakościowe. Za kilka lat – może nie za 3, ale np. za 5-7 – bezlusterkowce faktycznie mogą przegonić lustrzanki.

Bo właściwie dlaczego miałbym wybrać lustrzankę, gdyby bezlusterkowiec był równie dobry, szybki i niezawodny?

Lustrzanka, pomijając wszystkie jej zalety, to także kilka problemów. Największy z nich to lustro. Ten wielki ruchomy element generuje wstrząsy, spowalnia aparat i jest podatny na mechaniczne uszkodzenia. W bezlusterkowcu tego nie ma. To trochę tak, jakby porównać talerzowe dyski twarde z dyskami SSD.

Koronnym argumentem za lustrzanką jest optyczny wizjer. Zabawne, bo jestem całkowicie przekonany, że ten element za 10 lat stanie się takim samym archaizmem, jakim dziś jest analogowa klisza. Nie chcę by miało to pejoratywny wydźwięk – po prostu uważam, że garstka „twardogłowych” tradycjonalistów po wsze czasy będzie gardzić cyfrowymi „telewizorkami" w okularach wizjera. Tak samo jak dziś garstka analogowych zapaleńców nie chce mieć nic wspólnego z cyfrą. „Bo magia, bo obrazek, bo klimat, bo to mistyczne COŚ”.

Analogowy film, jak i optyczny wizjer, są ciekawym rozwiązaniem, ale stronienie od nowych technologii tylko dlatego, że są nowsze, jest w moich oczach przejawem zwykłego snobizmu.

Wiceprezes Samsunga być może przesadził nakreślając tak krótkie ramy czasowe, ale w dłuższej perspektywie trudno się z nim nie zgodzić.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst