Tech  / Felieton

Szukaj, pracuj w Internecie, przestań wierzyć w ludzi?

Autorka jest redaktor prowadzącą sPlay.pl – bloga poświęconego cyfrowej rozrywce.

Jestem w stanie uwierzyć, że bardzo dawno temu, kiedy Internet nie był jeszcze tak nastawiony na komercjalizację, a na komunikację, był bardzo przyjemnym miejscem. Wraz z zapaleniem się zielonej lampki, kiedy jeden z drugim wpadli na to, że na tym wszystkim można nieźle zarobić (polecam zajrzeć do „Internet. Czas się bać” Orlińskiego, to naprawdę świetna książka!), wszystko szlag trafił. Chociaż może nie? Przecież dzięki rozwojowi Sieci i dla nas, szaraczków, znalazło się tu miejsce. Dzięki Internetowi sami możemy zarobić pieniądze, stworzyć własny biznes, znaleźć pracę lub zaadaptować samą Sieć jako nasze miejsce pracy. Brzmi wspaniale, prawda?

To właśnie dziś nadszedł czas, by zmienić swoje życie. Koniec ze stara pracą i znienawidzonym szefem. Przecież nową możesz znaleźć przez Internet. W Sieci znajdują się miliony ofert pracy, które tylko na Ciebie czekają. W tydzień możesz wysłać 50 życiorysów. Po 2 tygodniach dostaniesz odpowiedź na dwa. A nie, przepraszam, ten drugi mail to newsletter. Firma postanowiła dodać cię do listy mailingowej.

praca-rozmowa-o-prace-biuro

Być może jestem po prostu zgorzkniała i cyniczna, ale zawsze niezmiernie bawią mnie te niby światłe frazesy, mówiące o wielkich możliwościach płynących po prostu z tego, że żyjemy w XXI wieku.

Tak jakby – bach! – żyjesz w XXI wieku, więc z automatu jesteś skazany na sukces, powodzenie, gruby portfel i samozadowolenie. Bo przecież nie ma już granic, a ojciec i matka Internet pomogą ci we wszystkim. Możesz znaleźć pracę, po kosztach założyć startupa, ale co więcej – możesz pracować i podróżować, bo rynek mobilny to nasza teraźniejszość i przyszłość. Szkoda tylko, że w tym nowym, wspaniałym świecie przeciętny pracodawca, choć stoi już jedną nogą w Sieci, nie bardzo potrafi się w niej zanurzyć. Może po prostu nie chce dać się złapać?

Mówiąc o pracy w Internecie, trzeba mieć na uwadze dwie drogi. Jedna, która nasuwa się w pierwszej kolejności, to po prostu szukanie pracy w Internecie. Jakiejkolwiek (jeśli nie chcesz być telemarketerem, może być co prawda trochę trudno). Druga to praca w samej Sieci, czyli zwykle zajęcie zdalne. Oferty pracy od jakiegoś czasu mnożą się jak grzyby po deszczu. Oprócz serwisów, które są bazą ogłoszeń dotyczących zajęć zarobkowych (albo i nie), na Facebooku istnieje zatrzęsienie grup i stron, które mają pomóc ludziom z konkretnych miast, regionów czy poszukujących pracy w konkretnym zawodzie (wiadomo, że social media królują).

Jeśliby wziąć pod lupę tę pierwszą drogę, czyli po prostu traktować Internet jako jedną z wielu (o ile nie jedyną) możliwość znalezienia pracy, to wnioski, które przyjdzie mi opisać nie będą specjalnie optymistyczne. Dlaczego? Bo nigdy, poza moim aktualnym zajęciem, nie udało znaleźć mi się płatnej pracy przez Internet. Realne kontakty z ludźmi, pośredniak, którego większość odsądza od czci i wiary oraz moja nieustępliwość pomogły mi więcej niż Internet. Owszem, część pracodawców nawet oddzwaniała do mnie, byłam na niejednej rozmowie, ale zawsze kończyło się to fiaskiem.

praca-przez-internet

W Internecie pracodawca wychodzi z założenia, że może traktować cię jak idiotę i wcisnąć wszystko. Im bardziej lakoniczna i ogólnikowa oferta, tym większego gówna możesz się spodziewać.

Żaden szanujący się pracodawca nie napisze, że gwarantuje „pracę w młodym, prężnie rozwijającym się zespole” i że możesz liczyć na „narzędzia niezbędne do wykonywania obowiązków na swoim stanowisku”. Przez takie ogólniki, albo co więcej – ewidentne kłamstwo, kiedy okazało się, że tworzenie strategii marketingowych i udział w projektach, to nic innego jak zwykłe naciąganie ludzi i akwizytorka, straciłam kilka godzin swojego życia na rozmowy kwalifikacyjne i dojechanie do miejsc tychże spotkań.

Codziennie dostaję newsletter z ofertami pracy, często z czystej ciekawości przeglądam różne strony internetowe czy grupy na Facebooku, na których ogłaszają się pracodawcy i dochodzę do dwóch wniosków. Po pierwsze, nie masz co liczyć na znajomość stawki, jaką zarobisz, ani na widełki. Po drugie, najchętniej przyjmą cię od zaraz, ale za darmo, albo na praktyki, a potem po praktykach na staż, a potem, potem… może w końcu zarobisz. Tak z 5 złotych na godzinę brutto, żeby ci sodówka do głowy nie uderzyła.

Oczywiście, są też w Internecie profesjonalne, szczegółowo przygotowane oferty, kwestionariusze. Wiesz dokładnie, jakie stanowisko zajmiesz, jakie będą twoje na nim zadania, czego się od Ciebie wymaga i co ty dostaniesz w zamian. Wciąż jednak takie oferty to domena dużych firm, korporacji, a nie tzw. prywaciarzy. Ci ostatni niestety w standardzie oferują „wynagrodzenie zależne od umiejętności”. Problemem w kontaktach z potencjalnymi pracodawcami jest też… brak kontaktu. Jeśli po dwóch miesiącach dostaniesz potwierdzenie odebrania maila, ale nie dostaniesz wiadomości, i tak potraktuj to jako sukces. W większości przypadków twój mail z życiorysem, listem motywacyjnym czy inną prezentacją własnej osoby, zginie w morzu wiadomości, które docierają do ogólnej skrzynki biura. Niestety, tam utykają i nie trafiają do poszczególnych działów czy osób.

klawiatura komputer

Praca w Internecie to już zupełnie inna bajka.

Jeśli uda Ci się taką znaleźć, możesz naprawdę nieźle zarobić bądź dorobić do stałej pensji. Różnie to bywa na rynku polskim, bo przecież najpierw musisz przejść cały proces kontaktowania się, o którym pisałam powyżej, i który niestety nierzadko szwankuje, ale jeśli chodzi o tzw. freelancerkę i zlecenia od zagranicznych inwestorów, jest świetnie. Tak przynajmniej uważa Dominik, który od kilku miesięcy pracuje przez stronę Freelancer.com, gdzie głównie szuka zleceń, polegających na tłumaczeniu tekstu z języka angielskiego na polski.

- Największym atutem jest chyba to, że pracuję w godzinach, które sam sobie ustalam. Nie ma nic lepszego, jak bycie swoim szefem i znalezienie sobie zajęcia, które naprawdę chcę robić. Sam muszę wyszukać ofertę, przekonać danego klienta, że ja to zrobię najlepiej. Oczywiście, o tym czy spośród 500 ofert wybierze właśnie mnie, decyduje także to, jaką oferuję stawkę za godzinę czy wykonanie danego zlecenia. Niemniej ważne jest to, co robiłem dotychczas, czy polecają mnie inni. Wcześniej nigdy nie szukałem pracy zdalnej u polskich pracodawców, bo ich oferty po prostu są zwykle znacznie gorsze – oferują na przykład 10 zł za przetłumaczenie jednej strony A4. – mówi Dominik.

Większość zalet, które wymienia mój znajomy, rzeczywiście mogę potwierdzić. Praca przez Internet to naprawdę swoboda i zarządzenie własnym czasem. Niestety, jest też ciemna strona medalu – kiedy pracujesz w Sieci, tak naprawdę non-stop jesteś w pracy i bardzo trudno oddzielić czas prywatny, od tego, który poświęcasz szefowi, współpracownikom czy swoim zadaniom. Zwłaszcza, że jeśli pracujesz przez Internet bardzo prawdopodobne, że on-line jesteś także wtedy, kiedy zaczyna się twoje „po pracy”. Niestety, Facebook nie wymyślił na nie jeszcze specjalnego oznakowania.

praca-szukaj-pracy

Jeśli dziś musiałabym szukać pracy stacjonarnej z całą pewnością próbowałabym dodatkowej drogi, poza samym Internetem. Niestety bardzo często dzieje się tak, że kiedy zachodzisz w progi jakiejś firmy i chcesz zostawić na siebie namiar odsyłają cię… do Internetu. „Bo tam prowadzona jest profesjonalna rekrutacja, proszę pani”. Ja myślę sobie, że taka, która ponownie pozostanie bez odpowiedzi. Tylko co to za problem wysłać do kilkudziesięciu osób jedną wiadomość: „Niestety, dziękujemy za zaangażowanie, ale z powodu ograniczonej liczby miejsc, nie możemy skorzystać z pańskiej kandydatury”? Dla większości pracodawców wciąż duży. Mimo tego osławionego XXI wieku w Internecie ciągle brak profesjonalnych praco- i zleceniodawców. Ale może oni po prostu nie czują tego Internetu?

Autorka jest redaktor prowadzącą sPlay.pl – bloga poświęconego cyfrowej rozrywce.

* Zdjęcia pochodzą z Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst