Tech  / Artykuł

Apple z kolejnym ważnym sądowym zwycięstwem nad Samsungiem. Tyle, że nie ma ono praktycznie żadnego znaczenia

153 interakcji
dołącz do dyskusji

Drugie kolejne zwycięstwo sądowe Apple'a nad Samsungiem wygląda na jeszcze bardziej pyrrusowe niż pierwsze - co bowiem Apple po 119,6 mln dol. odszkodowania skoro wyrok ani nie doprowadzi do wstrzymania sprzedaży smartfonów z Androidem, ani nie daje czasowej przewagi iPhone'owi nad konkurencją, ani nie dotyka głównego przeciwnika, czyli Google.

Zresztą werdykt amerykańskiego sądu wcale nie jest jednoznaczny. Ustalono, że Samsung naruszył trzy patenty związane z oprogramowaniem, natomiast nie złamał dwóch kolejnych, o które skarżył go Apple. Ponadto w kontr-pozwie Samsunga sąd uznał, że... to Apple naruszył jeden z patentów koreańskiej firmy.

O jakie patenty chodzi nie ma większego znaczenia, ponieważ de facto chodzi o całość projektu pod nazwą Android - według Apple Google skopiował bowiem podstawowy 'look & feel' iOS-a. Tyle, że sposób prowadzenia dystrybucji Androida przez Google'a uniemożliwia Apple'owi bezpośrednie zaatakowanie go prawnie. Google nie sprzedaje bowiem urządzeń. Dostarcza jedynie system, a skarżyć należy fizyczny produkt.

Galaxy Note 3 w rece

Według orzeczenia amerykańskiego sądu z wczoraj, Samsung złamał patent "slide to unlock" - słynny sposób odblokowywania iPhone'a, patent "data tapping" - możliwość dzwonienia na numer telefonu zawarty w wiadomości e-mail oraz patent "auto complete - czyli funkcję autouzupełniania i sugestii zmiany słów w trakcie wpisywania liter przez użytkownika.

Sąd uznał także, że Samsung nie złamał patentów związanych ze sposobem wyszukiwania informacji rodem z Siri oraz sposobu synchronizacji danych.

Przy okazji kalifornijski są uznał też, że to Apple złamał patent Samsunga związany z użyciem aparatu fotograficznego oraz transmisją wideo i zasądził... 158 tys. dol. odszkodowania.

Finalnie wygląda to tak, że Apple żądał 2,2 mld dol., a dostał 119,6 mln dol., natomiast Samsung żądał 6 mln dol., a dostał 158 tys. dol.

Apple dostał 10 proc. tego, co żądał,

więc pewnie nie starczy nawet na pokrycie kosztów sądowych. Cieszą się tylko prawnicy. Ponoć ta sprawa należy do najdroższych w historii, więc zyski kancelarii prawnych w Kalifornii są kolosalne.

Gdy Apple ruszał do batalii przeciwko Samsungowi, a de facto Google'owi kilka lat temu, cel był jeden - powstrzymać gigantyczny wzrost sprzedaży smartfonów z Androidem. To się nie udało i już się nie uda. Apple wygrał w sądzie po raz drugi, jednak na rynku smartfonów już przegrał.

iPhone 5s by Spider's Web, 6

Zresztą dzisiaj sytuacja rynkowa jest już zgoła odmienna. Teraz to obie firmy tracą na udziałach rynkowych, głównie na rzecz chińskich konkurentów, którzy również operują na wewnętrznym rynku Androida. Jeszcze dwa lata temu Apple i Samsung kontrolowali łącznie 55 proc. sprzedaży smartfonów pod kątem ilościowym. Dziś ich udział, według Strategy Analytics, spadł poniżej połowy - do 47 proc.

Co więcej, po raz pierwszy od 2010 r, czyli od czasu gdy zaczął się gigantyczny pochód w górę Samsunga, koreańska firma ogłosiła, że zysk na sprzedaży smartfonów zmniejszył się (licząc rok do roku). Wcześniej roczny zysk Apple spadł po raz pierwszy od ponad dekady.

Wyrok sądowy spóźnił się więc aż o dwie generacje zmian rynkowych. W czasie, gdy Apple walczył o swoje, Samsung najpierw został największym producentem smartfonów na świecie, a teraz zdaje się, że osiągnął szczyt rozwoju i jest już po prawej stronie koniunkturalnego cyklu.

Co daje zwycięstwo Apple'owi?

Kompletnie nic. Zasądzone pieniądze to mniej niż godzinna sprzedaż iPhone'a. Samsung martwi się dziś nie tyle o Apple, co o chińską konkurencję.

Zwycięzcą jest za to Google - ani nie dopadł go w sądzie Apple, ani zbytnio nie przejmuje się problemami Samsunga. Chińscy gracze w końcu też korzystają z jego mobilnego systemu operacyjnego.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst