Sprzęt  / Felieton

Polscy posłowie powinni zrezygnować z iPadów, niech wezmą przykład z Rosjan

Kilka dni temu rosyjscy deputowani zdecydowali, że nie będą używać iPadów w celach służbowych, gdyż czują się inwigilowani przez Amerykanów. I choć najprawdopodobniej jest to pokłosie konfliktu na Krymie, to trudno odmówić rozsądku tej decyzji. Ba, jestem zdania, że także nasi posłowie powinni porzucić iPada na rzecz tabletów z Androidem.

Oficjalnym powodem takiej decyzji jest możliwość wystąpienia przecieków danych. Jednak gdyby chodziło właśnie o to, wymiana sprzętu w rosyjskiej Dumie nastąpiłaby co najmniej kilka miesięcy temu. Na zrezygnowanie z amerykańskiego sprzętu kilka dni po nałożeniu przez Amerykę sankcji na Rosję można odpowiedzieć lubianym w Internecie zwrotem „Przypadek? Nie sądzę”.

Mimo to decyzja Rosjan ma bardzo duży sens. iPady są urządzeniami z zamkniętym oprogramowaniem, o którym wszystko wie tylko i wyłącznie Apple. W dodatku zazwyczaj jego kopia zapasowa, czyli wszystkie lub ogromna część znajdujących się na nim danych jest przechowywana na serwerach Apple znajdujących się w Stanach Zjednoczonych. Cudowne rozwiązanie dla zwykłego użytkownika, na przykład dla mnie. W takiej chmurze trzymam teksty, kilka projektów na studia, trochę multimediów i kopii zapasowych gier, których nie chciało mi się przywozić z rodzinnego domu. Absolutnie nic znaczącego.

Apple-iPad-2

O wiele bardziej cenne dane mają na swoich urządzeniach polscy lub rosyjscy rządzący.

Warto przypomnieć, że w Polsce iPady nie zostały kupione jako zabawki do korzystania z Internetu, a sprzęt służący do przeglądania dokumentów. Dzięki niemu posłowie mieli mieć możliwość łatwego noszenia ze sobą dokumentów przy jednoczesnym spadku zużycia papieru. W tym momencie zastanówmy się, czy do odczytywania dokumentów jest potrzebna najbardziej pojemna wersja iPada? Sprzęt kosztujący ponad 3000 zł?

Rozumiem, że posłowie nie powinni korzystać z byle czego, ale o wiele bardziej stosowne byłoby, gdyby w przetargu został wybrany znacznie tańszy polski tablet. Już dawno minęły czasy, gdy polsko-chińskie przypominały zabawki i trudno było je uznać za funkcjonalne. Teraz to sprzęty ładne, mocne, szybkie i bardzo tanie.  I w dodatku mają Androida, co w tym wypadku jest ich ogromną zaletą.  Tak, nie przesłyszeliście się, zaletą.

wsj_ipad_app

Wielu z Was może być bardzo skonfundowanych, ponieważ do tej pory byłem ogromnym przeciwnikiem Androida.

Nic się w tej materii nie zmieniło. Nadal uważam, że jest to system dziurawy i nie powinien być wykorzystywany przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o technologii, a nadal z niej korzystających. Krótko mówiąc, przez większość posiadaczy smartfonów i tabletów. Z tego powodu uważam, że wybranie przez Rosję tabletów Samsunga jako nowych urządzeń jest przejściem z deszczu pod rynnę.

Nie zmieni tego nawet technologia Knox, która ma zapewniać absolutne bezpieczeństwo danych. W końcu Dropbox też miał w pełni szyfrować dane, a Microsoft nie sprawdzać poczty swoich użytkowników. Czemu więc w tym wypadku uważam Androida za produkt najlepiej odpowiadający potrzebom parlementu? Ponieważ istnieje jego absolutnie otwarta odmiana, którą można dowolnie zmodyfikować. I jeśli chcemy mieć pewność, że nasze oprogramowanie będzie bezpieczne, musimy je sami stworzyć lub zmodyfikować. Oczywiście druga wersja jest prostsza, a co za tym idzie tańsza.

ipadtext

Modyfikacje mogą być najróżniejsze. Na początek, warto ograniczyć liczbę aplikacji, które mogą instalować posłowie. Najlepiej, by te były wybierane przez sejmowych informatyków i trzymane w specjalnym, zamkniętym sklepie. Nie musi być ich wiele, kilka przeglądarek multimediów, dokumentów oraz trochę darmowych gier dla rozrywki absolutnie wystarczy. Oczywiście aplikacje nie miałyby dostępu innych elementu systemu, nie mogłyby korzystać z lokalizacji, nie dałoby się przeprowadzać płatności. Posłowie nie mieliby też możliwości grzebania w ustawieniach systemu i zmieniania opcji według własnego widzimisię. Do tego dodać preinstalowanego antywirusa i firewalla i wszystkie dane byłyby bezpieczne. Wszystkie poza tymi znajdującymi się na chmurze.

Dlatego kolejną zmianą byłoby przesyłanie danych na własną chmurę. Nie żadne Google Drive’y, OneDrive’y czy iCloudy stworzone i monitorowane przez Amerykanów.

Przez chmurę mającą serwery na terenie naszego kraju i to nie tylko w Warszawie, ale też innych polskich miastach i bazach wojskowych. Przez chmurę, do której nie miałyby dostępu inne, nawet zaprzyjaźnione kraje. Chmurę maksymalnie bezpieczną, stworzoną dla naszych rządzących. Czy coś takiego ma sens? Jak najbardziej tak, zwłaszcza że nawet sojusznicy lubią nas podsłuchiwać, co widać na przykładzie Stanów Zjednoczonych oraz Niemiec. „Kochajmy się jak bracia, rozliczajmy się jak żydzi” – chyba żadne zdanie nie określi lepiej wzajemnych stosunków nawet najbardziej przyjaznych państw.

chmura

Znając jednak nasz rząd, posłowie dalej będą korzystać z iPadów, amerykańskich usług i używać służbowych sprzętów jak prywatnych zabawek. Niestety wiele osób nie rozumie, że w dzisiejszych czasach o bezpieczeństwie kraju nie decyduje tylko należenie do sojuszy, stabilna gospodarka i bezpieczeństwo energetyczne. Równie ważna, o ile nie ważniejsza, jest wiedza, którą posiadamy my, ale nie udostępniamy jej innym. Przynajmniej nie za darmo, tak jak dzieje się to obecnie.

 Zdjęcie Cloud computing pochodzi z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst