Foto  / News

Nikt już nie patrzy na megapiksele. Chcemy lepszych osiągów w słabym świetle

Według ankiety przeprowadzonej przez serwis DIYphotography, ludzie przestali zachwycać się liczbą megapikseli, a zamiast tego przykładają większą wagę do jakości zdjęć w słabym oświetleniu. Czy słusznie?

Aż 60 procent ankietowanych po nowym aparacie oczekuje lepszych osiągów w słabym świetle, a tylko niespełna 2 procent oczekuje większej liczby megapikseli. Ankieta przeprowadzona przez serwis DIYphotography.net być może nie jest idealnym wyznacznikiem światowych trendów, w końcu jest to strona, którą czytają fotografowie i osoby szukające inspiracji. Wśród fotografów już od wielu lat panuje przekonanie, że liczba megapikseli to w dużej mierze krzykliwy, marketingowy twór, który do kupna danego modelu ma zachęcić amatorów. Co prawda dyskusja o rozdzielczości powraca jak bumerang, a ostatnio rozgorzała na nowo po premierze Nikona D800 (36 megapikseli) i plotkach o Canonie z matrycą 75 megapikseli.

megapiksele

Można jednak przyjąć, że przeciętny użytkownik już rozumie (a może: zaczyna rozumieć), że liczba megapikseli tak naprawdę wcale nie jest istotna. Rozwój aparatów pod tym względem od kilku lat jest znikomy. Od dłuższego czasu smartfony mają rozdzielczość w okolicach 5-8 megapikseli, kompakty to ok. 12-16 Mpix, a lustrzanki średnio ok. 16-20 Mpix. To już nie te czasy, kiedy sąsiad kupił aparat 2 Mpix, a my po roku przyprawiliśmy go o szewską pasję kupując kompakt z oszałamiającą matrycą 3 Mpix.

Trzeba przyznać, że pod względem edukacji klienta kawał dobrej roboty wykonują producenci smartfonów. Nie ma się czemu dziwić -  często jakość aparatu w najnowszym telefonie to dla producenta być albo nie być. HTC, Samsung, czy Nokia nie stronią od porównań, ale budujący jest fakt, że wśród zdjęć zawsze pojawia się takie, które przedstawia osiągi w słabym świetle. Ten trend jest widoczny, a ostatnio wkroczył na kolejny poziom, odkąd w smartfonach są montowane ksenowowe lampy. Co prawda więcej w tym marketingu niż faktycznego pożytku (lampa i tak pozostaje bardzo słaba), ale nie da się ukryć, że ksenonowa lampka da sporo lepsze rezultaty od zwykłej diody LED.

To, co teraz interesuje przeciętnego kupca, to wysoka czułość ISO. Tutaj jednak edukacja się kończy. Mając do wyboru aparat z maksymalnym ISO 3200 i 12800, typowy klient na pewno wybierze ten drugi. Mam nadzieję, że przyjdzie w końcu czas, kiedy każdy będzie rozumiał, że ISO używalne jest tylko do pewnej wartości. Jeżeli w powyższym przykładzie aparat o maksymalnym ISO 3200 będzie dawał świetny obrazek w całym zakresie czułości, a ten drugi da tragiczny obraz już na ISO 1600, to mimo przewagi w maksymalnym dostępnym ISO nie ma sensu kupowanie go. Wyższe ISO nie oznacza lepszej jakości.

iso test

Swoją drogą, przy tym temacie warto zastanowić się jaką drogę przeszła technologia przez ostatnią dekadę. Zestawienie osiągów staruśkiego Nikona D70 z najnowszym Nikonem D600 nie pozostawia złudzeń – 8 lat różnicy to już nawet nie przepaść, a odległość liczona w latach świetlnych. Pozostaje pytanie, czy warto wobec tego dążyć do jeszcze wyższego ISO?

Według mnie, technologia mogłaby się na tym etapie zatrzymać. Pod jednym warunkiem: że jakość wysokich czułości z pełnej klatki trafi do matryc APS-C. Od tego momentu już chyba żaden fotograf nie będzie potrzebował więcej. No chyba, że jest badaczem kosmosu z NASA.

Zdjęcie icon Retro camera with manual lens, in pixel digital art style pochodzi z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst