Vine z Bostonu - jak strzał w pysk
Nie używam Vine, choć już w dniu debiutu aplikacji wyczuwałem jej wielki potencjał, podobnie jak wcześniej, kilka lat temu w przypadku Instagram. Jest coś niewytłumaczalnie niepokojąco-intrygującego w sześciosekundowych klipach wideo nagrywanych telefonem. Widać to szczególnie teraz w obliczu medialnych relacji z dramatu w Bostonie.

REKLAMA