REKLAMA

Podpisz petycję i powiedz NIE Google’owi!

Google na przełomie ostatnich kilku godzin wysłało w świat trzy mocne komunikaty. Zmiany na szczycie ekipy tworzącej Androida i ban na aplikacje blokujące reklamy to jednak pikuś przy uśmierceniu usługi, z której korzystał (nie tylko technologiczny) świat.

Petycja Google Reader przeciwko zakończeniu usługi - podpisz ją!
REKLAMA

Google wywołał niezłą burzę w szklance wody. Zaczęło się niepozornie od ustąpienia Andego Rubina z funkcji człowieka odpowiedzialnego za tworzenie i rozwój systemu Android. Jego miejsce zajął Sundar Pichai, który do tej pory odpowiadał za projekt Chrome i aplikacje Google’a. Taka roszada na szczycie Androida może być znaczącym sygnałem.

REKLAMA

Trzeba pamiętać, że Rubin był przy tym systemie w momencie jego tworzenia przez firmę Android Inc. Jego ustąpienie jest wymownym gestem. Wszystko wskazuje na to, że przejęcie projektu przez człowieka odpowiedzialnego za stworzenie i sukces Chrome jest swoistym kamieniem milowym w historii Androida. Prawdopodobnie czasem oba systemy (Chrome OS i Android) zejdą się i będą występowały jako jeden multiplatformowy system operacyjny. Więcej o ustąpieniu Rubina i nowym królu Androida przeczytacie w moim wczorajszym wpisie.

Drugim sygnałem od Google’a, że coś się zmienia w polityce firmy, było wyrzucenie z Google Play aplikacji pozwalających na blokowanie reklam. Google żyje z reklam i według regulaminu sklepu Play nie toleruje aplikacji,  które je blokują. Takie programy działają na szkodę giganta jak i programistów tworzących darmowe aplikacje i gry. Ruch uważam za słuszny, niemniej jednak wywołał on falę krytyki. Więcej na ten temat napisał dzisiaj rano Piotrek, więc odsyłam Was do jego wpisu.

google reader rss

Trzecim gwoździem do trumny i zarazem wiadomością, która napędziła wielką falę krytyki, było uśmiercenie Google Readera. Czytnik RSS-ów nigdy nie zyskał takiej popularności jak Gmail, Dysk, Mapy, czy pozostałe usługi Google’a. Usługa ta zawsze była wybierana świadomie przez wymagających internautów. To zapewne sprawiło, że Google postanowił się jej pozbyć.

Google Reader nie był projektem silnie komercyjnym i jak mówi sam Google, liczba użytkowników stale malała. To bardzo możliwe. Wielu moich nietechnologicznych znajomych nie wiedziało co to RSS-y i pierwszy raz usłyszało o nich przy okazji rozmów o polecanych aplikacjach na Androida. Jakie było ich zdziwienie, że coś takiego istnieje i wspierają to praktycznie wszystkie porządne strony internetowe.

Mając obraz wiedzy moich znajomych wiem, że Google’owi nie było na rękę ciągnięcie tego projektu. Jednak tak jak pisał Przemek, ja również wierzyłem w to, że Google podobnie jak Mozilla robi wszystko, żeby sieć była lepsza. Jednak zostaliśmy zdradzeni o świcie - tak, wiem, to była jeszcze noc.

Google zabijając RSS-y nie dało nam żadnej alternatywy. Mogli przecież zabić czytnik i w tym samym czasie ogłosić premierę nowej usługi zintegrowanej z Google+ noszącej nazwę Reader+. Można połączyć przyjemne z pożytecznym. Trzeba tylko chcieć. Niestety Google nie tylko nie chce, ale jeszcze świadomie łamie swoje zasady. Jakie zasady? DEKALOG!

Pierwsze przykazanie Google’a:

Skoncentruj się na użytkowniku, a reszta przyjdzie sama.
Od samego początku koncentrujemy się na dostarczaniu użytkownikom najlepszych możliwych rozwiązań. Niezależnie od tego, czy projektujemy nową przeglądarkę internetową, czy dopracowujemy wygląd strony głównej, bardzo dbamy o to, aby nasze usługi służyły przede wszystkim użytkownikowi, a nie naszym wewnętrznym celom lub wynikom finansowym. Interfejs naszej witryny jest przejrzysty i prosty, strony są wczytywane natychmiast. Nigdy nie sprzedajemy pozycji w wynikach wyszukiwania, a reklamy są nie tylko wyraźnie oznaczone, ale również zawierają odpowiednią treść i nie rozpraszają użytkownika. Uważamy, że tworzone przez nas nowe narzędzia i aplikacje powinny działać na tyle dobrze, by użytkownik nie zastanawiał się, jak należałoby je zaprojektować.

Jak widać użytkownik nie jest jednak najważniejszy. Google zabija Readera mimo tego, że miał on swoich stałych odbiorców, którzy przez ostatnie lata przyzwyczaili się do niego i w dużej mierze opierali na nim swoją pracę, naukę i rozwój zainteresowań. W sieci padło dzisiaj wiele mocnych słów wobec Google’a. Internauci pytają, co będzie następne - Gmail czy Mapy? Zapewne żadne z powyższych, bo obie usługi generują realne zyski. Reader taki widocznie nie był.

Google deklaruje jednak, że wierzy w demokrację w Sieci. Czwarty punkt dekalogu Google’a brzmi:

W internecie panuje demokracja.
Wyszukiwarka Google działa, ponieważ przy określaniu witryn oferujących wartościową zawartość polega na opiniach milionów ludzi publikujących linki w witrynach. Oceniamy ważność każdej strony internetowej przy użyciu ponad 200 wskaźników oraz różnych technik, w tym opatentowanego algorytmu PageRank™ umożliwiającego analizowanie, które witryny są wskazywane na innych stronach w internecie jako najlepsze źródła informacji. Ta technika rozwija się wraz z powiększaniem się internetu, ponieważ każda nowa witryna zawiera kolejny fragment informacji i stanowi kolejny głos do policzenia. Ponadto aktywnie uczestniczymy w pracach nad oprogramowaniem typu open source, w ramach którego innowacje są efektem wspólnych wysiłków wielu programistów.

Zatem pokażmy im naszą demokrację. Pokażmy niezadowolenie z zabicia Readera. Upomnijmy się o to, co Google deklaruje w swoim zbiorze dziesięciu prawd potwierdzonych.

Spisaliśmy te „dziesięć prawd”, gdy firma Google miała zaledwie kilka lat. Od czasu do czasu przeglądamy tę listę, by sprawdzić, czy nadal jest aktualna. Mamy nadzieję, że jest, gdyż czujemy się za to odpowiedzialni.

Upominam się o to, żeby Google dzisiaj również “przejrzało” tę listę i zastanowiło się, co zrobiło podejmując decyzję o wyznaczeniu daty śmierci Readera. Upominam się i podpisuję tę petycję!

To:
Google
A few years ago -- years, wow -- Google Reader was one of my go-to social networks. It was an accidental one. I was using it for its intended purpose -- aggregating and reading a lot of web content in one place -- but it turns out, a lot of other people were doing the same thing. A lot. Many of which shared interests and when you added the amazing (amazing!) share and comment features, Google Reader blossomed into a wonderful experience for many of us, core to our day-to-day consumption of content online.

Unfortunately, you decided to kill those "extra" functions. I'm not here to ask you to reverse that (you should, though). In doing so, Google Reader's day-to-day value declined, and I, like many, ended up using it less often. Instead of hitting the bookmarklet I have on my Chrome install three, four times a day, it's now a once a day (okay, once every other day more often, recently) experience.

But it's still a core part of my Internet use. And of the many, many others who are signed below.

Our confidence in Google's other products -- Gmail, YouTube, and yes, even Plus -- requires that we trust you in respecting how and why we use your other products. This isn't just about our data in Reader. This is about us using your product because we love it, because it makes our lives better, and because we trust you not to nuke it.

Oh.

So, please don't destroy that trust. You're a huge corporation, with a market cap which rivals the GDP of nations. You're able to dedicate 20% of your time to products which may never seen the light of day. You experiment in self-driving cars and really cool eyewear which we trust (trust!) you'll use in a manner respectful to our needs, interests, etc.

Show us you care.

Don't kill Google Reader.
Sincerely,
[Your name]

REKLAMA

Ty też się upomnij o demokrację, która jak Google mówi, panuje w Internecie!

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-03-27T18:42:43+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T14:54:23+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T14:46:30+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T09:39:05+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T06:03:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T16:33:07+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T14:37:09+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T12:27:29+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA