Tech

Miłosz Bolechowski: à propos piątku #26

Cotygodniowa porcja linków do nowych/ładnych/ciekawych aplikacji dla iOS i OS X, produktów godnych polecenia i artykułów, wartych przeczytania.

Instacast 3

Instacast od dawna jest moim odtwarzaczem podcastów z wyboru. Kilka miesięcy temu zarzekałem się, że nie kupię tej aplikacji w wersji dla iPada, ale okazała się zaskakująco przydatna w kuchni, więc używałem obu, zsynchronizowanych via iCloud. Choć słowo „zsynchronizowanych” pojawiło się tu trochę na wyrost. Synchronizacja dotyczyła wprawdzie nowych lub usuniętych subskrypcji, ale status odsłuchany/nieodsłuchany, nie mówiąc o progresie w danym odcinku – pozostawały w sferze niespełnionych oczekiwań.

Od wczoraj, kiedy to pojawiła się wersja 3.0, synchronizacja – dzięki zastosowaniu własnej architektury – wygląda tak, jak powinna wyglądać od zawsze. Wystarczy przerwać słuchanie na jednym urządzeniu, przejść do drugiego, żeby zorientować się, że pasek postępu jest w tym samym miejscu (!). Dodatkowo, aplikacja jest teraz uniwersalna, a na iPadzie wreszcie sensownie wykorzystuje przestrzeń (z wyjątkiem ekranu odtwarzania – ten nadal jest przedziwny). Została też wizualnie odświeżona, choć jest kilka elementów, do których mógłbym się przyczepić. Mimo to, fakt posiadania własnych „inteligentnych list” także na iPadzie, cieszy bardzo.

Trzecia wersja aplikacji Instacast jest płatną aktualizacją, co wzbudziło spore kontrowersje wśród użytkowników, którzy zapłacili wcześniej zarówno za aplikację dla iPhone'a, iPada i jeszcze dopłacili (In-App Purchase) za dodatkowe funkcje. Dziwi mnie to o tyle, że gdyby sama usługa synchronizacji została wprowadzona jako In-App Purchase w poprzedniej wersji, byłbym gotów dopłacić za nią tyle, na ile autor wycenił cały produkt. Dodatkowo, zaskakujący jest fakt, że wydany w środę Twitterrific 5 (którego nie mam najmniejszego nawet zamiaru pobierać/sprawdzać/testować), jest tak samo płatną aktualizacją, a narzekających nie było widać. Autor tłumaczy przyczyny swojej decyzji w FAQ na stronie aplikacji, w którym zdradza też, że wiosną przyszłego roku pojawi się Instacast dla OS X.

Zanim zdecydujecie się na zakup, mam dwie uwagi; pierwsza dotyczy pewnego błędu, o którym pisze część z pierwszych użytkowników, a który zamyka aplikację przy próbie synchronizacji. Autor znalazł już przyczynę problemu, a wersja 3.0.1 została już wysłana do App Store. Druga uwaga jest jednak poważniejsza – podczas odświeżania subskrypcji, aplikacja nadal się „zamraża” i nie pozwala na wykonanie niemal żadnej akcji, co sprawia, że nadal w ustawieniach wybieram Manually w polu Check for new.

→ Instacast 3 – 4,49 €

Cobook for iPhone

Już kiedyś pisałem o Cobook dla OS X – zamienniku systemowej aplikacji do zarządzania kontaktami. Wczoraj pojawiła się jej wersja dla iPhone'a, więc z ciekawości ją pobrałem.

Książka adresowa domyślnie zainstalowana w iOS jest jaka jest, ale, że korzystam z niej rzadko, to niespecjalnie mi to przeszkadza. Cobook, na pierwszy rzut oka, z pewnością jest ładniejsza i szybsza, a jednocześnie – jeśli dla kogoś jest to istotne – pozwala na połączenie się z sieciami społecznościowymi (Twitter, Facebook, LinkedIn) w celu pobrania awatarów i innych informacji, związanych z danym kontaktem.

Cobook daje też dostęp do klawiatury numerycznej (musiałem przypomnieć sobie, jak wpisywało się słowa za pośrednictwem takiej), dzięki czemu może ona stanowić także zastępstwo aplikacji 'Phone', zwłaszcza, że również pozwala oznaczyć kontakty jako ulubione, które wyświetlają się w formie ikonek z awatarem nad klawiaturą numeryczną (choć rameczka i podpis – w mojej opinii – są tam elementem zbędnym, bez nich byłoby dużo ładniej) oraz można ustawić ten ekran jako początkowy.

Cobook dla iPhone'a – co nie powinno być zaskoczeniem – rozpoznaje też tagi, nadane kontaktom za pomocą Cobook dla OS X. Nie rozumiem jednak dlaczego przycisk, dający dostęp do informacji o własnym kontakcie jest tak wyeksponowany (jest jednym z czterech głównych) – osoby, które często zapominają jak się nazywają lub gdzie mieszkają pewnie będą z tego zadowolone, ja raczej nie będę z tego korzystał.

Napisałem już na początku, że z domyślnej książki adresowej nie korzystam często i nie sądzę, żeby Cobook miała to zmienić. Od dawna chciałem jednak zrobić porządek w swojej liście kontaktów i być może właśnie dzięki niej chętniej się za to zabiorę.

→ Cobook for iPhone – darmowa

iPlan for iPhone

Po ubiegłotygodniowej premierze aplikacji Fantastical, twórcy konkurencyjnego produktu, zapowiedzianego na 11 grudnia, opublikowali na swojej stronie materiał wideo, prezentujący możliwości aplikacji iPlan dla iPhone'a:

link do wideo

Używam jej od kilku godzin i przyznaję, że spodziewałem się nieco innego podejścia, ale powstrzymam się z opinią do czasu aż poużywam ją trochę dłużej.

Eisenhower

Do zarządzania zadaniami, od bardzo dawna, używam OmniFocus i nie szukam żadnych alternatyw. Dawno temu, gdy studiowałem różne sposoby zarządzania zadaniami (w końcu GTD to tylko jedna z metod), natrafiłem na Matrycę Eisenhowera (nazywaną także Matrycą Priorytetów), stworzoną – jak nie trudno się domyślić – przez byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Opiera się ona na czterech ćwiartkach układu współrzędnych, którego osie oznaczają pilność i ważność zadania do wykonania. W prosty sposób metodologię tę tłumaczy poniższy materiał:

link do wideo

Na końcu zdradza on produkt, o którym chcę napisać – aplikacja i usługa Eisenhower.me. Dotychczas, gdy polecałem komuś proste narzędzie do tego celu, zaczynałem od Teux Deux (o którym pisałem prawie trzy lata temu). Wygląda jednak na to, że będę podawał także tę możliwość. Eisenhower to zarówno aplikacja dla iPhone'a, jak i webapp, które – oczywiście – synchronizują się ze sobą. W tej pierwszej przeszkadzałoby mi drewniane tło, ale poza tym wygląda dobrze, podobnie jak wersja w przeglądarce (choć niezrozumiałe dla mnie są różnice w nazwaniu kategorii pomiędzy aplikacją a stroną).

Gdy na nią natrafiłem, pomyślałem, że tak proste narzędzie nie byłoby w stanie „poradzić” sobie z zawiłościami mojej listy zadań, ale z drugiej strony – to rozwiązanie służyło prezydentowi Stanów Zjednoczonych. Nie mogę przestać o tym myśleć.

→ Eisenhower – aplikacja 2,39€, usługa – darmowa

InVision Sync

Nie pracuję w grupie, a na zrzuty ekranu prezentowane klientom mam swój sposób, ale mimo to zaciekawiła mnie nowa aplikacja (i usługa), której nawet twórcy przyznają, że jest czymś w rodzaju usługi Dropbox dla zrzutów ekranu i „prototypów”, ale ze znacznie rozszerzoną funkcjonalnością:

link do wideo

Zapowiada się ciekawie, choć oczywiście pozostaje pytanie jaka część klientów będzie chciała/potrafiła korzystać z takich udogodnień.

→ InVision – darmowa

The Pen With A Twist

Lubię dopracowane przedmioty. Takie, za takimi stoi jakaś historia, idea i pasja. Takim właśnie mi się The Pen:

Nawet jeśli twórcom uda się uzbierać £15000, będzie to bardzo drogi długopis. Mam tego świadomość, a jednocześnie bardzo mocno rozważam kliknięcie przycisku Back This Project.

Nawet samo przygotowanie tej kampanii robi na mnie wrażenie (zawarto nawet informacje o tym, gdzie w danym modelu znajduje się środek ciężkości).

→ MAKE YOUR MARK: The Pen With A Twist

The OCDock™

Na przeciwnym biegunie różnego rodzaju gadżetów leży OCDock:

link do wideo

Rozumiem ideę powstania takiego docka, ale w moim przypadku, gdy siedzę przed komputerem, to pracuję. A kiedy pracuję, telefon jest ostatnią rzeczą, którą chciałbym mieć przed oczami. I to w taki sposób, że niemalże aż podświadomie czeka się, aż ekran się podświetli, wyświetlając nowe powiadomienie (wiem, wiem, można je wyłączyć i mieć wówczas lusterko pod iMakiem, w którym cały czas widzi się swoją twarz – też podziękuję). W powyższym filmie padają słowa:

„So you can focus on work instead of your workspace.”

A ja pytam: „How?”

Na liście gadżetów, które chciałbym mieć w okolicy swojego komputera, OCDock znajduje się na jednej z ostatnich pozycji.

→ OCDock – $59

The GroovBoard

W sieci pojawił się za to ostatnio produkt, który na tej samej liście jest znacznie wyżej. Po średnio dziesięciu, a nierzadko kilkunastu godzinach dziennie, spędzonych przy komputerze, wieczorem tęsknym wzrokiem spoglądam na sofę, na której mógłbym jeszcze trochę popisać (a do tego używam iPada z zewnętrzną klawiaturą), gdyby tylko nie było to tak niewygodne. Zostaję więc najczęściej przy biurku, z czego moje plecy nigdy nie są zadowolone. Widząc zdjęcia i szkice GroovBoard, wiem, że to produkt dla mnie:

link do wideo

Mam świadomość, że jest to produkt bardzo drogi, ale w mojej głowie nie jest to „deska za 400 zł”, a raczej rozwiązanie problemu, które prawdopodobnie jest warte tych pieniędzy. Przed zakupem powstrzymuje mnie jedynie fakt, że moim następnym iPadem będzie mini i obawiam się, że GroovBoard będzie dla niego zbyt toporny, choć nie jest to jeszcze moje ostatnie słowo.

→ The GroovBoard – $141.61

Handwritten Typographers

Od dawna ciekawiło mnie to samo, co zaintrygowało autora poniższego artykułu; jak wygląda pismo odręczne czołowych typografów świata?

The Man in Blue poprosił i uzyskał skany od kilkunastu z nich:

Bardzo polecam zobaczyć całość.

iTunes 11 – pasek boczny

Gdy w ubiegłym tygodniu pojawił się iTunes 11 jedna rzecz nie dawała mi spokoju – kolorowe ikony w pasku bocznym, tak bardzo nie pasujące do systemu (dziwna to niekonsekwencja). Tego samego wieczoru, kiedy go pobrałem, przekopałem się przez katalog Resources wewnątrz aplikacji, żeby odnaleźć kolorowe pliki i zamienić je na monochromatyczne. Niestety, dotarłem tylko do tego, że wszystkie grafiki zostały zapisane w pliku .rsrc, którego nie wiedziałem nawet jak wyedytować. Odłożyłem to na później, lecz w międzyczasie Maciej Skrzypczak zgłębił temat, znalazł aplikację do edycji pliku .rsrc i zrobił, co trzeba:

Gotowy plik .rsrc, który należy zamienić z istniejącym w iTunes/Contents/Resources/ (po uprzednim wykonaniu jego kopii) znajduje się tutaj. Maćku, dzięki!

Przeczytałem i polecam

Artykuł tłumaczący, dlaczego Helvetica wcale nie jest tak dobrym, czytelnym krojem, za jaki jest uważana:

☞ Why won't Helvetica go away?

Jeden z ciekawszych tekstów, jakie ostatnio przeczytałem (choć mam spore zaległości we wszystkich możliwych źródłach). Autor rozważa czy zrobienie zdjęcia w danym momencie będzie lepszą pamiątką niż jego nie zrobienie. Zadaje pytanie o to czy, utrwalając moment, jesteśmy w stanie czynnie go przeżywać. Bardzo polecam:

☞ Saying goodbye to now

Andy Ihnatko opisuje swój – bardzo ciekawy – sposób na radzenie sobie z prokrastynacją:

☞ Damp Paper Towel as Productivity Tool

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst