Tech

Sprzedaż iPhone'a: jest problem, czy go nie ma?

Dość niepokojące wieści płyną ze Stanów Zjednoczonych oraz Wielkiej Brytanii na temat domniemanego spowolnienia sprzedaży iPhone’a w ostatnich tygodniach. Gdyby to był tylko Craig Berger z FBR Capital Markets należałoby zignorować doniesienie, gdyż analityk ten został ostatnio zdemaskowany przez Fortune jako ten, który przedstawia najbardziej przestrzelone projekcje na temat Apple. Doniesienia Bergera zdają się jednak znajdować potwierdzenie w raporcie analityka UBS Investment Research, Maynarda Uma.

Ten pierwszy twierdzi, że Apple zostało zmuszone to zmniejszenia produkcji iPhone’a 3G aż o 40% w czwartym kwartale kalendarzowym 2008 roku. To z pewnością niepokojący sygnał dla popularności telefonu Apple, głównie dlatego, że historycznie czwarte kwartały roku były niezwykle dobre dla sprzedaży wszelakich gadżetów elektronicznych, kupowanych z reguły jako prezenty świąteczne. Maynard Um z kolei donosi o możliwym spadku zamówień na iPhone’a 3G z 9 milionów w zeszłym kwartale do 6,7 – 7,3 miliona w aktualnym. W obu przypadkach źródłem informacji mają być partnerzy Apple, u których Cupertino kupuje komponenty dla iPhone’a.

Z kolei brytyjski telekom O2 donosi o słabszej sprzedaży iPhone’a w ostatnich tygodniach w Wielkiej Brytanii. W O2 sprzedaje się ponoć aktualnie pomiędzy 18 a 20 tysięcy iPhone’ów tygodniowo. To sporo mniej niż 27 tysięcy sprzedawanych każdego tygodnia jeszcze miesiąc temu. Na początku dostępności iPhone’a 3G brytyjska sieć mobilna sprzedawała 50 tysięcy egzemplarzy telefonu Apple.

To pierwsze niezależne i skoordynowane doniesienia o możliwym spowolnieniu sprzedaży iPhone’a. Można oczywiście zżymać się, że wszystkie trzy opinie bardzo łatwo podważyć – przecież Apple mogło zamówić u dostawców komponentów odpowiednie zapasy wcześniej, a słabsza sprzedaż iPhone’a w Wielkiej Brytanii może być chwilowo związana z premierą smartfonu G1 z mobilnym systemem operacyjnym Google Android – ale z drugiej strony wydaje się, że pierwszą falę nasycenia rynku nowością rynkową Apple może mieć już za sobą. Podręcznik marketingu podpowiadałby w takiej sytuacji albo ruchy cenowe, albo rozszerzenie portfolio produktów. To pierwsze jest chyba mało realne (choć dość szeroko dyskutowane), gdyż Apple pielęgnuje swoją politykę pozycjonowania cenowego w segmencie najdroższych produktów premium. Gwałtowne odejście od tej polityki (a takim niewątpliwie byłoby obniżenie ceny iPhone’a do 99 dolarów) niosłoby za sobą co najmniej dwa bezpośrednie zagrożenia: utraty wiarygodności marki iPhone jako wyjątkowej i „dystyngowanej”, oraz zmniejszenie marży Apple, co z pewnością nie spodobałoby się inwestorom. Rozwój portfolio wydaje się bardziej logiczny, choć w ostatnim czasie nie pojawiają się żadne plotki i przecieki na temat potencjalnego rozszerzenia oferty iPhone’a o wersję nano, a patrząc na doświadczenie ostatnich miesięcy, żaden z nowych produktów prezentowanych przez Steve’a Jobsa podczas keynotes nie był zaskoczeniem .

Po spekulacjach medialnych na temat możliwego odświeżenia portfolio iMaka i mini, Apple oficjalnie poinformowało , że w tym roku nie pojawią się już żadne nowe produkty. Styczeń i kolejne keynote podczas Macworld już jednak za 3 miesiące. Jeśli potwierdzi się słabsza sprzedaż iPhone’a w czwartym kwartale 2008 roku, to kto wie, może Jobs pokaże iPhone’a nano w styczniu 2009 roku w celu rewitalizacji zarówno sprzedaży, jak i marketingowego hype’u wokół najważniejszego gadżetu pierwszej dekady XXI wieku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst