Dario Amodei, CEO Anthropic, powiedział "nie" Pentagonowi.
Był koniec lutego 2026 roku, kiedy na skutek tego "nie" sekretarz obrony Pete Hegseth wezwał go na dywanik.
Jeden z urzędników Pentagonu opisał to spotkanie Axiosowi z żołnierską elegancją: "To nie jest spotkanie zapoznawcze. To nie jest miłe spotkanie. To jest: sraj albo złaź z tronu."
Hegseth zaczął jednak od komplementów – chwalił Claude'a, AI stworzone przez firmę Amodeia, i mówił, jak bardzo wojsko go potrzebuje. Potem postawił ultimatum: piątek 27 lutego, godzina 17:01.
Albo Anthropic zgodzi się na klauzulę any lawful use – pozwólcie nam robić z waszą AI, co chcemy – albo Pentagon zerwie kontrakt i oznaczy firmę jako zagrożenie bezpieczeństwa narodowego.
Amodei postawił dwie czerwone linie: żadnej masowej inwigilacji Amerykanów, żadnej broni autonomicznej. W piątek opublikował odpowiedź na blogu firmowym: nie możemy się na to w dobrej wierze zgodzić.
O 17:01 deadline minął.
Radykalnie lewicowy
Tego samego wieczoru Trump określił Anthropic mianem "radykalnie lewicowej". Pentagon oznaczył firmę jako zagrożenie łańcucha dostaw – etykietę stosowaną dotąd wobec przedsiębiorstw powiązanych z Rosją i Chinami, nie wobec startupów z San Francisco. A Sam Altman – główny rywal Amodeia, szef OpenAI – ogłosił, że właśnie podpisał z Pentagonem dokładnie ten kontrakt, na który Amodei nie chciał się zgodzić.
Internet eksplodował. W ciągu doby Amerykanie odinstalowali ChatGPT trzykrotnie częściej niż zwykle. Claude po raz pierwszy w historii wspiął się na pierwsze miejsce w App Store – przed ChatGPT, przed TikTokiem, przed wszystkim. Pod biurem Anthropic w San Francisco ktoś napisał kredą na chodniku: "dajecie nam nadzieję". Na Reddicie posty z wezwaniem "Cancel ChatGPT" zbierały dziesiątki tysięcy głosów. Co dzień przybywał milion nowych użytkowników Claude'a.
Dario Amodei – fizyk, biofizyk, człowiek, który wygląda raczej na kogoś prowadzącego seminarium doktoranckie niż na prezesa firmy wartej trzysta osiemdziesiąt miliardów dolarów – stał się twarzą oporu. Naukowcem, który postawił się rządowi w imię wartości.
Piękna historia. I prawdziwa.
Ale tylko do pewnego momentu.
Bo ten sam Claude, którego Amodei nie chciał oddać Pentagonowi bez ograniczeń, od półtora roku pracował już w sieciach wywiadowczych armii USA. Wdrożył go tam Palantir – firma, której szef Alex Karp publicznie chwali się, że "pomaga żołnierzom zabijać wrogów".
Trzeciego stycznia 2026 roku, niecałe dwa miesiące przed tym, jak Amodei stał się bohaterem ludzi protestujących przeciwko militaryzacji AI, Claude – z dużym prawdopodobieństwem – brał udział w operacji, która zakończyła się ujęciem Nicolása Maduro w Caracas. Według doniesień prasy, Claude jest też najprawdopodobniej wykorzystywany w trwającej wojnie z Iranem – do przetwarzania danych wywiadowczych i wsparcia przy wyznaczaniu celów.
Dario Amodei bywa nazywany "sumieniem Doliny Krzemowej". Na pytanie, czy AI nas wszystkich wymorduje, odpowiada z rozbrajającą szczerością: tak, szacuję to na dziesięć do dwudziestu pięciu procent. Mówi to wielokrotnie, m.in. w CBS 60 Minutes w listopadzie 2025 – a potem wraca do biura i dociska pedał gazu.
Anthropic wydaje się firmą bardziej etyczną, ale wystarczy zajrzeć w głąb, by zobaczyć, że prawda jest zgłoa inna. Ilustracja: RixAiArt / Shutterstock
Kim jest człowiek, który odmawia Pentagonowi, ale współpracuje z Palantir? Który szacuje ryzyko katastrofy na jeden do czterech – i uważa to za powód, żeby przyspieszyć? Który kręci włosy z nerwów, gdy musi czytać oświadczenia przed kamerą, ale nie mrugnie okiem, gdy idzie na zwarcie z administracją najpotężniejszego państwa świata?
Żeby to zrozumieć, trzeba zacząć od początku.
Cztery lata za późno
Dario Amodei urodził się w roku 1983 w San Francisco, a dorastał w dzielnicy Mission District. San Francisco kojarzy nam się jako siedziba największych spółek technologicznych świata. Ale Mission District, zwłaszcza w latach 80 ubiegłego wieku, nie miało tej samej sławy. Gdyby szukać polskiego odpowiednika, byłaby to warszawska Praga sprzed gentryfikacji – dzielnica, w której mieszka się raczej z konieczności niż z wyboru.
Riccardo Amodei, ojciec Daria, przyjechał tam z okolic wyspy Elba w Toskanii. Był kaletnikiem. W San Francisco poznał Elenę Engel, project managerkę z Chicago, która zarządzała renowacją bibliotek w Berkeley i okolicach. Rzemieślnik i bibliotekarka – niekoniecznie takich rodziców spodziewamy się w biografii człowieka, który zbuduje firmę wartą trzysta osiemdziesiąt miliardów dolarów. Dario mówił o nich w 2025 roku, dwadzieścia lat po śmierci ojca: "Dali mi poczucie, co jest słuszne i co jest ważne w świecie." Co to konkretnie znaczyło, zobaczymy za chwilę.
Dario dorastał w tym San Francisco, które istniało przed inwazją start-upów, jeszcze zanim Dolina Krzemowa stała się Doliną Krzemową. Gdy pod koniec lat dziewięćdziesiątych połowa okolicy wzbogaciła się na boomie dot-comów, syn kaletnika siedział nad zadaniami z fizyki. "Pisanie jakiejś strony internetowej zupełnie mnie nie interesowało" – mówił potem (Kantrowitz, Big Technology, lipiec 2025). "Interesowało mnie odkrywanie fundamentalnych prawd naukowych."
W 2000 roku, mając siedemnaście lat, reprezentował USA na Olimpiadzie Fizycznej. Chodził do Lowell High School – jednej z nielicznych szkół publicznych w Ameryce, do których trzeba zdać egzamin wstępny. Stamtąd prosta droga na Caltech, zaliczany do najlepszych uniwersytetów technicznych na świecie, a potem na doktorat na Princeton, początkowo z fizyki teoretycznej.
I tu się wszystko zmienia. W 2006 roku, w trakcie pisania doktoratu, umiera Riccardo.
Choroba była rzadka, rokowanie od początku złe. Dario wiedział o niej od lat, więc nie przeżył tego jak nagłego szoku. Ale właśnie po tym momencie zmienił trajektorię swoich zainteresowań. Porzucił fizykę teoretyczną i przeszedł do biofizyki i neurobiologii obliczeniowej – zaczął pracować na siatkówce oka, najmniejszej i najbardziej dostępnej sieci neuronowej w ludzkim ciele. Czy zmienił kierunek dlatego, że strata ojca kazała mu szukać czegoś bliższego ciału, chorobie, życiu? Nie powiedział tego wprost. Powiedział co innego.
W ciągu zaledwie czterech lat od śmierci Riccarda jego choroba stała się niemal w pełni uleczalna. Cztery lata. Gdyby ojciec zachorował odrobinę później, żyłby. Amodei podsumował to w jednym z wywiadów: "Był ktoś, kto pracował nad leczeniem tej choroby, kto w końcu ją wyleczył i uratował kilka istnień" – i z żalem dodał: "Ale mógł uratować więcej."
Jego esej "Machines of Loving Grace" z 2024 roku zaczyna się od wizji świata, w którym AI eliminuje większość chorób w ciągu dekady. W styczniu 2026 dołożył "The Adolescence of Technology" – kolejne dwadzieścia tysięcy słów, tym razem o ryzykach.
To nie są dokumenty strategiczne, jakich można spodziewać się po prezesie firmy kreślącym trasę ku celom operacyjnym. Są to raczej dogłębnie przemyślane i uargumentowane wyznania wiary. Technologia przyniesie ludzkości zbawienie.
Nie bez ryzyka, nie bez kosztów – ale ostrożność nie może być powodem, aby zawrócić lub opóźniać postęp. Inaczej skazujemy synów na żałobę po rodzicach, których choroby dałoby się wyleczyć.
Co właściwie tutaj robicie?
Po doktoracie Amodei trafił na postdoc do Stanford Medical School, gdzie badał białka otaczające guzy nowotworowe – szukał sposobu, żeby wyłapywać komórki raka w momencie, gdy zaczynają się rozprzestrzeniać po ciele. To biologia na granicy informatyki i medycyny, a problem o najwyższej możliwej stawce, czyli życia i śmierci.
Szybko okazało się, że utknął na problemie, którego ludzie nie są w stanie rozwiązać. Ilość danych generowanych przez nowoczesną biologię molekularną przekracza możliwości jakiegokolwiek zespołu badawczego. Żeby naprawdę zrozumieć, jak zachowują się białka wokół guza nowotworowego, trzeba przeanalizować miliony interakcji, każda z nich inna, każda zależna od kontekstu, który sam zmienia się z minuty na minutę. "Złożoność tych problemów biologicznych poczułem jako przekraczającą ludzką skalę" – mówił dekadę później. "Żeby to wszystko zrozumieć, potrzebowałeś setek, tysięcy ludzkich badaczy." A setek tysięcy badaczy nikt nie ma. Ludzie pracujący nad rakiem pracowali tak szybko, jak potrafili – tyle że ludzkie "tak szybko jak potrafię" nie wystarczało.
Między 2012 a 2014 rokiem zaczął więc obserwować, co dzieje się po drugiej stronie kampusu. Prace wychodzące z grupy Andrew Nga na Stanfordzie pokazywały, że modele uczenia maszynowego nagle potrafią rzeczy niemożliwe jeszcze pięć lat wcześniej – rozpoznawanie mowy, klasyfikacja obrazów, generowanie tekstu. Amodei spędził siedem lat, opisując biologiczne sieci neuronowe językiem matematycznym: warstwy, aktywacje, propagacja wsteczna. Sieci sztuczne opisywało się dokładnie w ten sam sposób. Dla kogoś z jego przeszłością przejście od jednych do drugich nie wymagało nawet zmiany słownika.
W 2014 roku Andrew Ng dostał od chińskiego giganta Baidu potężny budżet na zbudowanie w Dolinie Krzemowej laboratorium AI, które miało konkurować bezpośrednio z Google. Ng rekrutował szeroko i trafił na Amodeia – siedem lat pracy nad impulsami elektrycznymi w siatkówce, ale zero publikacji z konferencji AI. CV nie pasowało do żadnej szufladki. Ale Greg Diamos, jeden z pierwszych inżynierów laboratorium, zobaczył przypadkiem jego kod – nie CV, nie publikacje, sam kod. "Myślałem: ktokolwiek może napisać taki kod, musi być niesamowicie dobrym programistą" – wspominał potem. "Zachęciłem zespół, żeby go zatrudnić."
W Baidu Amodei spędził rok przy Deep Speech 2 – modelu rozpoznawania mowy, który trafił na listę dziesięciu technologicznych przełomów roku MIT Technology Review i potrafił transkrybować mowę z dokładnością dorównującą ludziom. Pierwszy wielki sukces branżowy w jego karierze – i jednocześnie pierwsza lekcja, która okaże się przydatna przy zakładaniu Anthropic. Gdy AI w Baidu zaczęło wyglądać na sukces, zaczęło też przyciągać uwagę chińskiej centrali. Wybuchły walki o kontrolę nad laboratorium. Zespół się rozpadł. Wniosek: wartościowa technologia przyciąga siły, które jej zagrażają.
Z Baidu Amodei przeszedł do Google Brain, gdzie spędził rok robiąc rzeczy, które sam opisywał później jako mało porywające. Ale to właśnie tam, w 2016 roku, współtworzył publikację, która po czasie okazała się znacząca. "Concrete Problems in AI Safety", napisany razem z Paulem Christiano, Johnem Schulmanem i czterema innymi badaczami, był pierwszym poważnym akademickim opisem zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją, który zamiast roztaczać wizje dystopii proponował pięć konkretnych, technicznych problemów możliwych do zbadania już wtedy. Praca nie przeszła niezauważona – dziś uważa się ją za intelektualny fundament całego ruchu AI safety. A więc też za intelektualne DNA Anthropic – napisane pięć lat przed założeniem firmy, pod szyldem Google'a, w laboratorium, które Amodei – jak twierdzi – opuścił znudzony.
W maju 2016 roku – jeszcze jako badacz Google Brain – odwiedził biuro OpenAI w San Francisco. Usiadł naprzeciwko Altmana i Brockmana, dyrektora technicznego firmy, i powiedział im, że nikt z zewnątrz nie rozumie, co oni właściwie robią. Zebrali miliard dolarów i trzydziestu badaczy – po co?
Brockman odpowiedział, że celem jest "robić najlepszą rzecz, jaką się da zrobić".
Amodei dołączył kilka miesięcy później.
Pięć lat później z tej firmy wyjdzie, zabierając ze sobą jedenaście osób. I przekonanie, że istnieje tylko jedna rzecz gorsza od budowania superinteligencji: pozwolić, żeby robił to ktoś inny.
Przez Zoom drzwiami się nie trzaska
W OpenAI Amodei zaczynał od szefowania małemu zespołowi zajmującemu się bezpieczeństwem, ale awansował szybko – na VP Research, najwyższe stanowisko techniczne w firmie. Był jedną z niewielu osób, które traktowały safety nie jako dział PR, lecz jako problem badawczy, na który trzeba wydać pieniądze porównywalne z tymi, jakie wydaje się na budowę samych modeli. Lobbował o budżety. Ale zwykle słyszał: może kiedyś.
Razem z Paulem Christiano rozwinął RLHF – Reinforcement Learning from Human Feedback – metodę, która brzmi banalnie: niech ludzie oceniają odpowiedzi modelu, a model niech się z tych ocen uczy. Przed RLHF modele językowe potrafiły generować spójny tekst, ale nie umiały zbyt dobrze konwersować, ani nawet czytać rozmówcy. Po RLHF zaczęły konsekwentnie odpowiadać na pytania, rozumieć intencje, prowadzić długie rozmowy. Amodei rozwijał tę metodę, szukając sposobu na polepszenie kontroli nad AI. To, że przy okazji uczynił modele użytecznymi dla milionów ludzi, było efektem ubocznym, choć mile widzianym. Metoda ostatecznie stała się kluczem do popularności produktu OpenAI – i do miliardów dolarów przychodu. Bez RLHF nie istnieje ChatGPT, nie istnieje Claude, nie istnieje żaden asystent AI, z którego dziś ktokolwiek korzysta.
Amodei kojarzony jest z jeszcze jednego odkrycia, niezbyt istotnego dla użytkowników AI, ale znaczącego dla branży. Razem z Jaredem Kaplanem – bliskim przyjacielem, dawnym współlokatorem, człowiekiem, z którym podzielił wiele rozmów o przyszłości – Amodei udowodnił matematycznie, że modele językowe stają się lepsze w sposób przewidywalny. Daj im więcej danych, więcej parametrów, więcej mocy obliczeniowej – a ich możliwości rosną zgodnie z elegancką krzywą potęgową.
Te tak zwane prawa skalowania, opublikowane w 2020 roku, stały się fundamentem, na którym firmy technologiczne podejmują dziś decyzje inwestycyjne warte setki miliardów dolarów. Ale Amodei, w odróżnieniu od inwestorów podekscytowanych wykresami, widział wynikające z tych prawidłowości zagrożenie. Jeśli GPT-3 ze 175 miliardami parametrów jest tak dobry, co będzie przy skali sto razy, tysiąc razy większej? I dlaczego nikt nie potrafi wyjaśnić, co tak naprawdę dzieje się w środku?
Karen Hao, dziennikarka, która spędziła lata rozmawiając z dziesiątkami ludzi z tamtego OpenAI, pokazuje w książce "Imperium AI" (nasza rozmowa z nią na łamach Spider's Web+ - przy. red.), jak Amodei odpowiedział na te pytania. Otóż – optował za przyspieszeniem działań. Agresywnie promował centralizację mocy obliczeniowej wokół GPT-3, depriorytetyzował projekty, które nie pasowały do jego wizji, budował własną frakcję wśród współpracowników. Nawet Sam Altman opisywał wtedy firmę jako złożoną z trzech "klanów": badawczego, startupowego i bezpieczeństwa. Wszyscy wiedzieli, który klan należy do Amodeia. I paradoksalnie, to lider klanu safety był jednocześnie jednym z ludzi najagresywniej pchających skalowanie modeli.
Amodei czerpał z doświadczenia w OpenAI zanim stworzył swoją, konkurencyjną firmę. Ilustracja: RixAiArt / Shutterstock
Wiara, nadzieja – a może rozpalająca się wizją milionów dolarów zysku gorączka. Cokolwiek stało wtedy u podstaw motywacji pracowników OpenAI, nie skłaniało ich do ostrożności. Wszyscy, włącznie z działem bezpieczeństwa, mieli wrażenie, że oto rozpoczęła się faza endgame. Trzeba przyspieszyć, żeby mieć szansę dobiec do mety. Trzeba ciągnąć w swoją stronę mocniej i bardziej bezwzględnie, inaczej wygra ktoś inny.
Pęknięcie z Altmanem pogłębiało się przez cały 2020 rok. Po umowie z Microsoftem obóz Amodeia odkrył, jak szerokie obietnice Altman złożył korporacji – szersze, niż ktokolwiek w zespole badawczym się spodziewał. Sam fakt komercjalizacji nikomu aż tak bardzo nie przeszkadzał – nie o to chodziło. Ludzie Amodeia byli pragmatyczni i rozumieli potrzebę gromadzenia pieniędzy. Problem brzmiał: Altman obiecuje za dużo. Sprzedajemy coś, czego jeszcze dobrze nie rozumiemy, a nasz szef wpycha organizację w zobowiązania, których nie da się odkręcić. Dario i Daniela – jego młodsza siostra, VP of Safety and Policy w OpenAI – określali taktyki Altmana w rozmowach z bliskimi jako gaslighting i psychologiczne nadużycie. Altman z kolei skarżył się współpracownikom na zbyt duży stres i napięcie.
Rozmowy za kulisami nabrały tempa – najpierw z Kaplanem, potem z Danielą, wreszcie z małą grupą badaczy i inżynierów. Pytanie zmieniło się z "jak naprawić OpenAI?" na "czy w ogóle warto dalej walczyć?". I tu weszła ta sama logika, którą Amodei sam opracował: prawa skalowania oznaczają, że koszty trenowania modeli rosną wykładniczo. Jeśli koalicja Amodei miałaby założyć nową firmę, musiała się spieszyć. Okno było krótkie. Im bardziej urosłyby kolejne wersje ChatGPT – tym trudniej byłoby stworzyć dla niego konkurencję.
Pod koniec 2020 roku pracownicy OpenAI zalogowali się na wirtualny all-hands. Akurat trwała pandemia, więc wszystko odbywało się przez ekrany. Altman oddał głos Dario. Ten kręcił i szarpał swoje włosy z nerwową energią – jak zwykle. Wyjął przygotowane oświadczenie i zaczął czytać. On, Daniela i kilka osób odchodzą, żeby założyć własną firmę. Żadnej dramatycznej przemowy, żadnych zarzutów. Po prostu finał historii. Ostatecznie Altman poprosił odchodzących, żeby opuścili spotkanie. Przez Zoom drzwiami się nie trzaska.
Amodei zabrał ze sobą jedenaście osób. OpenAI straciło jednocześnie szefa badań, głównego architekta flagowego modelu, pioniera bezpieczeństwa i kręgosłup działu polityki. Przez rok się z tego podnosiło – budując GPT-4 na infrastrukturze, którą ci ludzie stworzyli, ale bez ludzi, którzy wiedzieli, jak to wszystko naprawdę działa.
Hao jest w ocenie tej sceny bezwzględna: Anthropic nie rodzi się ani z idealizmu, ani nawet z osobistych niesnasek wywołanych przez Altmana. Rodzi się też z zimnej kalkulacji – z poczucia, że istnieje strategiczne okno, które zaraz się zamknie. Dario mówi o bezpieczeństwie AI jako o swojej misji życiowej, ale wtedy kierował się logiką wyścigu. Anthropic za chwilę zbuduje własną mitologię o tym, dlaczego właśnie ono jest najlepszym strażnikiem nowej technologii. Żeby jednak ta narracja się przyjęła, musi najpierw wygrać te zawody.
Jedyne granice, za które Anthropic gotowy jest umierać
Anthropic ruszyło w 2021 roku ze 124 milionami dolarów i misją, którą Amodei powtarzał jak mantrę: bezpieczeństwo nie jest jednym z celów – jest warunkiem wszystkich innych. Ale bezpieczeństwo potrzebuje pieniędzy. Dużych pieniędzy, bo trenowanie modeli AI kosztuje setki milionów dolarów. A pieniądze nie przychodzą znikąd – zawsze mają za sobą historię.
Kwiecień 2022. Anthropic szuka funduszy, więc rundę finansowania prowadzi dla niego Alameda Research. Główny inwestor: Sam Bankman-Fried, dwudziestokilkuletni miliarder kryptowalutowy, wówczas uważany za geniusza finansowego i jednego z największych filantropów swojego pokolenia. Kwota: blisko pół miliarda dolarów.
Amodei znał SBF ze środowiska Effective Altruism – obaj się w nim obracali. I widział sygnały ostrzegawcze. Mówił o tym później, w lipcu 2025 roku, dziennikarzowi Alexowi Kantrowowitzowi: SBF budził na tyle poważne wątpliwości, żeby nie dać mu miejsca w radzie nadzorczej i sprzedać mu akcje bez prawa głosu. Amodei zabezpieczył się więc proceduralnie – odebrał mu wpływ na decyzje. Ale pieniądze nie śmierdzą, więc wziął je i tak.
W listopadzie 2022 roku FTX – giełda kryptowalut Bankman-Frieda – runęło jako jeden z największych przekrętów finansowych w historii branży. Księgowość okazała się sfałszowana, zyski nielegalne, a pieniądze klientów przepadły. Amodei później przyznał, że zachowanie SBF okazało się ostatecznie dużo bardziej skandaliczne, niż sobie to pierwotnie wyobrażał. Ale wyobraził sobie wystarczająco, żeby nie dać mu prawa głosu. Za mało, żeby odmówić jego pieniędzy. Firma, która pozycjonowała się jako sumienie branży AI, została więc sfinansowana przez największego oszusta kryptowalutowego w historii. Lista grzechów firmy jest oczywiście długa, ale to temat na osobny tekst.
Dwa lata później, w lipcu 2024 roku, Anthropic podpisało partnerstwo z Palantir Technologies. Palantir buduje systemy analityczne dla armii i służb wywiadowczych, a jego CEO Alex Karp w wydanej rok później książce "The Technological Republic" wzywa Dolinę Krzemową do większego patriotyzmu i postuluje przywrócenie powszechnego poboru — żeby "wszyscy ponosili koszty następnej wojny".
W ramach partnerstwa Claude trafił do sieci wywiadowczych Pentagonu. Rok później Anthropic podpisało z Departamentem Obrony bezpośredni kontrakt opiewający na niebagatelną kwotę – do dwustu milionów dolarów. Żołnierze US Special Operations Command cytowani w materiałach Anthropic mówili, że uważają Claude'a za "najbardziej niezawodnego" spośród dostępnych modeli AI.
W roku 2024 w Białym Domu zasiadał jeszcze Joe Biden, a administracja USA była w rękach Demokratów. Świat poza USA co prawda dryfował już po niespokojnych wodach, ale przeciętny Amerykanin raczej nie podejrzewał, że ich prezydent zacznie zaraz wywoływać wojny – handlowe i krwawe – na podstawie swojego widzimisię. Ba, Donald Trump wygrał wybory między innymi dzięki obietnicy "no more wars". Współpraca z Pentagonem mogła się więc wydawać relatywnie bezpieczna, również z etycznego punktu widzenia. Zwłaszcza że Amodei obraca się zdecydowanie częściej w kręgach powiązanych z Demokratami, a urzędnicy Bidena bez oporu zgodzili się na ograniczenia użytkowania stawiane przez Anthropic.
Z perspektywy roku 2026 sytuacja wygląda zgoła inaczej. Nowy nadzór nad Pentagonem okazuje się krwiożerczy, a USA – zaskakująco chyba nawet dla siebie – wikłają się w coraz gorsze awantury.
Amodei narysował czerwone linie w lutym. Odmówił Pentagonowi, stracił kontrakt, został nazwany zagrożeniem, pozwał rząd za następujące po tym szykany – i może nawet ten pozew wygra. Ale te czerwone linie narysował daleko za miejscem, w którym jego AI już pracowało. Claude jest nie tylko przyjaznym asystentem AI od kodowania nowych apek – jest też mózgiem systemów, które podpowiadają amerykańskiej machinie wojennej, gdzie i kiedy uderzyć. Być może to od niego przyszła rekomendacja celu, który ostatecznie okazał się irańską szkołą dla dziewcząt. Co z tego, że ten cel musiał być zatwierdzony przez człowieka? Co z tego, że sprawa nie dotyczy amerykańskich obywateli? A to są jedyne granice, za które Anthropic gotów jest umierać.
Nikt Daria Amodei nie zmuszał do tego, aby wpakować się w tę sytuację. Po prostu – była okazja, na stole pojawiły się duże pieniądze, a wyścig trzeba wygrać.
Jest jeszcze coś. Dwa tygodnie przed konfliktem z Pentagonem, dziewiątego lutego 2026, Mrinank Sharma – szef Safeguards Research Team, człowiek, który przez dwa lata budował mechanizmy bezpieczeństwa Anthropic od środka – opublikował na platformie X list rezygnacyjny, w którym napisał: "wielokrotnie widziałem, jak trudno jest naprawdę pozwolić naszym wartościom rządzić naszymi działaniami. Widziałem to w sobie, w organizacji, gdzie nieustannie stajemy przed presją, by odkładać na bok to, co ma największe znaczenie."
Kilka dni przed jego odejściem TIME ujawnił, że Anthropic po cichu zmieniło Responsible Scaling Policy – politykę odpowiedzialnego skalowania, którą Amodei szczycił się od 2023 roku. Żeby zrozumieć wagę tej zmiany: RSP było flagowym zobowiązaniem Anthropic, obietnicą złożoną publicznie, że firma nie będzie trenować coraz potężniejszych modeli AI, jeśli nie będzie w stanie zagwarantować odpowiednich zabezpieczeń. To zobowiązanie miało zęby – inne firmy, OpenAI i Google DeepMind, przyjęły podobne polityki pod wpływem Anthropic. Nowa wersja RSP te zęby wyrwała. Usunęła twarde zobowiązanie do wstrzymania prac, zastępując je czymś, co Anthropic nazwało "bardziej elastycznym podejściem". Kaplan tłumaczył logikę TIME'owi tak: gdybyśmy się zatrzymali, a inni nie – świat byłby mniej bezpieczny. Cóż – dokładnie tą samą logiką posługuje się każda firma w każdym wyścigu, żeby usprawiedliwić porzucenie zasad.
RSP zmieniono tuż po wycenie Anthropic na trzysta osiemdziesiąt miliardów dolarów i po roku wzrostu przychodów w tempie dziesięciokrotnym. Zbieg okoliczności, zapewne.
Sharma nie zarzucał Amodeiemu hipokryzji wprost, ale sugerował jasno: system jest silniejszy od człowieka. To system ustala zasady gry. Nawet gdy graczem jest ktoś taki jak Amodei.
Kto cię wybrał, Dario?
W listopadzie 2025 Anderson Cooper zapytał Amodeia w CBS 60 Minutes wprost: "Who elected you and Sam Altman?" – kto was wybrał, abyście decydowali o przyszłości za wszystkich? Amodei zapewnił o swoim dyskomforcie, że decyzje o najważniejszej technologii w historii ludzkości podejmuje kilka firm i kilka osób, w tym on. Pytanie wisiało w powietrzu przez chwilę, ale jak to w telewizji, cisza marnuje oglądalność, trzeba lecieć z kolejnymi punktami programu.
Tymczasem – problem stojący za pytaniem Coopera ma twarz, nazwisko i Nobla z chemii. Demis Hassabis, CEO Google DeepMind, w 2014 roku stanął przed tym samym rozgałęzieniem, przed którym Amodei stanął siedem lat później: rozwijasz swoją wizję – gdzie budujesz? Sam, z własnym sumieniem jako jedynym hamulcem, czy pod parasolem korporacji, z jej zasobami, ale i z jej władzą nad twoimi decyzjami? Hassabis wybrał korporację. Sprzedał DeepMind Google'owi za sześćset pięćdziesiąt milionów dolarów i wynegocjował pisemną gwarancję, że jego AI nigdy nie trafi do zastosowań militarnych. Wierzył, że zasoby giganta wystarczą. Przez dekadę miał rację. Potem Google zdecydowało inaczej – projekt Nimbus, kontrakt z Izraelem na usługi chmurowe w czasie, gdy te usługi miały oczywiste zastosowania wojskowe. Dwustu pracowników DeepMind podpisało list protestacyjny, ale co z tego? Hassabis nie odmówił swoim korporacyjnym panom, bo wtedy już tego zrobić nie mógł. Decyzja nie należała do niego. W zamian dostał Nobla z chemii za AlphaFold i infrastrukturę obliczeniową, jakiej żadna niezależna firma nie będzie mieć.
Amodei wybrał niezależność. Ostatecznie odmówił Pentagonowi – tam, gdzie Hassabis nie mógł odmówić Google'owi. I zapłacił za to realną cenę: utratą kontraktu oraz wojną z rządem. Ale jednocześnie w tym samym miesiącu po cichu zmienił własną politykę bezpieczeństwa, tę, którą sam zaprojektował, z której był dumny i która miała odróżniać Anthropic od wszystkich innych.
Hassabis sprzedał kontrolę, wymienił ją na osobisty sukces i pieniądze. Amodei ma kontrolę – i oddaje ją kawałek po kawałku, za każdym razem z przekonaniem, że ten konkretny kompromis jest ostatni, bo endgame jest coraz bliżej.
Dario Amodei wydaje się tym "lepszym" w zepsutym świecie technologicznych bossów. Ilustracja: El editorial / Shutterstock
Mesjasz z venture capital
Amodei prawie nigdy nie używa religijnego słownika – jest fizykiem z Princeton i nie wypada mu. Ale jego najlepiej znane eseje – zwłaszcza jeden, "Machines of Loving Grace" – mają strukturę, którą każdy student pierwszego roku teologii rozpoznałby od razu. Jest grzech: bieda, cierpienie, choroby. Jest zbawiciel: model dostatecznie inteligentny, by rozwiązać problemy, których my nie umiemy. Między jednym a drugim następuje sąd ostateczny, koniec świata, Eschaton.
Sąd ostateczny wydaje się odległym konceptem, kiedy musisz wstać o siódmej rano, tyrać na wypłatę od dziewiątej do siedemnastej, a potem starcza ci sił na obejrzenie nowego odcinka serialu – i tak wkoło Macieju. Można nawet za końcem świata rzewnie zatęsknić.
Co innego, kiedy budujesz maszynę zagłady, którą sam wyceniasz: jest dziesięć do dwudziestu pięciu procent prawdopodobieństwa, że wylądujemy w piekle. Oraz – istnieje tylko jedna, bardzo wąska ścieżka do nieba, którą należy podążać ostrożnie, ale zdecydowanie. I nie można zwlekać. Bo inaczej jakiś, za przeproszeniem, matoł zbuduje maszynę generującą 100 procent szans na piekło.
Jeśli się w to naprawdę wierzy – a Amodei wierzy, nie ma w tym pozy – perspektywa etyczna nagle wygląda inaczej. Wzięcie pieniędzy od oszusta przestaje być moralnie brudne. Te pieniądze to po prostu paliwo. Sprzedaż AI Palantirowi to nie udział w wojnie, tylko opłata za miejsce przy stole, gdy zacznie się to, co naprawdę ważne. A przepisanie własnych zasad bezpieczeństwa? Aktualizacja taktyki, nic więcej. No przecież idziemy do nieba; wolicie iść do nieba niż do piekła, prawda?
Nie wiem, w jakim stopniu Amodei jest cynikiem, a w jakim wyznawcą. Z naszej perspektywy możemy tylko powiedzieć: zobaczymy. Być może w pewnym momencie powie "sprawdzam", odejdzie od pokerowego stołu z grubą wypłatą, kupi sobie wyspę i w nosie będzie miał procentową szansę zagłady. Ale jeśli naprawdę widzi się w charakterze Jana Chrzciciela – nawet jeśli nigdy tak siebie nie określi – to pytanie o efekt przesuwa się z niego jako osoby podejmującej decyzje na system, który dyktuje mu zasady gry.
Czyli: z jakiej gleby wyrasta akurat jego wiara? Bo to nie jest mistycyzm pustelnika na pustyni. Eschatologia Amodeia hoduje się w bardzo konkretnym ekosystemie – tam, gdzie wycena spółki jest miarą prawdy, runda finansowania bywa sakramentem, a CEO jest jednocześnie prorokiem, kapłanem i akcjonariuszem większościowym. Amerykański turbokapitalizm ma własną teologię i od dawna obiecuje zbawienie przez wzrost. Pytanie, które wisi nad całą tą historią, brzmi mniej więcej tak: czy z takiej gleby w ogóle może wyrosnąć jakikolwiek mesjasz?
Czy sztuczna superinteligencja, nasze hipotetyczne złote dziecko, wychowane przez venture capital, od kołyski karmione kwartalnymi raportami przychodów, trenowane do bycia użytecznym dla swoich właścicieli i ich klientów, wyjdzie z tego domu jako zbawca ludzkości? Czy już nie powinniśmy czuć się odpowiednio zbawieni i bez niego, skoro PKB ciągle rośnie?
O Dario Amodei można powiedzieć wiele rzeczy – większość z nich raczej pozytywnych – ale nie da się powiedzieć, że jest większy od okoliczności, w których działa.
Zdjęcie ilustracyjne: El editorial / Shutterstock
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-20T09:52:10+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T09:24:09+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T09:01:04+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T08:07:23+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T07:26:02+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T06:51:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T06:41:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T06:31:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T06:21:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-20T06:11:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T21:27:17+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T20:44:14+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T19:54:13+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T19:47:58+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T19:46:30+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T19:46:04+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T18:56:14+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T17:53:09+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T17:28:06+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T17:14:12+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T16:42:10+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T16:33:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T16:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T15:34:31+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T13:59:10+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T13:32:22+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T13:19:19+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T13:07:35+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T12:06:23+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T11:47:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T11:17:30+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T11:11:18+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T10:49:19+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T10:41:50+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T10:34:49+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T10:12:22+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T09:12:11+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T09:10:17+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T08:58:55+02:00
Aktualizacja: 2026-05-19T07:58:26+02:00