Żabka wykosiła osiedlowe sklepy. Teraz bierze się za restauracje
Żabka już chwali się, że jest największą kawiarnią w Polsce, a i liczba sprzedanych pizz nie pozostawia obojętnym. Wygląda na to, że szykowany jest kolejny krok.

Z jednej strony Żabka rozwija swój samoobsługowy format, czego przykładem jest niedawno otwarty punkt na wrocławskim lotnisku, a z drugiej rzuca wyzwanie lokalnym kawiarniom, pizzeriom czy restauracjom.
W Warszawie w Polsce powstała prawdopodobnie pierwsza w Polsce... piętrowa Żabka - donosi portal warszawa.naszemiasto.pl.
Jak czytamy, punkt ulokowany na ul. Nowogrodzkiej, na tyłach hotelu Novotel, na pierwszy rzut oka wygląda jak typowa Żabka. Wystarczy jednak wejść po schodach, by zagościć w przestrzeni przypominającej lokal gastronomiczny. Ze zdjęć wynika, że wystrój bardziej przypomina bar mleczny, stołówkę czy typowego fast fooda niż modną kawiarnię, ale kto wie, w jakim kierunku chce zmierzać sieć.
Niby już w wielu Żabkach są miejsca do siedzenia, dzięki którym można spałaszować hot-doga lub wypić kawę na spokojnie, a nie w biegu, biorąc produkty na wynos. Była to jednak mała część często i tak niedużego sklepu. Czyżby Żabka otwierała się na nowych franczyzobiorców, dysponujących większymi lokalami? Jeden piętrowy sklep kuchennych rewolucji nie czyni, ale...
Żabka już jest gigantyczną siecią restauracyjną sprzedającą jedzenie
Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer w Żabce, komentując wyniki za pierwszy kwartał 2026 r. podkreślał sukces kampanii "Obiady czwartkowe".
- Sprzedaż dań gotowych wzrosła o ponad 30 proc. wartościowo i ponad 40 proc. wolumenowo. W każdy czwartek sprzedajemy już ponad pół miliona dań - przytaczał liczby.
Na początku roku Żabka chwaliła się, że sprzedaż pizzy w stylu neapolitańskim w 2025 r. przekroczyła 16,5 mln sztuk. Dzienny rekord sprzedaży wyniósł 88 tys. sztuk. Z kolei najczęściej wybieranym plackiem było Pepperoni – w 2025 roku sięgnięto po tę pizzę ponad 6 mln razy.
Żabka szczyci się też mianem największej sieci kawiarni w Polsce
W 2025 r. w okresie od stycznia do sierpnia sprzedano ponad 27 milionów kubków kawy. Za cały rok liczba musiała być jeszcze większa.
Jasne, jeśli podzielimy to na liczbę sklepów w całym kraju - a jest ich już ponad 12 tys. - to średnia liczba wydawanych naparów czy pizz na jeden punkt nie będzie imponująca. Ale jeżeli zwrócimy uwagę, że w wielu miastach Żabki są blisko siebie, to łączny wynik kilku punktów danej lokalizacji zrobi już większe wrażenie.
Żabka już wysyłała sygnały, że może być groźnym - śmiertelnym? - rywalem w gastronomii. Rok temu sklep przy ulicy Śliskiej 3 w Warszawie zamienił się w "przestrzeń kulinarną". Były neony jak w modnej knajpce, DJ, a nawet stoliki z obsługą kelnerską.
Zimą sieć chwaliła się natomiast pierwszym food truckiem prowadzonym przez franczyzobiorcę w Białce Tatrzańskiej. "Lokalizacja pojazdu Żabki pod podhalańskim stokiem wpisuje się w strategię firmy, która stawia na szybkie i wygodne zaspokajanie potrzeb konsumentów" - zwracano wówczas uwagę.
Chociaż najpopularniejsze produkty, takie jak hot-dog, pizza czy kawa, sprzedawane są w milionach, wciąż można uznać, że jedzenie w Żabkach jest tylko dodatkiem, jedną z wielu działalności. Żabka po swojej stronie ma jednak niskie ceny, kupony w aplikacji i skalę - jest jeszcze nie wszędzie, ale w naprawdę dużej liczbie miejscowości.
Żabka już nie dała szans w wyścigu wielu różnym usługom, więc choćby z tego powodu szczególnie mała gastronomia ma powody ku temu, by nie spać spokojnie. To nie tylko sklep osiedlowy czy warzywniak, ale też punkt, w którym drukuje się dokumenty, oddaje ubrania do naprawy i odbiera paczki. Miejsca, które kiedyś wypełniały całe ulice, zostały skondensowane do jednego sklepu. A w zasadzie to kilku, bo przecież nawet w bliskiej okolicy może być kilka, jeśli nie kilkanaście Żabek.
I niby łatwiej wypełnić lukę po krawcach, szewcach, placówkach pocztowych czy punktach ksero, bo dziś to usługi, z których korzysta się rzadko, raz na jakiś czas. Taka działalność przestała się opłacać, a dla Żabki jest jedną z wielu. Z restauracjami jest inaczej.
Nie chodzi się wyłącznie po to, aby coś zjeść
Ważne są też autorskie smaki, spędzenie wolnego czasu, doświadczenie czegoś nowego, przybywanie w miłej przestrzeni. Dziś Żabka kusi tym, że za nieduże pieniądze pozwala przekąsić coś ciepłego na szybko, w biegu albo zabierając podgrzane danie do domu. Ale czy zagrozi tym, dla których jedzenie jest czymś więcej niż tylko zaspokojeniem głodu?
Chciałbym wierzyć, że nie, choć akurat w tym przypadku jestem też pesymistą, a może nawet bardziej - realistą. Dużo się pod tym względem zmienia, ale nadal tęskno wzdycha się za kulturą, w której jedzenie jest rytuałem, nawet prosta kawa to szansa na zatrzymanie się, docenienie chwili, bycie tu i teraz. Lubię się tym mitom i legendom poddawać, dlatego zazdroszczę np. Portugalczykom, którzy podobno nigdy nie jedzą w biegu, tylko zawsze muszą zatrzymać się w kawiarni. Na ile w tym prawdy, nie wiem sam, ale z chęcią w tę bajkę wierzę, stawiając ją jako wzór do naśladowania.
Wiem też, z czego ten polski pośpiech wynika, więc nie dziwi mnie, że niektórzy dostosowują się do potrzeb ludzi, robiąc z tego świetny biznes.



















