Samsung i Google mają nowe okulary. Sprawdziłem, czy będziesz je chciał
Nowe inteligentne okulary zadebiutują w sklepach jesienią. Sprawdźcie, jak obsługa asystenta i lekka konstrukcja oprawek ułatwią wam codzienne zadania.

Rynek inteligentnych okularów przyspiesza. Do tej pory dominowała na nim Meta, jednak w Polsce jej urządzenia mają ograniczone możliwości - oficjalny brak sprzedaży oraz blokady regionalne utrudniają dostęp do funkcji AI. Nowa propozycja od Google'a i Samsunga wypełnia tę lukę, oferując wizję głębokiej integracji z usługami cyfrowymi.
Podczas tegorocznej konferencji Google I/O 2026 zaprezentowano nowe urządzenia z kategorii smart glasses. Miałem okazję założyć na nos prototypową wersję wyposażoną w miniaturowy wyświetlacz. Marku Zuckerbergu, twój czas się kończy.

Gemini eliminuje regionalne bariery
To, co uderza od pierwszych chwil spędzonych z nowymi okularami Google'a opartymi na świeżej platformie Android XR, to fakt, że urządzenie działa jest pełni funkcjonalnie - i tak również powinno w Polsce. Z tego, co zrozumiałem. Sercem tego sprzętu jest głęboka integracja ze sztuczną inteligencją Gemini, która w tym wydaniu deklasuje konkurencyjne rozwiązania.

W przypadku okularów Meta AI w naszej części świata konieczne było omijanie blokad regionalnych, aby uzyskać dostęp do zaawansowanego asystenta, a po polsku i tak oficjalnie nie porozmawiamy. Sprzęt od Google’a i Samsunga eliminuje ten problem - asystent radzi sobie bezbłędnie niezależnie od lokalizacji. I wychodzi na to, że będzie mówił do nas w rodzimym języku,
Użyteczność tego ekosystemu w codziennych zadaniach sprawia dobre pierwsze wrażenie:
- Płynna obsługa dotykowa: aby przejść do trybu konwersacyjnego, wystarczy dłużej przytrzymać palec na panelu dotykowym. Możesz wtedy rzucić swobodną komendę - gdy dla testu poprosiłem o "polski dubstep", okulary błyskawicznie rozpoczęły odtwarzanie losowej (ale zgodnej z prośbą) piosenki z YouTube Music.
- Skanowanie rzeczywistości do notatnika: to jedna z ciekawszych funkcji, o której nigdy bym nie pomyślał. Patrząc na fizyczną książkę kulinarną, wystarczyło, że poprosiłem Gemini sprawdzenie widocznego przede mną przepisu i zapisanie go w Google Keep. Asystent momentalnie "wyciągnął" tekst z otaczającego mnie świata i utworzył z niego notatkę w aplikacji. To fajne narzędzie do burzy mózgów czy szybkiego kolekcjonowania informacji.
- Integracja z ekosystemem: zrobienie zdjęcia okularami to kwestia niespełna 4 sekund, po których podgląd fotografii ląduje automatycznie nie tylko w telefonie, ale też bezpośrednio na tarczy twojego smartwatcha.

Lekka konstrukcja i modowy przez duże M (albo małe)
Wizualnie i konstrukcyjnie Google - we współpracy z Samsungiem oraz markami modowymi Warby Parker i Gentle Monster - odrobił zadanie domowe.

Wczesne wersje okularów ważą zaledwie około 49 gramów, i to w wersji z wyświetlaczem. Udało się to osiągnąć dzięki sprytnemu zabiegowi: większość ciężkich procesów obliczeniowych odbywa się w sparowanym smartfonie, co nie tylko odciąża same okulary, ale też może dobrze wpłynąć na czas pracy na baterii. Nie wiemy, ile będzie ważyła wersja bez takiego. Strzelam: jeszcze mniej, może pod 35-40 g.
Sama obsługa oprawek opiera się na prostych rozwiązaniach:
- w jednym z zauszników umieszczono responsywny panel dotykowy, reagujący na stuknięcia i przesunięcia palcem,
- na górnej krawędzi znajduje się fizyczny przycisk migawki aparatu,
- Google zachwyca się wzorową współpracą z zegarkami z systemem WearOS.
Jeśli chodzi o czyste technikalia aparatów, przedstawiciele firmy nie chcą jeszcze zdradzać dokładnych specyfikacji nagrywania wideo, ucinając temat obietnicą "świetnej jakości". Ciekawą - ale nie taką potrzebną - magią jest jednak funkcja natychmiastowej edycji zdjęć oparta na AI (działająca na podstawie modelu Nano Banana).
Podczas testu zrobiłem zdjęcie otoczenia z komendą: "Zmień wszystkie osoby na postacie z gry Wiedźmin 3". Zlecenie to trafiło do pracy w tle (co jest świetne, bo w międzyczasie mogłem dalej normalnie korzystać z okularów). Po upływie ok. 45-50 sekund na ekran wpada powiadomienie o gotowym dziele.


Wynik? Ciekawy, ale lekko niedopracowany obraz, na którym tłum za mną przypominał Jaskra, Yennefer i zgraję NPC-tów.
Sprawdziłem prototyp z wyświetlaczem
Testowałem prototyp wyposażony w wyświetlacz. To urządzenie, na które rynek będzie musiał poczekać dłużej niż na zapowiadaną na jesień wersję "audio", która ma stracić tylko ów wyświetlacz. Mimo to, podczas krótkiego dema, interfejs operujący tuż przed okiem działał sprawnie.
Obecność interfejsu operującego tuż przed okiem pokazuje potencjał asystentów AI połączonych z wizją. Rozwiązanie to błyszczy w dwóch kluczowych obszarach:
- Nawigacja w przestrzeni: okulary dostarczają nie tylko suchych komend, ale potrafią w czasie rzeczywistym wygenerować przed twoimi oczami malutką mapę, śledząc twoją dokładną pozycję. To funkcja, którą można autentycznie pokochać podczas pieszego zwiedzania nieznanych miast.
- Tłumaczenie na żywo: sprzęt potrafi w czasie rzeczywistym tłumaczyć zagraniczne napisy w otoczeniu oraz transkrybować mowę rozmówcy, wyświetlając przetłumaczone napisy tuż przed naszymi oczami.
Plus oczywiste wyświetlanie wiadomości tekstowych, łatwiejsza obsługa muzyki i tak dalej. Ot, to ekran przez twoim okiem, korzystaj z niego jak z ekranu.
Cena zrobi albo zepsuje ten sprzęt
W przypadku każdej technologii ubieralnej rejestrującej obraz powraca kluczowa kwestia prywatności. Projektanci z Mountain View zapewniają, że informowanie otoczenia o nagrywaniu za pomocą widocznych diod LED potraktowano priorytetowo.
Ostatnią, często decydującą kwestią pozostaje cena. Jeżeli Google udałoby się zejść w Polsce poniżej progu 2000 złza wersję audio, sprzęt mógłby okazać się małym hitem sprzedażowym. Może to być jednak trudne do osiągnięcia, zważywszy na zaangażowanie w projekt luksusowych marek modowych.
A zbyt zaporowa wycena może sprawić, że okulary pozostaną jedynie intrygującą ciekawostką, z którą tańsza konkurencja łatwo wygra walkę o portfele konsumentów.
W swojej obecnej formie nowe okulary od Google'a i Samsunga to wciąż sprzęt skierowany do specyficznej grupy pasjonatów technologii. Biorąc jednak pod uwagę płynność działania oraz możliwości prototypu z wyświetlaczem, jest to bez wątpienia największa i najbardziej obiecująca nowość sprzętowa tego roku.
Będziesz je potrzebował? Nie. Ale czy będziesz chciał? W wersji z wyświetlaczem to must-have dla majętnego geeka. Serio.



















