Dreame L10s Ultra kontra L10s Pro - pojedynek robotów sprzątających
Są niezwykle podobne i zarazem bardzo różne. Dreame L10s Pro i L10s Ultra to roboty odkurzające dla dwóch różnych grup odbiorców. Łączy je jakość sprzątania, a dzieli stopień automatyzacji czynności po powrocie urządzenia do bazy.

Różnicę widać już na pierwszy rzut oka. Dreame L10s Ultra trafia do nas w bardzo dużym pudełku, tymczasem model Dreame L10s Pro znajduje się w opakowaniu niewiele większym od samego robota. W pierwszym przypadku dostajemy małą stacją dokującą, w drugim potężną stację czyszczącą.
Same odkurzacze różnią się również wyglądem. Mimo że są częścią jednej rodziny, ich konstrukcja jest nieco inna. Model L10s Pro ma grafitowy kolor. Na górze znajduje się zdejmowalna pokrywa, pod którą znajdują się 2 pojemniki: jeden na wodę o pojemności 190 ml drugi na kurz (450 ml).

W L10s Ultra pod podnoszoną pokrywą ma wyłącznie pojemnik na kurz o pojemności 350 ml. Kolejnym elementem różnicującym jest możliwość monitorowania domu w czasie rzeczywistym.

Tylko w modelu L10s Ultra możemy włączać zdalnie monitoring mieszkania i wysyłać urządzenie do dowolnego pomieszczenia w celu wygenerowania obrazu na żywo.

Różnice znikają, gdy odwrócimy urządzenia. Na dole znajdziemy identyczny zestaw dwóch obrotowych padów mopujących, gumową szczotkę główną i trójramienną szczotkę boczną. Identyczny jest też zestaw sensorów. Oba odkurzacze mają silnik generujący maksymalną moc ssania rzędu 5300 Pa. Zgadza się również pojemność akumulatora wynosząca 5200 mAh.

Dreame L10s Pro i L10s Ultra – jak sprzątają?
Jak już wspomniałem oba odkurzacze są bardzo podobne pod względem specyfikacji technicznej dotyczącej odkurzania i mopowania. Przekłada się to na jakość sprzątania. Duża siła ssąca sprawia, że roboty radzą sobie z wszelkiego typu zanieczyszczeniami. Żwirek, kocia sierść, kołtuny kurzu, rozsypany cukier – wszystko to zbierają dokładnie.
W obu przypadkach mamy do wyboru trzy stopnie ssania – standardowy, mocny i turbo. Istnieje też możliwość skonfigurowania czyszczenia dywanów. Po pierwsze, możemy włączyć funkcję wykrywania dywanów. Po drugie, zarządzić unikanie ich sprzątania. Gdy ustawimy funkcję wzmocnienia na dywanach, po ich wykryciu roboty będą odkurzały je z większą mocą.
W codziennej praktyce oba modele dawały sobie radę z wszelkimi typowymi zanieczyszczeniami i trudno tu dostrzec zasadniczą różnicę.

Jak wygląda kwestia mycia podłóg? Modele L10s Ultra i Pro oferują trzy stopnie nawilżenia padów mopujących: lekko suchy, nawilżony i mokry. O ile mopy są identyczne i kręcą się z prędkością 180 rpm, to różnica polega na tym, że Dreame L10s Ultra pozwala na mycie z detergentem, który dostajemy w zestawie z odkurzaczem. Sprzęt będzie samodzielnie dozować płyn czyszczący po włączeniu takiej opcji w ustawieniach.

Druga różnica to funkcja szerszego pokrycia krawędzi i narożników w urządzeniu L10s Ultra. Polega to na tym, że poruszając się wzdłuż krawędzi, robot będzie wykonywał charakterystyczny kołyszący ruch, który zwiększa skuteczność mycia. Nie musimy korzystać z tej funkcji każdorazowo – wystarczy ustawić opcję "niska częstotliwość", by robot sprzątał w ten sposób raz na tydzień w trybie czyszczenia całego mieszkania. Druga możliwość to wysoka częstotliwość, wtedy wzmocnione mopowanie odbędzie się każdorazowo. Model L10s Pro nie posiada w ustawieniach takiej funkcji.
Ok, jak zatem wypadają oba roboty podczas mopowania? Nie ukrywam, że mamy tu zwycięstwo L10s Ultra. Mopowanie z detergentem jest skuteczniejsze, zwłaszcza, gdy zmagamy się z dużym zabrudzeniem. Wspomniana funkcja kołysania również zauważalnie wpływa na jakość sprzątania wzdłuż krawędzi ścian i w ich narożnikach. Innymi słowy – jest lepiej niż w L10s Pro.
Mycie podłóg w obu przypadkach jest efektywne. Model Ultra lepiej radzi sobie z bardziej uciążliwymi plamami, np. po kawie.
Dreame L10s Pro i L10s Ultra – najważniejsze różnice
Dochodzimy do najbardziej zauważalnej różnicy między Dreame L10s Pro i L10s Ultra. O ile pod względem sprzątania oba roboty wypadają podobnie, ze wskazaniem na Ultra z powodu wymienionego już czyszczenia z detergentem i wzmocnienia mopowania, o tyle oba urządzenia dzieli przepaść jeżeli chodzi o to, co dzieje się po sprzątaniu.
Dreame L10s Pro wróci do stacji, a my musimy zająć się resztą, czyli opróżnić pojemnik na kurz, zdemontować i wypłukać mopy. Dreame L10s Ultra zrobi to wszystko za nas. Dzieje się to za sprawą wzmiankowanej już stacji samoczyszczącej.

Jest ona sporych rozmiarów, ale nie zmarnowano tutaj przestrzeni. Po podniesieniu pokrywy zobaczymy dwa pojemniki na wodę czystą (2,5l) i brudną (2,4l). Pomiędzy nimi znajduje się miejsce na dedykowany detergent. To płaska buteleczka o zawierająca 300 ml płynu.

Poniżej pojemników umieszczono worek na kurz mający 3l pojemności i wystarczający na kilka miesięcy bez opróżniania.

Składa się to na następujący scenariusz. Po zakończeniu sprzątania stacja dokująca odsysa kurz z pojemnika w odkurzaczu do worka. Po zakończeniu tego procesu, płukane są mopy. Woda dostarczana jest na specjalną podstawkę z wypustkami, a w tym czasie mopy się kręcą. Trwa to kilkadziesiąt sekund. Ostatni etap to suszenie. Możemy zdecydować, czy potrwa 2, 3 czy 4 godziny.
Dreame L10s Ultra wraca również do stacji w trakcie sprzątania. Możemy ustawić metraż, po którym urządzenie wróci do stacji przepłukać mopy. Jest to przedział od 10 do 25 m2.
Dreame L10s Pro i L10s Ultra – który wybrać?
Jak widać różnica między Dreame L10s Pro i Ultra jest znacząca. Mamy tu dwa odkurzacze sprzątające na podobnym poziomie i jednocześnie oferujące zupełnie odmienne doświadczenie po zakończeniu sprzątania.
L10s Ultra jest niemal bezobsługowy. Nasza aktywność ogranicza się do wlewania i opróżniania zbiorników na wodę i raz na kilka miesięcy wymiany worka. To w zasadzie tyle – co jakiś czas trzeba jeszcze tylko przeczyścić czujniki urządzenia, ale to wyjątkowo prosta czynność zajmująca 2 minuty.
Dreame L10s Pro posprząta skutecznie, ale już po zakończeniu pracy zaangażuje nas do opróżniania pojemnika i płukania mopów. Nie wygląda to źle, ale gdy już raz spróbujemy automatyzacji oferowanej przez wyższy model, nie chcemy wracać do samodzielnego czyszczenia robota.

Trzeci aspekt to dodatkowa funkcja monitoringu. Jest on mniej ważny i wielu przypadkach nie będzie w ogóle brany pod uwagę w procesie zakupowym. Warto jednak wspomnieć, że to całkiem przydatna funkcja, gdy wyjeżdżamy na wakacje lub chcemy podejrzeć w ciągu dnia, co porabia nasze zwierzę domowe.
Różnica w cenie między Dreame L10s Pro i L10s Ultra jest duża. Tańszy i mniej zaawansowany model kosztuje w momencie pisania tekstu 1969 zł, a droższy 4099 zł. Za cenę tego drugiego kupimy dwa pierwsze – ta informacja działa na wyobraźnię.
Decyzja zakupowa będzie rozgrywać się prawdopodobnie nie wokół sprzątania, ale samooczyszczenia. Jeżeli chcemy, żeby robot robił niemal wszystko za nas i nie zamierzamy nim się zajmować – wybierzmy L10s Ultra. Jeżeli przeżyjemy bez stacji samoczyszczącej, detergentu i kamery monitorującej – cena L10s Pro wydaje się bardzo atrakcyjna.
Sprzęt do testów dostarczyła firma InnPro - dystrybutor marki Dreame.