REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Technologie

Mało która gra tak dzieli fanów jak remake The Last of Us. Sam jestem rozdarty, chociaż kocham tę serię

Już tylko kilka tygodni dzieli nas od debiutu The Last of Us Part I - kolejnej gry spod szyldu PlayStation Studios. Pierwszy raz widzę jednak, aby obóz fanów Sony był tak podzielony za sprawą nadchodzącej produkcji. Nawet najwięksi fani TLoU zastanawiają się nad zasadnością tej premiery.

Remake The Last of Us dzieli fanów. Sam jestem rozdarty
REKLAMA

Gdy za kuluarami zaczęto przebąkiwać o remake'u pierwszego The Last of Us, zupełnie poważnie sądziłem, że to niewybredny żart. Sony ma tyle rewelacyjnych marek godnych odtworzenia w swoim portfolio, że akurat The Last of Us - mimo mej absolutnej miłości dla tej produkcji - znajduje się na samym dole listy. Resistance, InFamous, Buzz!, SOCOM, Sly Cooper, MotorStorm, Jak and Daxter, Twisted Metal - kandydatów do powrotu jest naprawdę sporo.

REKLAMA

Kiedy remake The Last of Us został oficjalnie zapowiedziany, moje pierwsze i w zasadzie jedyne pytanie brzmiało: ale dlaczego? Dzisiaj, na kilka tygodni przed premierą gry, wciąż brakuje mi dobrej odpowiedzi. To trzeci raz, kiedy pierwsze The Last of Us pojawi się na sklepowych półkach. Trzeci raz w pełnej cenie i znowu bez żadnej kluczowej nowej zawartości. Przeciwnie: remake został wykastrowany z modułu wieloosobowego, oferowanego w remasterze dla PS4 oraz w oryginale z PS3.

Gdy rozbijam The Last of Us: Part I na czynniki pierwsze, moje szkiełko widzi więcej minusów niż plusów. Oczywiście poniższa lista jest do bólu subiektywna. Pozwala mi jednak pokazać, dlaczego nawet osoba zakochana w The Last of Us może grymasić na wiadomość o nadchodzącym remake'u. Tworząc poniższe punkty wykorzystałem nowe screeny z The Last of Us Part I dla PlayStation 5, które właśnie wyciekły do sieci i można je znaleźć m.in. na Twitterze.

[+] The Last of Us Part I spełnia formalne kryteria remake'u. Widać to m.in. na nowych screenach z gry.

Mówimy o zmianach wykraczających poza odświeżone tekstury w wyższej rozdzielczości. Spójrzcie na budynki na wprost głównego bohatera, widoczne na samym dole poniższej grafiki. Zmianie uległa cała geometria trójwymiarowych brył. Zostały dodane kompletnie nowe obiekty 3D. Wymieniono także tekstury. Nie tylko zwiększono ich rozdzielczość, ale również wykorzystano kompletnie nowe, niespotykane wcześniej zasoby.

Kliknij, aby powiększyć i zobaczyć różnice

Wygląda na to, że prawdą jest deklaracja twórców z Naughty Dog, jakoby The Last of Us Part I było budowane kompletnie od zera, ale z zachowaniem chorobliwej wierności względem oryginału. Wykonanie poziomów zdaje się odzwierciedlać te deklaracje. Chociaż trudno stwierdzić, czy zmieni się układ przestrzenny (wygląda na to, że nie), tak poczynione zmiany wychodzą daleko poza kosmetyczne odświeżenie otoczenia charakterystyczne dla remasterów.

[-] Cena to kwestia, którą trudno pominąć. Sony chce za The Last of Us Part I aż 339 złotych.

Japońska firma sprzedaje swój flagowy tytuł w nowej, podwyższonej stawce. Posiadacze The Last of Us dla PS3 oraz The Last of Us Remastered dla PS4 nie mogą liczyć na żadne rabaty. Jeśli chcemy przeżyć po raz kolejny tę samą wspaniałą opowieść, musimy zapłacić najwyższą cenę obowiązującą we współczesnej branży gier. Na obronę Sony warto wskazać, że w zestawie z grą będzie również fabularne DLC Left Behind.

Cena to jedna z głównych kości niezgody pośród fanów TLoU. Wielu z nas deklaruje gotowość zakupu remake'u, ale nie za 70 dolarów. Zdaniem dużej części graczy cena 40 - 50 dolarów wydaje się bardziej "sprawiedliwa", biorąc pod uwagę, że Naughty Dog bazuje na gotowym materiale. Pracy rzekomo jest więc mniej, tak samo jak kosztów z nią związanych. Poza tym wysoka cena nie uwzględnia wielkiego braku względem wersji dla PS3 i PS4, czyli trybu Factions.

[-] W The Last of Us Part I zabraknie modułu multiplayer. Dla mnie to spora wada.

Chyba wszyscy się zgodzimy, że gry Naughty Dog kupuje się przede wszystkim dla wspaniałych, filmowych kampanii dla jednego gracza. Tak się jednak składa, że to studio produkuje również niczego sobie moduły wieloosobowe. Doskonałym tego przykładem było multi z Uncharted 4 czy właśnie The Last of Us Remastered. Chociaż rozgrywka online stanowi tylko dodatek, był to dodatek wysokiej jakości, wydłużający żywotność gry o kilkanaście długich godzin.

Naprawdę lubiłem wielosobowe The Last of Us Factions dla PS4. Bezwzględna rozgrywka PvP, której istotną częścią były podchody oraz skradanie, stanowiła miłą odmianę względem silniej nastawionych na akcję tytułów. Factions potrafiło trzymać w napięciu mocniej niż nie jedna filmowa kampania. Niestety, w remake'u TLoU zabraknie trybu wieloosobowego, chociaż sama gra będzie o 10 dolarów droższa od The Last of Us Remastered.

Fani serii od razu zwrócą uwagę na fakt, że Naughty Dog pracuje nad wieloosobowym projektem w uniwersum The Last of Us, także nie powinienem narzekać. Zwłaszcza że taka gra najprawdopodobniej będzie darmowa. Tyle tylko, że osobę kupującą The Last of Us Part I na PS5 ma to prawo kompletnie nie obchodzić. Taki gracz wydaje 339 złotych (lub więcej) tutaj i teraz. Dostaje za to znacznie mniej (ale za to ładniej i płynniej) niż kilka lat temu.

[+] Zmienia się nie tylko grafika. Lepsze ma być sterowanie oraz walki. Dla mnie to kluczowa zaleta.

Niedawne The Last of Us Part II zachwyciło mnie pomysłem na walki. Twórcy stworzyli stosunkowo duże areny pełne obiektów umożliwiających oskryptowane, ale niezwykle efektowne sekwencje. Bohaterowie obijający się o ściany, wyrywający elementy otoczenia i zamieniający je na bronie sprawiali wrażenie żywcem wyjętych z hollywoodzkiego filmu. Niesamowity efekt. Poziom naturalności oraz płynności tak efektownego, pełnego oskryptowanej akcji systemu był czymś absolutnie wyjątkowym.

Wiemy, że system walki w remake'u The Last of Us zostanie zmieniony. Jeśli Naughty Dog zaoferuje graczom takie doświadczenie jak w Part II, będzie to naprawdę zasadna zmiana. Aby jednak była możliwa, twórcy musieliby przeprojektować znaczną część aren, na której pojawiają się przeciwnicy. Jak najbardziej jest to do zrobienia, lecz niestety, dotychczasowe materiały oraz przecieki zdają się tego nie potwierdzać.

Bardzo możliwe, że ostatecznie dostaniemy coś pomiędzy rewelacyjną walką z The Last of Us Part II oraz mozolną szamotaniną z pierwszego TLoU. Wykorzystanie środowiska będzie mniejsze, ale same animacje oraz sekwencje zostaną znacząco ulepszone. Jestem zdecydowanie na tak, bo chociaż pierwsze The Last of Us wolę nawet bardziej od drugiej odsłony, tak mechanika walk zdążyła się już tam nieładnie zestarzeć.

[-] Wiele atrakcji z The Last of Us Part I wygląda jak typowe hasła reklamowe remastera.

Sony chwali się m.in. wsparciem dla adaptacyjnych spustów i haptyki w kontrolerze DualSense, a także wsparciem Tempest 3D Audio. Twórcy pokazują również nowe, znacznie bardziej realistyczne wizerunki bohaterów. Sceny przerywnikowe będą renderowane w czasie rzeczywistym, zwiększając poziom spójności i immersji. Naughty Dog obiecuje ponadto więcej opcji dostępności, pomagających graczom z różnego rodzaju dysfunkcjami i dolegliwościami.

Wszystko to bardzo dobre wiadomości, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że znaczna część katalogu atrakcji dla The Last of Us Part I to elementy charakterystyczne dla remastera, nie remake'u. Sony robi co może, tłumacząc cenę ustaloną na poziomie 339 złotych, lecz gdy do argumentacji wkradają się takie pozycje jak adaptacyjne spusty, zaczynam wykrzywiać twarz w grymasie. Wsparcie dla unikalnych funkcji DualSense to coś, co wielu deweloperów dodaje do edycji gier dla PS5 za darmo, podczas gdy Sony ogłasza to z wielkimi fanfarami.

[+] Przejście na nowy silnik to zawsze gigantyczne przedsięwzięcie i trzeba zdawać sobie z tego sprawę.

Nadchodzące The Last of Us: Part I będzie działać na nowej wersji silnika, stworzonego przez Naughty Dog na potrzeby Part II. Na papierze rzecz nie wydaje się przesadnie imponująca, ale zmiana środowiska narzędziowego to znacznie bardziej skomplikowana kwestia niż podmiana tekstur czy dodanie nowych efektów świetlnych. Doskonale przekonało się o tym np. BioWare, które poległo, próbując przenieść trylogię Mass Effect z Unreal Engine 3 na Unreal Engine 4.

Dzięki nowemu silnikowi w The Last of Us Part I zagramy w 4K, z 60 klatkami na sekundę, przy błyskawicznym wczytywaniu zasobów. Wyższa rozdzielczość oraz większa płynność to tylko część z benefitów nowego środowiska. Naughty Dog może zastosować bardziej zaawansowaną logikę, co przekłada się na lepsze zachowanie tony obiektów: od wystrzelonych strzał po humanoidalnych przeciwników. Nie jest to bez znaczenia, jeśli mamy otrzymać nowe sekwencje walki. Do tego dochodzi cała masa efektów środowiskowych, a jak znam Naughty Dog, tak będą w tym obszarze tworzyć absolutne cuda.

The Last of Us Part I za 339 złotych - kupisz, nie kupisz?

Jestem przeciwnikiem sprowadzania każdej dyskusji do bon motu "nie chcesz, nie kupuj". Sprawa nie jest tak prosta, chociażby ze względu straty ukryte. Naughty Dog oddelegował część producentów to prac nad Part I. To zasób, który w innym przypadku mógłby tworzyć samodzielny moduł wieloosobowy. Ten sam, który zaliczył spore opóźnienie, m.in. ze względu na ambicje utytułowanych twórców. Zastanawiając się, czy remake pierwszego TLoU jest zasadny, myślę również o tym, co gracze mogliby zyskać zamiast niego.

REKLAMA

Jak pisałem wcześniej, mam słabość do tej serii. Dlatego Part I zamierzam kupić, ponownie przeżywając niesamowitą historię. Nie dziwi mnie jednak, że nawet kibice PlayStation marszczą czoła, myśląc o tym projekcie. Mogę się mylić, ale remake raczej nie jest odpowiedzią na zapotrzebowanie fanów. Tytuł będzie za to stanowił świetną ofertę dla rzesz nowych odbiorców, o ile serial HBO o tym samym tytule okaże się odpowiednio dobry.

Dla mnie największym plusem powstania remake'u jest jego premiera na komputerach osobistych. To pierwszy raz, kiedy The Last of Us wyląduje na PC i już nie mogę się doczekać reakcji komputerowych graczy. Bardzo mnie cieszy, że użytkownicy Steam będą mogli poznać najlepsze, co kiedykolwiek miało do zaoferowania PlayStation. Liczę również na zaangażowanie sceny modderskiej, która tchnie w TLoU pewne poczucie świeżości, którego raczej brakuje w zapowiedziach remake'u.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA