REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Sprzęt

Wróciłem do słuchawek przewodowych. Nie wiem, jak mogłem korzystać z bezprzewodowych

Słuchawki bezprzewodowe wypierają słuchawki przewodowe. Czy kabel tak bardzo przeszkadza? Jakie słuchawki wybrać, bezprzewodowe czy przewodowe?

Słuchawki bezprzewodowe czy przewodowe? Jakie słuchawki wybrać?
REKLAMA

Jakiś czas temu pojawiły się badania, z których wynikało, że młodzi ludzie coraz częściej wolą słuchawki przewodowe niż bezprzewodowe. A że metrykalnie, a tym bardziej duchowo, ciągle czuję się młody, stwierdziłem, że coś w tym musi być, bo od kilku miesięcy planowałem pogodzenie się z kablem. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, a po kilku tygodniach użytkowania mam jedno pytanie: bezprzewodowcy, jak wy żyjecie?

REKLAMA

Jest 2022 r. i choć wydawałoby się, że cywilizacyjnie poszliśmy do przodu, ludzie nadal robią dziwne rzeczy - jedzą kiwi ze skórką, oglądają sitcomy czy używają słuchawek przewodowych. To ostatnie jest szczególnie trudne do zrozumienia, choć są dwie sytuacje, kiedy nawet zagorzały zwolennik słuchawek bezprzewodowych doceni kabel - napisał jakiś czas temu Łukasz Kotkowski, niejako wywołując mnie do tablicy.

Nie, nie chodzi o to, że wcinam kiwi ze skórką - na takie kosmicznie absurdalne pomysły wpadają u nas inni - ani nawet o to, że odżyła moja sympatia do serialu "Przyjaciele". Powód tego bezpardonowego ataku na mnie i moich bliskich był inny: należę do grupy osób używających słuchawek przewodowych.

Łukasz wprawdzie napisał, że ma to sens, ale tak naprawdę jego zdaniem kabel sprawdza się u bardzo wąskiej grupy odbiorców:

Pierwszym takim zastosowaniem jest tworzenie muzyki. (…) Kolejne zastosowanie to chęć całkowitego oddania się muzyce. Dopóki słucham muzyki niejako w tle, jestem w stanie się pogodzić ze stratą jakości, jaką niechybnie niesie ze sobą łączność Bluetooth. Choć tu trzeba powiedzieć, że dla znakomitej większości melomanów jakość oferowana przez słuchawki bezprzewodowe będzie więcej niż wystarczająca; modele takie jak Soundcore Liberty 3 Pro w połączeniu z kodekiem LDAC gwarantują nieprawdopodobnie wysoką jakość dźwięku jak na swój rozmiar i połączenie bezprzewodowe.

Pierwsze mnie nie dotyczy - moja przygoda z instrumentami zakończyła się dwutygodniową próbą nauki gry na gitarze, której efektem było zagranie charakterystycznego wstępu do "Smoke on the Water".

Przez pięć sekund.

Na jednej strunie.

Ale już drugie zastosowanie mnie dotyczy i to bardzo. "Odkąd pamiętam w domu zawsze była muzyka, na szpulach, kasetach, na winylowych płytach" czy "To coś więcej niż te pliki bez muzyki byłbym nikim" - to wersy o mnie.

Tyle że wcale nie jestem takim słuchaczem jak Łukasz:

Osobiście za każdym razem, gdy odkryję nowy utwór lub album, który naprawdę do mnie przemawia, staram się nie tylko maltretować go ile się da w aucie czy na TWS-ach, ale znaleźć wolną chwilę, by skorzystać z naprawdę dobrych słuchawek, podłączyć je do wysokiej jakości DAC-a i odtworzyć muzykę z najwyższej możliwej jakości źródła, którym zwykle jest dla mnie Apple Music i formaty Lossless oraz Hi-res Lossles

To znaczy jestem, ale trochę innym. Słucham muzyki na winylach, płytach CD czy kasetach - i uważam, że ten ostatni format też potrafi brzmieć pięknie. Jest momentami niedoskonały, zabrudzony, ale dużo pełniejszy i cieplejszy niż nawet winyl.

Muzyki słucham więc ze swojego dużego sprzętu grającego. Słuchawki mam na wypady: jazdę hulajnogą, tramwajem czy spacer. Wydawać by się mogło, że do takich zastosowań wystarczą bezprzewodowe. I faktycznie tak było. Testowałem niedrogie słuchawki od Realme, w końcu zdecydowałem się na Huwaei FreeBuds 4i. Uważałem, że grają zaskakująco w porządku jak na swój rozmiar i cenę. Ale...

Tak, zapominałem ich ładować

Być może to kwestia mojego roztargnienia albo niezdiagnozowanego ADHD, ale nawet zapamiętanie, by podłączyć telefon do ładowarki to już dla mnie jest wyzwanie. Doszło w końcu do tego, że pozbyłem się Kindle'a, bo miałem dość tego, że w trakcie podróży okazuje się, że czytnik ma wyładowany akumulator. Dźwigam kilka książek w plecaku, ale za to mam pewność, że będę mógł z nich skorzystać.

Na liście do wyeliminowania były więc słuchawki bezprzewodowe. Wybór następcy padł na model Koss Porta Pro. To bardzo szanowana marka, ale kupiłem je z innego powodu - Łukaszu, dla twojego spokoju apeluję: nie czytaj dalej - wyglądu.

Poleciła je jedna z tiktokerek, którą obserwuję ze względu na muzykę. Nagrała też filmik o tanich, ale dobrych słuchawkach przewodowych i Koss Porta Pro otwierały jej zestawienie. Pochwaliła je także za retro wygląd - jak z lat 80. i 90. Może i jestem ofiarą nostalgii, ale spodobały mi się.

Wygląd szedł na dalszy plan, gdy założyłem je na głowę - wygodne, bardzo łatwo dopasowują się do kształtu czaszki, nawet gdy macie na sobie czapkę – i włączyłem pierwszy lepszy utwór. Jaki zaskakujący bas! Jakie dobre brzmienie! Słyszę wszystko wyraźnie i elegancko, a przy tym nie jestem odcięty od otoczenia? I to wszystko za śmieszne 150 zł, czyli znacznie mniej od bezprzewodowych słuchawek chińskich firm?! Byłem w pozytywnym szoku.

Na temat samego dźwięku nie ma sensu się jednak rozprawiać, tym bardziej że może te same efekty zapewnia model bezprzewodowy, który też jest dostępny - choć naprawdę kusi mnie napisać "nie sądzę", bo te stosunkowo tanie słuchawki grają lepiej niż bezprzewodowe do plus minus 600 zł, które miałem okazje mieć na/w uszach. Nie miałem jednak porównania, więc zostawmy ten wątek. Tym bardziej że zalety kabla widzę gdzie indziej.

Słuchawki Koss Porta Pro Classic

Nie muszę przejmować się ładowaniem słuchawek przewodowych - to pierwsze i najważniejsze

Nie muszę się obawiać, że zgubię słuchawki - to po drugie. Koss Porta Pro bardzo wygodnie się składa i można bezproblemowo wsadzić je do kieszeni kurtki, bluzy czy nawet spodni, jeśli nosicie buggie jeansy czy szerokie dresy. Dzięki temu zawsze wiem, że mam sprzęt przy sobie, natomiast w przypadku małych słuchawek i równie małych pojemniczków na nie zdarzało mi się kilkukrotnie nerwowo uderzać w kieszenie, by zobaczyć, czy etui jest.

Teraz mi się to nie zdarza. Gdybym miał bezprzewodowe Koss Porta Pro też by ten problem nie występował? Być może, ale też trzeba pamiętać, że kabel zwiększa widoczność urządzenia. To może naciągany argument, jednak faktem jest, że nie zdarzyło mi się szukać tych słuchawek, a mam tendencję do gubienia wszystkiego.

Rozumiem, że bardzo łatwo odbić piłeczkę - to jest specyficzne zastosowanie, nie każdy jest roztargnionym bałaganiarzem. Ale za niewielkie pieniądze dostałem i wygodę, i zadowalającą mnie jakość. I przyjemny wygląd. Chyba się opłacało.

Nie będę ukrywał - przewodowe słuchawki są, a przynajmniej mogą być, pewnym manifestem. Naiwnym, owszem, ale jednak. Moje zamiłowanie do papierowych książek czy trwałych nośników jest wyrazem braku zaufania do streamingu i przechowywania danych w chmurach. Mam dosyć sytuacji, kiedy chcę wrócić do jakiegoś filmu, który oglądałem na platformie VOD, a teraz już go nie ma.

Zabrzmi to oczywiście górnolotnie, ale nawet ten głupi i niepozorny kabel jest jakimś zaczepieniem w starych, bezpiecznych czasach - kiedy słuchanie muzyki było pewnym procesem, wymagającym pewnego przygotowania.

Dlatego bardzo cieszy mnie wyciąganie winylu z opakowania, włożenie go do gramofonu, a potem przerzucenie strony, gdy skończy się pierwsza część. W podpinaniu kabla aż takiego nabożeństwa może i nie ma, ale dla mnie to element rytuału, przejścia do innego, lepszego świata muzyki.

REKLAMA

Słuchawki bezprzewodowe czy przewodowe? Wróciłem do kabla

Dorabiam do tego ideologię, ale w czym problem? Wiem na pewno, że po ponad miesiącu ze słuchawkami na kablu nie wrócę prędko do bezprzewodowych. I naprawdę nie wiem, co musiałoby mnie skłonić do takiego ruchu - na tę chwilę sobie tego nie wyobrażam.  

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA