REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie

Wielki Galeriowiec Titanic i blok-statek na Kiełczowskiej. Wrocław myśli, że leży nad morzem

We Wrocławiu są dwa bardzo charakterystyczne bloki mieszkalne nawiązujące do morza. Pierwszy z nich to galeriowiec Titanic. Drugi to blok-statek na przy ulicy Kiełczowskiej na osiedlu TBS "Nasze Kąty".

Teoria spiskowa: Titanic nie zatonął
REKLAMA

Uwielbiam morze, mieszkam w Łodzi, więc musi fascynować mnie architektura w jakiś sposób nawiązująca do morskiego świata. We Wrocławiu znaleźć można kilka perełek i jednego potworka, doskonale pokazującego, że czasami lepiej nie przenosić morza do Dolnego Śląska. Ale w sumie - czemu by nie?

REKLAMA

Wbrew pozorom architektura inspirowana morzem lub statkami nie jest nieobecna nawet w centrum kraju. Czasami są to małe projekty, jak np. fragment jednego z łódzkich osiedli. To dość zaskakujące, bo trafiając na ulice Podmiejską nagle można poczuć się tak, jakbyśmy wylądowali co najmniej w Gdyni.

Na tej niepozornej, niezbyt zadbanej ulicy znajduje się Pomnik Ludzi Morza

Naprzeciwko zaś jest liceum, które powołane zostało do Ligi Morskiej ("polska organizacja społeczna stawiająca sobie za cel propagowanie zagadnień morskich wśród społeczeństwa polskiego"), a następnie otworzono w nim Muzeum Morskie. Znajdują się w nim eksponaty przekazane przez osoby związane z morzem, w tym "kordzik admiralski, stroje nurków czy zbiór medali okolicznościowych".

Ciągle mnie to dziwi. Muzeum Morza w środku... właściwie to niczego, starego, zwykłego osiedla.

Wspomniany pomnik powstał w hołdzie wiceadmirałowi Zdzisławowi Studzińskiemu, który urodził się w Łodzi, a od 1950 do 1952 dowodził niszczycielem ORP "Błyskawica". Te morskie akcenty odkrywa się niejako przez przypadek, bo większą uwagę zwracają bloki na ulicy Słowackiego i Stanisława Jachowicza.

Ich kształt przypomina mi żagle. Nie mam pojęcia, czy architekci myśleli podobnie, ale "morskość" tej okolicy nie daje mi spokoju. Musiało tak być, bo przecież to niby zwykłe kamienice, a wyglądają inaczej niż wszystkie. Gdy patrzę na nie z okna, mam wrażenie, że to małe żaglówki.

Niedaleko jest zaś Czerwony Rynek. A w nim fascynujące są bloki, jakże inne od tych typowych osiedlowych. One też przypominają mi morze – powinny stać w jakiejś morskiej miejscowości, a z tych balkonów-kajut powinno patrzeć się na piaszczystą, słoneczną plażę.

Wręcz śródziemnomorskie skojarzenie budzą też mniejsze warianty, jakby były żaglówkami gotowymi wypłynąć w morze. Budynki dosłownie otoczone są typowymi łódzkimi blokami z wielkiej płyty, więc kiedy wychodzi im się na spotkanie, ma się wrażenie, że oto wpłynął luksusowy statek.

Galeriowiec Titanic we Wrocławiu, jak wielki, luksusowy statek

Być może ponosi mnie tęsknota za Trójmiastem i wyobraźnia pracuje za mocno. Ale celowo szukam morskich akcentów – czy te okna w blokach o jakże śmiesznej nazwie "Bolek i Lolek" nie są nawiązaniem do tych ze statków – by choć myślami znaleźć się bliżej Bałtyku. Usprawiedliwiam się, że to całkiem naturalne, bo architekci też dawali się ponieść tej pasji. Jak we Wrocławiu.

Wrocławski "Galeriowiec" Titanic jest nawet dla mnie bardziej morski niż słynne gdańskie Falowce. Skojarzenie z Titaniciem nasuwa się samo. Blok jest jak wielki, luksusowy statek, aż można sobie wyobrazić, że w środku pełno jest luksusowych kajut, kasyna, baseny, dancingi co wieczór, wielkie akwarium, dzięki któremu można obserwować podwodny świat.

I tu wyobraźnia prowadzi na manowce

W praktyce w "Galeriowcu" Titanic aż tak fajnie się ponoć nie mieszkało. Kiedy w 2015 r. ogłoszono remont charakterystycznych bloków, tak portal wroclaw.pl pisał, dlaczego modernizacja jest konieczna.

- Dobrze, że prawie po 20 latach budynek przechodzi remont. Mieszkańcy, ze skrajnych lokali sygnalizowali, że na ścianach tworzył się grzyb, było zimno i ocieplenie było niezbędne. Oni się cieszą z remontu. Dodatkowo, na pochwałę zasługuje gruntowny remont klatek schodowych

- przekonywała Anna Pieńkowska z Rady Osiedla Powstańców Śląskich.

Jak to sprzed 20 lat? Takie ambitne projekty kojarzą się raczej z czasami PRL-u, gdzie, owszem, architektom pozwalano na wiele, ale ze względu na politykę państwa nie zawsze myślano o mieszkańcach. Przykładem tego jest słynne lubelskie osiedle Hansenów, które w innym systemie pewnie byłoby doskonałe. A tak do kawalerek zaprojektowanych z myślą o singlach trafiały rodziny z dziećmi, a te większe mieszkania, szykowane właśnie dla rodziców i pociech, zamieszkiwali samotni mężczyźni.

Czytaj też:

Ale wrocławski "Galerowiec" powstał w 1991 r. Morskie nawiązania to już nie mój wymysł. Sam architekt, Julian Łowiński, przyznawał, że w ten sposób chciał zrealizować swoje marynistyczne pasje.

- Jedynym tematem graficznym, który mnie interesował, była pasja do wszystkiego co pływa - nie ustała ona do dnia dzisiejszego; pewnie nie zdradzę zbyt wielkiej tajemnicy, jeśli powiem, że wielki galeriowiec przy Powstańców Śląskich został zainspirowany właśnie ideą liniowca pasażerskiego

- mówił Julian Łowiński podczas rozdania honorowych nagród Stowarzyszenia Architektów Polskich.
źródło: SARP

Titanic zresztą towarzyszył Łowińskiemu od samych początków architektury. Na egzaminie wstępnym otrzymał pytanie: ile kominów miał legendarny statek? Odpowiedział prawidłowo, został studentem architektury, a zaraz po tym kupił sobie… białą czapkę.

Dziś na blokowy statek ludzie patrzą różnie. Niektórzy zachwycają się konstrukcją, jak ja. Inni uważają, że zaburza krajobraz. Cóż, jeśli coś przeszkadza w obserwowaniu znajdującej się niedaleko wieży SkyTower, to raczej należy ten budynek za to chwalić, a nie ganić.

Blok-statek na Kiełczowskiej. We Wrocławiu tęsknią za morzem jeszcze bardziej niż ja

Blok-statek we Wrocławiu

I czasami ma to swoje negatywne skutki. O ile Titanic-galeriowiec inspirowany jest wielkim pasażerskim statkiem, tak pewien budynek nie chciał pozostawiać jakichkolwiek złudzeń. To blok przy ulicy Kiełczowskiej na Psim Polu. Swego czasu przy nietypowym budynku ulokowano nawet plażową knajpę - Playa Del Psiak. Niestety już nie istnieje.

REKLAMA

I choć jest to dziwo na niespotykaną skalę, budynek budzi we mnie pewną sympatię. Jest okropny, kolory są pstrokate, aż chce się zakrzyknąć: "kto to wymyślił?!". A potem uścisnąć mu dłoń i pogratulować, że przekonał ludzi do zrealizowania tak szalonego projektu. Patrzę na dzieło TBS-u "Nasze Kąty" i zazdroszczę fantazji.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA