REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. technologie

Szybkie ładowanie wcale nie niszczy akumulatora. Patrzcie tylko na Oppo

Szybkie ładowanie w smartfonach jest tematem, dookoła którego narosło sporo obaw i sporo mitów. Czy szybkie ładowanie niszczy akumulator? Oppo postanowiło pokazać, że te obawy można odłożyć na bok.

Oppo pokazuje, że szybkie ładowanie nie szkodzi smartfonom
REKLAMA

Pamiętacie jeszcze czasy, w których ładowarki do telefonów miały maksymalnie 5W mocy? Ok, jeśli korzystacie z iPhone'ów, to pewnie tak, bo aż do iPhone'a 11 taka ładowarka znajdowała w opakowaniu, dziś zaś Apple sprzedaje swoje telefony z zasilaczem o mocy… a nie, czekaj.

REKLAMA

U reszty świata od lat funkcjonuje szybkie i szybsze ładowanie, które w ciągu ostatnich dwóch, trzech lat zaczęło ocierać się o absurd. 25W, które jeszcze pół dekady temu było standardem szybkiego ładowania, dziś jest wyśmiewane w smartfonach Samsunga, zaś standardem robi się 45 lub nawet 67/68W. Dla porównania, zasilacz większości ultrabooków ma nie więcej niż 65W.

Oppo uznało ostatnio, że te wyniki można poprawić i zapowiedziało ładowanie SuperVOOC z mocą 150W, a nawet… 240W, które ma naładować akumulator o pojemności 4500 mAh w zaledwie 9 minut. Dla kontekstu - gamingowy laptop z grafiką RTX 3080, na którym wystukuję te słowa, ma zasilacz 230W.

Jak takie ładowanie wpłynie na żywotność akumulatorów? Okazuje się, że… wcale.

Szybkie ładowanie w smartfonach Oppo ma znikomy wpływ na trwałość baterii.

W szybkim ładowaniu, oprócz samej mocy, równie ważny udział ma oprogramowanie sterujące dostarczaniem tej mocy. Smartfon ładuje się najszybciej w początkowej fazie, zaś później ładuje się coraz wolniej i wolniej, by spowolnić degradację ogniw akumulatora. W tych urządzeniach, które nie implementują rozwiązań tego typu, degradacja faktycznie może następować szybciej. Oppo pokazało jednak, jak skuteczne jest oprogramowanie Battery Health Engine, które już teraz zaimplementowano w smartfonie Oppo Find X5 Pro, który jest wyposażony w ogniwa o pojemności 5000 mAh, ładowanych z mocą 80W.

Oppo Find X5 Pro
Oppo Find X5 Pro

Inżynierowie firmy rozładowali do zera i naładowali do pełna ten smartfon aż 1600 razy, czyli zrobili dokładnie to, czego nie zaleca się dla uzyskania optymalnej żywotności akumulatora. Mimo niesprzyjających warunkach, akumulator Oppo Find X5 Pro po 1600 cyklach ładowania nadal miał 80 proc. pierwotnej pojemności. Przekładając to na zastosowanie praktyczne, to jakbyśmy ładowali telefon codziennie przez ponad 4 lata. Jeśli więc można ufać odkryciom Oppo (a powinniśmy je mimo wszystko traktować z przymrużeniem oka), to nowoczesne smartfony z super-szybkim ładowaniem wcale nie będą po kilku latach nadawać się do wyrzucenia. A przynajmniej nie z powodu degradacji akumulatora.

Czy potrzebujemy aż tak szybkiego ładowania?

To pytanie zadajemy sobie za każdym razem, gdy kolejny producent prezentuje ładowarki o absurdalnej mocy, która wydaje się kompletnie zbyteczna w przypadku smartfonów, które już dziś możemy naładować do pełna w mniej niż godzinę. Czy naprawdę potrzebujemy jeszcze szybszego ładowania?

REKLAMA

Ktoś powie, że tak, bo dzięki temu możemy szybko podładować smartfon np. w trakcie gdy bierzemy prysznic, a dzięki temu smartfon nie musi mieć akumulatora o nie wiadomo jak dużej pojemności. Osobiście jednak uważam, że super-szybkie ładowanie to ledwie proteza dla rozwiązania prawdziwego problemu, jakim jest brak przełomu w technologii wykonania akumulatorów. Smartfony nie są już w stanie działać na jednym ładowaniu dłużej, więc jedynym, co producenci mogą w tej sytuacji zrobić, jest przyspieszyć czas ich ładowania, by ten problem był mniej odczuwalny.

Z drugiej jednak strony… dobrze wiedzieć, że szybkie ładowanie nie musi powodować spustoszenia w pojemności akumulatora. Skoro nic lepszego nie mamy, to lepsza taka proteza niż żadna.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA