REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. technologie

Swatch w kooperacji z Omegą. Dałbym jakiś kreatywny tytuł, ale mnie zatkało

Każdy miłośnik zegarków marzy o Omedze, a wielu ludzi, którzy nie mają o zegarkach pojęcia, wzdychają nad urokiem marki Swatch. Tak, te dwa brandy nie mają ze sobą nic wspólnego, a mimo to zegarki Omega x Swatch powstały i już niebawem będziesz mógł je kupić.

Omega x Swatch
REKLAMA

Co łączy Bentleya Bentaygę i Dacię Duster? Nic, prócz tego, że jedno i drugie ma cztery koła, kierownicę i z grubsza można je wpakować do tego samego worka z napisem "samochody". Jedno jest luksusowym, pieczołowicie wykonanym, piekielnie szybkim wozem, drugie… środkiem transportu wykonanym z kombinacji najtańszych możliwych materiałów wykończeniowych, z silnikiem od kosiarki pod maską.

REKLAMA

Mniej więcej takiego porównania można użyć, zestawiając ze sobą marki Omega i Swatch. Omega to marka premium, kultowe czasomierze, które wyryły się w globalnej świadomości za sprawą udziału w misjach Apollo, czy choćby filmów o agencie 007. Swatch z kolei to... zabawka. Kolorowe, tanie, tandetne wręcz zegarki, które z Omegą łączy tylko tyle, że też pokazują aktualną godzinę.

Połączenia tych dwóch marek w życiu bym się nie spodziewał, a jednak. Przepraszam, czy to można odzobaczyć?

Omega x Swatch to twór tak dziwny, że sam nie wiem, co o nim myśleć.

Z jednej strony patrzę na to i myślę - abominacja. Logo Omegi czy kultowy chronograf Speedmastera na zegarku z żółtym cyferblatem? Przepraszam, czy to Króliczek Wielkanocny Special Edition? Nie - to "Mission to the Sun", czyli jeden z serii zegarków MoonSwatch (trzeba przyznać, sprytna gra słów Moonwatch i Swatch) tematycznie zahaczających o podbój przestrzeni kosmicznej, wykonanych z bioceramiki, czyli autorskiego połączenia ceramiki i bioplastiku, które znajdziemy w wielu zegarkach Swatch.

Omega X Swatch Moonswatch
Omega X Swatch Moonswatch

Zegarki wyglądają... cóż, prawdę mówiąc, okropnie. Gdyby nie kultowe logo i kształt inspirowany Speedmasterami, wziąłbym je za kolejny badziewny czasomierz od Swatcha. No, może nie licząc czarno-szarego "Mission to the Moon", który na zdjęciach wygląda nawet elegancko, choć nie mam złudzeń, że na żywo będzie trącił plastikiem.

Bioceramiczna konstrukcja jest wodoodporna na poziomie 3 Bar, czyli jest co najwyżej odporna na zachlapanie lub zanurzenie do głębokości 30 metrów. W środku oczywiście nie znajdziemy mechanizmu automatycznego, lecz napęd kwarcowy, a całość wieńczy pasek VELCRO z logotypami Omegi i Swatcha.

Omega X Swatch Moonswatch

To wszystko kupimy już w najbliższą sobotę, 26 marca 2022 r., w cenie 1125 zł. Co prowadzi mnie do drugiej strony medalu, że…

To jedyna Omega, na jaką może sobie pozwolić większość z nas.

Każdy miłośnik klasycznych czasomierzy wzdycha do Omegi, ale mało który może sobie na nią pozwolić, wszak nawet najtańszy zegarek tej marki to wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych, zaś najtańszy nowy Speedmaster to koszt co najmniej 25-30 tys. zł. Definitywnie nie na możliwości przeciętnego Polaka, a nawet przeciętnego miłośnika zegarków, którego zdolność finansowa kończy się na kupieniu Glicine lub topowego Seiko.

Omega X Swatch Moonswatch
Omega X Swatch Moonswatch
REKLAMA

Tymczasem Omega x Swatch to prawdopodobnie jedyny zegarek z logo Omega, na jaki pozwolić sobie może praktycznie każdy. Pytanie tylko, czy w ogóle warto. Choć bez wątpienia będzie on miał wartość kolekcjonerską, bo to przedziwna współpraca dwóch totalnie niepasujących do siebie marek, tak w praktyce… to tylko kolejny Swatch. W dodatku jak na Swatcha całkiem drogi, nie mówiąc o tym, że w jego cenie możemy kupić przyzwoity zegarek automatyczny od wspomnianego Seiko, Orienta czy którejś z niszowych marek.

Można się również spodziewać, że rynek błyskawicznie zaleją chińskie podróbki nowego zegarka. Ale czemu się dziwić - gdyby nie fakt, że to oficjalna współpraca, sam bym pomyślał, że te zegarki to jakaś ordynarna podróbka Omegi, zrobiona z taniego pla… a przepraszam, z bioceramiki.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA