1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Bezpieczeństwo

Pod żadnym pozorem nie wciskaj F12 podczas przeglądania Internetu. Grozi to pozwem od gubernatora Missouri

Jeden z amerykańskich dziennikarzy odkrył, że w źródle rządowej witryny znajdują się wrażliwe dane pracowników sektora edukacyjnego. Problem zgłosił administracji, a gdy usterka została usunięta, napisał o tym artykuł. Teraz musi się zmierzyć z groźbą pozwu wysoko postawionego ignoranta.

rosyjskie fora zhakowane

Przycisk F12 to skrót klawiszowy w większości przeglądarek internetowych służący do podglądu źródła strony. Owo źródło to kod HTML, a więc informacja dla przeglądarki, co i w jaki sposób ma wyświetlić na ekranie. Każdy może podejrzeć to źródło, przeglądarki internetowe działają tak od początku swojego istnienia.

Czytaj też:

Josh Renaud, dziennikarz z St. Louis Post-Dispatch, rutynowo przeglądał źródła amerykańskich rządowych witryn internetowych. Pewnego dnia odkrył, że w źródle witryny Departamentu Szkolnictwa Podstawowego i Ponadpodstawowego znajdują się numery ubezpieczeń społecznych ponad 100 tys. nauczycieli, administratorów i pedagogów.

O sprawie natychmiastowo powiadomił stosowne organy. Odczekał do momentu usunięcia luki bezpieczeństwa, a gdy to zostało zrobione, opisał całe zajście w artykule prasowym. Reakcja na ów artykuł była... nieszablonowa. By nie powiedzieć, idiotyczna.

Dziennikarz oskarżony o włamanie i kradzież wrażliwych danych. Bo kliknął przycisk Pokaż źródło.

Mike Parson, pełniący funkcję gubernatora Missouri oraz Departament Szkolnictwa Podstawowego i Ponadpodstawowego nie przyjęły publikacji z aprobatą. Zamiast podziękować dziennikarzowi, poinformowali wszystkie osoby, których dane były wypisane w kodzie źródłowym, że pewien osobnik ukradł ich wrażliwe dane, łamiąc szyfrowanie witryny i jej zabezpieczenia. Gwoli ścisłości: witryna nie była szyfrowana.

Parson ogłosił na konferencji prasowej, że dziennikarzowi zostaną postawione zarzuty o nielegalne złamanie zabezpieczeń informatycznych i kradzież danych. Sam Renaud twierdzi, że jeszcze nie otrzymał żadnego pisma z żadnego sądu czy od żadnego prokuratora.

Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że sąd nie przyjmie pozwu lub zostanie on rozstrzygnięty na korzyść dziennikarza. Trudno jednak nazwać wizyty w sądzie i konieczność zajmowania się podobnymi bzdurami czasem spędzonym w produktywny sposób. Przynajmniej mieszkańcy Missouri przekonają się, jak światłe władze wybrały.