REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie

Kto zrobił zamówienie na ostatnią chwilę? Kto wkurza się na kuriera? Kto nie dostanie prezentu? Trzy razy ty

Właśnie otrzymałem SMS od sklepu, w którym zamówiłem prezenty, że w wyniku opóźnienia moja paczka dopiero dziś zostanie wydana kurierowi. Oznacza to, że albo dojedzie na styk przed świętami, albo już po. Powinienem rzucać gromy na sklep i firmę kurierską, ale miałoby to tyle samo sensu, co trąbienie podczas stania w korku w godzinach szczytu.

Kurier przed świętami nie ma lekko. Narzekanie nie ma sensu
REKLAMA

Co roku ta sama historia – zawsze obiecuję sobie, że „w tym roku prezenty kupię wcześniej”, tylko nieco za późno orientuję się, że już połowa grudnia. Ot, wątpliwy urok dorosłości, zabiegania i ogólnego życiowego nieogarnięcia.

REKLAMA

Sądząc po tłumach w galeriach handlowych i napięciu tak gęstym, że atmosferę można by siekać tasakiem – nie tylko mi zdarza się odłożyć zakupy przedświąteczne na ostatnią chwilę. W tym roku jednak bardziej niż kiedykolwiek widzę wylewającą się zewsząd frustrację. O ile do pewnego stopnia zwykle to rozumiem, o tyle w tym roku powinniśmy wykazać odrobinę więcej empatii.

Czy zdążę kupić prezenty? Pamiętaj, że kurier przed świętami nie ma lekko.

Poziom intensywności okresu przedświątecznego w sklepach i łańcuchach dostaw można mierzyć, obserwując wyraz twarzy kurierów. Im bliżej połowy grudnia, tym rzadziej gości na nich uśmiech, a częściej pojawia się pustka lub skrajne zmęczenie. Widać je też na zegarku – jeśli kurier danej firmy bywa u mnie zwykle w okolicy 14:00, to przed świętami mogę mieć pewność, że szybciej niż o 17:00 go nie zobaczę.

Patrząc jednak na to, jaki jest ogólny poziom niezadowolenia z usług kurierskich i narzekania na opóźnienia w dostawie, wiele osób nie patrzy na twarze kurierów i nie poczuwa się do wykazania krztyny wyrozumiałości dla przeciążonego łańcucha dostaw. Trzymając się tego trendu, po otrzymaniu SMS-a o takiej treści jak niżej, powinienem migusiem pobiec na Twittera i pożalić się, jak to sklep i kurierzy zepsuli mi święta, bo (być może) zamówione prezenty nie dotrą na czas.

„Szanowny Kliencie, informujemy, iż w wyniku opóźnienia Twoje zamówienie w dniu dzisiejszym zostanie wydane kurierowi. Przepraszamy za niedogodności”.

Zamówienie złożyłem równo tydzień temu, więc teoretycznie mam prawo do złości. Kto to słyszał! Zazwyczaj zamówienia przyjeżdżają na drugi dzień!

 class="wp-image-1981679"

No właśnie. Zazwyczaj. Zazwyczaj nie odnosi się niestety do najbardziej intensywnego zakupowo okresu w roku, który tym razem wystawia naszą cierpliwość na próbę bardziej niż zwykle ze względu na globalną logistyczną zawieruchę. Innymi słowy: parafrazując słowa Jocko Willinka, mogę winić wyłącznie siebie za robienie zakupów na ostatnią chwilę. A narzekanie w social mediach, jaki ten świat jest zły, bo tydzień przed świętami produkt X nie przyjeżdża do mnie w dwa dni, byłoby jakąś kosmiczną pomyłką.

Robienie zakupów przedświątecznych jest w tym roku niebywale trudne. A narzekanie na ten fakt – wyjątkowo nielogiczne.

Narzekanie na opóźnione dostawy w najbardziej intensywnym zakupowo okresie w roku jest jak używanie klaksonu podczas stania w korku w godzinach szczytu. Nikt nigdy nie pokonał go szybciej, trąbiąc na bogu ducha winnych kierowców dookoła. Nie chciałeś stać w korku? Trzeba było wyjechać wcześniej lub później, omijając godziny szczytu. Chciałeś mieć prezenty na święta? Trzeba było zamówić je wcześniej.

Narzekanie na kolejki w sklepach i wydłużony czas realizacji zamówień online przed świętami jest jak wejście do knajpy w godzinach największego obłożenia, kiedy obsługa ma tabakę (w żargonie gastronomicznym – zapie*dol absolutny) i narzekanie, że czas oczekiwania na posiłek jest dłuższy niż w okresach posuchy.

Trzymając się gastronomicznych analogii – w obliczu globalnego paraliżu łańcucha dostaw i kryzysu półprzewodnikowego, narzekanie tuż przed świętami, że w sklepach brakuje jakichś produktów, jest jak wejście do lokalu na pięć minut przed jego zamknięciem i narzekanie, że pokończyły się składniki potrzebne do przygotowania większości potraw i trzeba się zadowolić tym, co jest.

Próbuję trochę na około powiedzieć, że… robiąc przedświąteczne zakupy na ostatnią chwilę, sami jesteśmy sobie winni, a obarczanie winą za niedogodności obsługi sklepów czy kurierów – zwłaszcza w tym roku – jest skrajnie nielogiczne i… nieuprzejme przede wszystkim.

Nie jest winą ekspedienta w sklepie, że z powodu kryzysu półprzewodnikowego nie kupisz sobie dziecku PlayStation 5 pod choinkę. Kasjerka nie sprawi, że w magiczny sposób połowa ludzi w kolejce wyparuje, a ty ukończysz zakupy wcześniej, choćbyś nie wiem, jak niewybrednych słów użył, by to osiągnąć. Kurier nic nie poradzi na to, że twoja paczka dojechała o kilka dni za późno. Dla ciebie to drobna niedogodność, a on jest prawdopodobnie tak zmęczony, że nie odróżnia jednej paczki od drugiej.

Bądźmy dla siebie mili. To nic nie kosztuje.

REKLAMA

Sam przepracowałem w handlu kilka lat i napatrzyłem się z "linii frontu", jak w ludziach buzują emocje w okresie przedświątecznym. Zarówno w zniecierpliwionych klientach, jak i w przepracowanych sprzedawcach. Dziś przechadzając się po galerii handlowej, widzę to samo napięcie, tylko zwielokrotnione po dziesięciokroć. Wszyscy jesteśmy zmęczeni pandemią, powrotem obostrzeń, opóźnieniami w dostawach, rosnącymi cenami i brakiem dostępności elektroniki.

O ile jednak sklepowe półki mogą być puste, a przesyłki opóźnione, tak żaden czynnik zewnętrzny nie przymusza nas do przemiany w pozbawionych empatii buców, przelewających swoją frustrację i przedświąteczne napięcie na drugiego człowieka. Dlatego jak co roku, a w tym roku szczególnie, mamy jeden prosty apel: bądźcie dla siebie mili. Człowiek stojący po drugiej stronie też ma uczucia.

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: tydzień temu
Aktualizacja: tydzień temu
Aktualizacja: tydzień temu
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA