1. SPIDER'S WEB
  2. Ekologia
  3. Nauka
  4. Tech

Zakaz samochodów pod szkołą ma sens. Kilka lat temu postawili na rowery, a efekt powala

Zakaz samochodów pod szkołą ma sens. Kilka lat temu postawili na rowery, a efekt powala

Warto zachęcać młodych i ich rodziców, żeby pojazdem zawożącym do szkoły był rower, a nie samochód. Możemy liczyć na to, że obrazki z Wielkiej Brytanii niebawem staną się także polską rzeczywistością.

Od nowego roku szkolnego Warszawa ma pierwszą szkolną ulicę – czyli taką, na której ruch samochodów jest wstrzymany w godzinach przybywania dzieci na lekcjach. Podobne rozwiązanie szykowane jest na trzech drogach prowadzących do wrocławskich placówek, a wcześniej na taki krok zdecydował się Wiedeń.

Rozwiązanie ma poprawić bezpieczeństwo młodych, ale też zachęcić ich do innej formy transportu, niż generujące korki i zanieczyszczające środowisko samochody.

- Chcemy, aby dzieci częściej docierały do szkoły rowerem lub pieszo, zamiast samochodem – wyjaśniała Anna Szmigiel-Franz. – Zwiększenie wiedzy na temat bezpiecznego poruszania się po mieście jest kluczowe, by dzieci mogły samodzielnie docierać do szkoły, a przede wszystkim by rodzice zaufali, że nie muszą dzieci odwozić samochodem pod same drzwi placówki.

„Czy to ma sens?” – mogą niektórzy zadać pytanie. Otóż ma, i to duży. Na Twitterze udowodnił to dyrektor jednej z brytyjskich szkół. Jak sam napisał, kiedy zaczynał pracę na tym stanowisku 15 lat temu, w ten sposób na zajęcia przyjeżdżało raptem kilkoro uczniów.

Dziś parking rowerowy pod szkołą wygląda tak:

Dyrektor wyjaśnił, że w szkole funkcjonuje program ułatwiający biedniejszym rodzinom zakup jednośladu. Władze muszą pamiętać o tym, że czasami zamknięcie ulicy czy stworzenie miejsca parkingowego nie wystarczy, aby zachęcić do jazdy tych, którzy z różnych względów nie mogą pozwolić sobie na dojazd rowerem.

Potrzeba więc inwestycji wybiegających dalej niż tylko teren przed szkołą. Nie zachęci się do podróży autobusem, jeśli przystanek będzie daleko, a autobusy będą kursowały rzadko. Wykluczenie transportowe to ogromny problem w Polsce, na który trzeba zwracać uwagę przede wszystkim w mniejszych miejscowościach.

Walka o rowery ma jednak sens

I można realizować ją na wiele sposobów. W Poznaniu już kilka lat temu organizacja Rowerowy Poznań przeprowadzała edukacyjne zajęcia dla młodzieży, wyjaśniające, jak bezpiecznie poruszać się po mieście. Poznań może być zresztą przykładem na to, że ta forma transportu się przyjęła:

Rowerowa rewolucja nie odbywa się wyłącznie w większych ośrodkach. W Piasecznie także zachęca się młodych do jazdy rowerem do szkoły, bo zauważono, że coraz więcej uczniów stawia na alternatywne dla samochodu formy transportu.

– Będziemy również kontynuować egzaminy na kartę rowerową, gdyż coraz więcej dzieci korzysta z roweru lub hulajnogi w drodze do szkoły. Dlatego chcemy aby dzieci jako uczestnicy ruchu drogowego znały zasady i potrafiły się do nich stosować – wyjaśnia Hanna Kułakowska-Michalak, I Zastępca Burmistrza.

Czasami daje się wędkę, a czasami samą rybę. W Gdańsku uczestnicy specjalnej rywalizacji zbierają punkty za każdy przejazd rowerem do pracy, szkoły czy na uczelnię (również z powrotem). W konkursie można brać udział indywidualnie lub drużynowo. Zwycięskie szkoły, uczelnie, firmy i dzielnice otrzymają pamiątkowe dyplomy, ale zgarnąć można też pamiątkowe skarpetki, bony do sklepów rowerowych czy plecaki.

Takie inicjatywy mogą zachęcić, ale wydaje się jednak, że najbardziej potrzebujemy systemowych zmian. Te powoli wkraczają, więc mam nadzieję, że na Warszawie i Wrocławiu się nie skończy. I ulice blisko szkół będą zamykane na nieco dłużej niż trzy kwadranse, tak by wokół szkoły było pewniej i bezpieczniej.