1. SPIDER'S WEB
  2. Oprogramowanie
  3. Podróże
  4. Tech
  5. Technologie

Jaram się tą aplikacją. Dzięki Komoot odkryłem miasto na nowo, to idealny program niedzielnego turysty

Dzięki Komoot odkryłem miasto na nowo. Idealny program niedzielnego turysty
102 interakcji
dołącz do dyskusji

Już dawno żadna nowa aplikacja tak mi się nie spodobała. Komoot sprawił, że nie tylko przeżyłem jeden z najciekawszych urlopów, ale również odkryłem na nowo swoje miasto, wraz z przyległościami. To absolutny must-have dla niezaawansowanych turystów, do tego za darmo.

Nie należę do tych osób, które regularnie pobierają i testują nowe aplikacje. Im mniej programów mam na telefonie, tym lepiej się z tym czuję. Tym bardziej chciałem się podzielić moim prywatnym odkryciem, jakim jest Komoot. Nie jest to aplikacja nowa, ale jeśli - podobnie jak ja - nigdy nie daliście jej szansy, zdecydowanie do tego zachęcam. Dzisiaj nie wyobrażam sobie bez niej żadnego weekendu i żadnego wyjazdu. To pierwszy program turystyczny, z którego jestem naprawdę, naprawdę zadowolony.

Komoot sprawił, że odkryłem przepiękne leśne uroczysko, raptem 10 minut rowerem od swojego domu.

Z aplikacjami turystycznymi mam trzy podstawowe problemy: programy tego typu albo są silnie zorientowane na tereny Stanów Zjednoczonych oraz Europy Zachodniej, marginalizując Polskę i większość naszych sąsiadów, albo są dedykowane doświadczonym, wysportowanym użytkownikom, albo są potwornie drogie. Nie mam nic przeciwko jednorazowemu zakupowi dobrego programu, ale piętrzące się reklamy abonamentów, subskrypcji i pakietów wiele razy odrzucały mnie od ekraniku iPhone'a. Tutaj pojawia się Komoot, cały na biało, za darmo, do tego ze wsparciem polskich szlaków, tras, punktów widokowych i ciekawych miejsc. Dlaczego Komoot jest lepszy od pozostałych programów tego typu? Odpowiedź jest prosta.

To dzięki wam.

Siła Komoota opiera się na potężnej bazie atrakcji turystycznych, pomników natury, pięknych widoków, tras spacerowych, szlaków rowerowych i innych wartych zobaczenia miejsc. Ta okazała biblioteka rekomendowanych obiektów powstała oddolnie, siłą aktywnej społeczności. To użytkownicy tej platformy sugerują, gdzie warto się przejść, gdzie warto podjechać rowerem i co trzeba zobaczyć. W ten sposób powstaje lista miejsc dalece odbiegająca od standardowego zestawu atrakcji rodem z TripAdvisora.

Jako mieszkaniec Katowic, otwierając aplikacje turystyczne, otrzymuję klasyczny zbiór polecanych miejsc. Trzy Stawy. Muchowiec. Park Kościuszki. Park Śląski. Nikiszowiec. Spodek. W programie Komoot sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Nagle okazuje się, że w promieniu zaledwie kilku kilometrów leży wiele miejsc, które zdaniem innych warto odwiedzić. Jedno z nich jest oddalone raptem o 3 kilometry. Wsiadam więc na rower, a po 10 minutach jestem w prześlicznym miejscu w lesie, z zatopionymi drzewami i piękną sadzawką. Normalnie w życiu bym tutaj nie trafił. Teraz miejsce stanowi element moich wieczornych kursów rowerem.

Mam tę trasę 10 minut jazdy od domu i nawet o tym nie wiedziałem

Mroczna studnia oraz historia śląskich wiedźm, czyli Komoot i lokalny folklor.

Komoot pokazuje piękne oraz ciekawe miejsca, których często brakuje w innych aplikacjach turystycznych. Aplikacja korzysta z wiedzy doświadczonych eksplorerów oraz lokalnych użytkowników, posiadających unikalną wiedzę o danym terenie. Dzięki takiej wiedzy odkryłem na przykład zapomnianą Czarną Studnię w katowickich Murckach. Z tym nietuzinkowym miejscem jest związana historia wychudzonej wiedźmy, ślepej na jedno oko, która czyha na podróżnych. Na szyi zgarbionej kobiety wisi sznur z nawleczonymi ludzkimi zębami, a nawet kośćmi dzieci. Niby banał, ale czytając o tym przy zachodzie słońca, samotnie siedząc naprzeciw studni na skraju lasu… człowieka może przeszyć dreszcz. Fantastyczna przygoda, która mogła mnie ominąć, gdyby nie aplikacja.

Takich nietypowych miejsc w Katowicach i okolicach odkryłem ostatnio całą masę. Zapuściłem się w przepiękne rejony, które wyglądały jak w innej części kraju. Zachwyciłem się wysokim lasem w rezerwacie Las Murckowski, urzekła mnie kameralna rybaczówka Lin, której właściciele karmią kury i kaczki, a do tego wszedłem do najprawdziwszego drugowojennego bunkra, świetne zachowanego i wyglądającego niemal jak z filmu wojennego. Odkrywam perełki Katowic w tempie szybszym niż kiedykolwiek, a wystarczy mi do tego wyłącznie rower i aplikacja.

Odwiedzam miejsca, których inaczej nigdy bym nie odkrył

Będąc z wami szczery, czuję wręcz wstyd. Mieszkam w Katowicach od kilku dobrych lat, niemal codziennie robię kilkanaście kilometrów na rowerze, jednak zawsze ograniczałem się do tych samych, znanych i lubianych tras. Z tej perspektywy Komoot jest jak otwarcie okna na oścież. Wychylam się przez nie i widzę masę nowych możliwości. Nowych kierunków, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Gdy nie jestem na rowerze, to siedzę z nosem w aplikacji i zapisuję ciekawe trasy do zbadania podczas weekendu. Złapałem zajawkę na całego.

Komoot to idealna aplikacja dla niedzielnego turysty. Bez rankingów, rekordów i pułapu tlenowego.

Wystarczy zerknąć na moje zdjęcie profilowe, aby się domyślić, że nie jestem zaangażowanym sportowcem. Dlatego większość możliwości oferowanych przez takie aplikacje jak Strava rozmijały się z moimi potrzebami. Nie chcę (i nie potrafię) walczyć o najlepszy czas na odcinku rolkostrady z posiadaczami szosówek za kilkanaście tysięcy złotych. Nie pobijam rekordów biegowych, nie liczę kadencji ani nie zwracam przesadnej uwagi na tempo czy puls. Chcę po prostu doświadczyć miłego spaceru po pracy albo przyjemnej rowerowej wycieczki do 20 - 30 kilometrów. Z tej perspektywy Komoot to strzał w dziesiątkę.

Komoot - w przeciwieństwie np. do Garmina - idealnie trafia w moje rowerowe preferencje. Zamiast posyłać mnie na drogi pełne samochodów, szuka ścieżek rowerowych, szerokich chodników oraz mniej uczęszczanych szlaków. Najzwyczajniej w świecie boję się pedałować obok osobówek i cieszę się, że twórcy tego programu doskonale to rozumieją. Wybieram interesujące mnie punkty na mapie, a aplikacja generuje możliwie przyjazną trasę przejazdu. Niby banał, ale żadna inna aplikacja rowerowa nie oferowała mi takich ciekawych, a jednocześnie bezpiecznych automatycznie wytaczanych szlaków. Nawet mapy.cz.

Dokładnie tak samo jest z pieszymi wędrówkami. Gdy odwiedziłem Wisłę i Ustroń z Komootem w kieszeni, poznałem kilka rewelacyjnych szlaków na Czantorię oraz Równicę. Szlaków stosunkowo szerokich, bez ekstremalnych przewyższeń, które nie poddały się pod naporem natury. Nie mogę napisać tego samego np. o Google Maps, regularnie sugerującym mi górskie ścieżki, które może istniały, ale kilka lat wcześniej. Komoot nie ma tego problemu. Nie wiem, na ile to wpływ aktywnej społeczności, a na ile samych algorytmów, ale rozwiązanie po prostu działa, a to najważniejsze. Aplikacja wydaje mi się bezpieczniejsza gdy ruszam w nieznane niż Mapy od Google'a. Oczywiście doświadczeni miłośnicy wędrówek przewracają teraz oczami, no bo kto używa map Google w górach. Bylibyście zdziwieni, jak wiele jest to osób.

Oczywiście Komoot nie zamyka się wyłącznie na niedzielnych turystów. Wręcz przeciwnie, aplikacja pozwala tworzyć złożone trasy i plany podróży obliczone na wiele dni. To jednak funkcja płatna, tak samo jak dedykowane mapy wyłącznie pod piesze wędrówki albo jazdę rowerem. Na szczęście uniwersalna mapa podstawowa jest jak najbardziej wystarczająca. Co więcej, posiadacze aplikacji mogą za darmo pobrać określony obszar do pamięci telefonu, wykorzystując go w trybie offline. W ten sposób pobrałem na iPhone'a całe Katowice.

Komoot, czyli mobilizacja. Odkrywam więcej, więcej się ruszam, poznaję lokalne historie.

Gdyby kilka miesięcy temu ktoś mi powiedział, że jednego dnia przejdę 30 kilometrów i zdobędę dwa szczyty Beskidów, postukałbym się palcem w czoło. Jasne, lubię śląskie górki, ale moja kondycja pozostawia wiele do życzenia, szybko się męczę i wolałbym rozbić taką przygodę na dłuższy odcinek czasu. Komoot wyciągnął mnie jednak z domu i sprawił, że do tego domu wracać nie chcę. Spaceruję i jeżdżę na rowerze na skalę, jaka kilka lat temu była w mojej głowie niemal niemożliwa. Smutne to wyznanie, ale prawdziwe. Aplikacja stanowi świetną iskrę, rozpalającą turystyczny płomień w nawet najbardziej zasiedzianym człowieku.

Aktywność fizyczna to jedna z zalet. Drugą jest możliwość odkrycia miejsc, których nie znajdziecie w innych turystycznych aplikacjach. Perełek wymykających się agregatorom atrakcji. W ciągu kilku miesięcy odkryłem więcej Śląska niż w ciągu kilku poprzednich lat. Część z was będzie wręcz zszokowana, jak wiele fantastycznych miejsc znajduje się dookoła. Komoot pozwala odkryć zupełnie na nowo najbliższe otoczenie: swoje miasto, gminę, powiat, województwo. Dlatego zupełnie szczerze, jak jeden niedzielny turysta do drugiego, zdecydowanie zachęcam do dania programowi szansy. Zwłaszcza jeśli lubicie jeździć na rowerze.

Komoot w Google Play oraz App Store.