Tech  /  Artykuł

Siedzisz w kontenerze i decydujesz, czy rakieta uderzy w miasto. Tak działa cudowna Żelazna Kopuła

Izrael Iron Dome Zelazna Kopula

Izraelskie rozwiązanie przeciwrakietowe miało się pierwotnie nazywać Złotą Kopułą. Rząd zrezygnował jednak z patetycznej nazwy, chociaż sam system spisuje się na złoty medal. Jak działa żelazna kopuła, jak bardzo jest skuteczna i czy możemy zainstalować takie rozwiązanie również w Polsce?

Nie macie szans. Ten projekt jest skazany na porażkę - w ten sposób amerykańscy oficjele z Departamentu Obrony komentowali izraelską inicjatywę zbudowania własnego, w pełni autorskiego systemu ochrony powietrznej. Rechot historii sprawi, że dekadę później osoby w Departamencie Obrony będą negocjować kupno izraelskiego wynalazku. Żelazna Kopuła to dzisiaj jeden z najskuteczniejszych i najtańszych zaawansowanych systemów obronnych. Powstał wbrew opinii specjalistów i ekspertów, bo powstać musiał. Od niego zależało bowiem przetrwanie Izraela.

Życie w cieniu bomb i rakiet. Zawał i depresja groźniejsze od Hezbollahu, ale pomaga... humor. „Nie damy się zastraszyć”.

Nie będąc mieszkańcem Izreala, nie da się w pełni zrozumieć, jak odmienne jest życie obywateli tego kraju. Państwo otoczone z każdej strony wrogo nastawionymi sąsiadami funkcjonuje w stanie permanentnej wojny. Mieszkańcy Izraela przechodzą szkolenie wojskowe, żołnierze chodzą pod bronią, a obywateli w każdym wieku uczy się korzystać ze schronów i mechanizmów masowej ewakuacji. Izraelczycy pracują, odpoczywają, uczą się, jedzą, śpią i kochają ze świadomością, iż stale znajdują się w zasięgu wrogich rakiet oraz pocisków. Dzień w dzień.

Taka świadomość rzuca się długim, posępnym cieniem na całe społeczeństwo. Doskonale obrazuje to obraz po II wojnie libańskiej z 2006 r. Po świetnie zorganizowanej ewakuacji ponad 350 tys. mieszkańców z regonu północnego Izraela, liczbę ofiar libańskich ataków rakietowych udało się ograniczyć do 43 cywili. Niedługo później ponad 2000 Izraelczyków zgłosiło się do psychologów i psychiatrów, a ratownicy medyczni odnotowali prawdziwą falę zawałów. Ich przyczyną był permanentny strach, pielęgnowany przez lata regularnych wojen, konfliktów i bitew.

Potworny obraz z maja 2021 r. Rakieta uderzyła w autobus pasażerski w Izraelu
Potworny obraz z maja 2021 r. Rakieta uderzyła w autobus pasażerski w Izraelu

Izraelczycy minimalizują liczbę zgonów od bezpośrednich uderzeń rakiet, ale kostucha i tak wyciąga po nich rękę. Człowiek nie potrafi dobrze funkcjonować w stanie tak permanentnego zagrożenia. Rząd Izraela doskonale o tym wiedział. Chociaż państwo mogło się pochwalić militarnymi sukcesami, powiększonym terytorium, zdyscyplinowaną armią i świetnym wywiadem, potrzebna była zmiana odczuwalna przez zwykłych cywili. Trzeba było tchnąć w nich poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Co nie jest łatwe, gdy mierzą w ciebie wszystkie wyrzutnie rakiet.

Nikt nie napisze o terrorze jaki przeżywają zwykli Izraelczycy lepiej, niż osoba, która doświadczyła tego na własnej skórze. Gdy rozmawiam na ten temat z Polką Karoliną Mints, autorką bloga pod adresem www.israelfriendly.pl, która od 2014 r. żyje, mieszka i pracuje w Izraelu, mam nieprzyjemne dreszcze:

Widziałam na własne oczy, jak zaledwie 8-letnie dzieci płaczą, trzęsą się ze strachu jeszcze godzinę po ataku. Widziałam młodą kobietę na autostradzie, która dostała ataku paniki. krzycząc i płacząc na przemian. Ludzie w naturalny sposób reagują wysokim stresem, poczuciem zagrożenia, często biegnąc do schronów na złamanie karku. Zawsze są jakieś ofiary pośrednie, czyli osoby, które zraniły się lub wręcz zmarły na skutek upadku w drodze do schronu. Szczególnie dla dzieci i osób starszych powoduje to bardzo często stres pourazowy i traumy. Poczucie napięcia, którego dzieci i osoby starsze nie potrafią zracjonalizować wpływa na ich życie tak samo jak spadające rakiety.

Karolina Mints, autorka bloga Israel Friendly dla Spider's Web

Mimo nierzadko ekstremalnych warunków życia, Izraelczycy nie mają jednak zamiaru się poddawać. Nie chcą rezygnować ze swojego państwa, swojego domu ani swojego stylu życia. Świetnie pisze o tym dziennikarka Sylwia Borowska - autorka książek Mój mąż Żyd oraz  Ślub pod chupą - przez wiele lat przebywająca w Izraelu:

Izraelczycy żyją w myśl zasady tu i teraz, bo nie wiadomo, co jutro przyniesie. Nauczyli się oswajać swoje lęki czy towarzyszące im podświadomie napięcie poczuciem humoru. Często żartują sobie z ataków rakietowych, w social mediach błyskawicznie pojawiają się memy, a po ich zakończeniu ataków sytuacja na ulicy szybko wraca do normy, jakby właściwie przed chwila nic się nie wydarzyło. To również sygnał; nie damy się zastraszyć tak łatwo.

Sylwia Borowska dla Spider's Web

Pierwszy taki militarny start-up naszych czasów. Zaczęli od zera, stworzyli system w rekordowym czasie.

Mimo ścisłej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, rząd Izraela zdecydował się na stworzenie własnego systemu antyrakietowego. Początkowo wywołało to pewne tarcia. Izrael nie tylko nie chciał kupować gotowych systemów swojego sojusznika, ale nawet wybrał krajowy koncern zbrojeniowy Rafael Advanced Defense Systems zamiast amerykańskiego Lockheed Martina jako wykonawcę. W USA na całym przedsięwzięciu położono więc krzyżyk. Szybko okazało się jednak, że Amerykanie muszą zrewidować swoje podejście.

Prawdziwa grafika firmy Rafael, celebrującej 10-lecie Żelaznej Kopuły.
Prawdziwa grafika firmy Rafael, celebrującej 10-lecie Żelaznej Kopuły.

Eyal Ron - manager izraelskiej firmy mPrest Systems będącej podwykonawcą oprogramowania dla systemu antyrakietowego - porównał później prace nad Żelazną Kopułą do start-upu. Według Rona postawiono przed nimi zadanie teoretycznie niemożliwe do stworzenia. Mieli przygotować system, jakiego wcześniej nie było, o rekordowej dokładności i szybkości reakcji, przy jednoczesnym generowaniu mniejszych kosztów od amerykańskich alternatyw. Wszystko to rozpoczynając od zera, przy pustym stole kreślarskim.

Od rozpoczęcia prac do pierwszego wykorzystania systemu przeciwrakietowego minęły zaledwie cztery lata. To rekordowo krótki czas. Rafael rozpoczął badania w 2007 r., a już rok później posiadał gotowy model rakiety przechwytującej. W 2009 r. system niszczył już pierwsze nadlatujące rakiety i pociski, a w 2011 r. przeszedł pomyślny test bojowy w prawdziwym terenie walk. Zdaniem wielu ekspertów to niemal cud, że system udało się postawić na nogi tak szybko. Zaskoczeni byli także Amerykanie. Widząc gigantyczny potencjał w izraelskim rozwiązaniu, USA zaczęło je współfinansować. Do 2020 r. Kongres przeznaczył tylko na ten cel miliard amerykańskich dolarów.

Chrzest bojowy rozwiązania, które później ewoluowało w Żelazną Kopułę, miał miejsce 7 kwietnia 2011 r. Zaledwie trzy dni po zainstalowaniu baterii rakietowej obok 150-tysięcznego miasta Ashkelon, wyrzutnia zestrzeliła rakietę Grad lecącą w kierunku aglomeracji. Chwilę później izraelski myśliwiec poderwał się w powietrze i zniszczył grupę odpowiedzialną za wystrzelenie pocisku ze strefy Gazy. W ciągu kolejnych 24 godzin bateria strąciła kolejne cztery rakiety. Widząc rezultaty na własne oczy, izraelskie wojsko przesunęło priorytety. Kolejna bateria Rafaela miała być gotowa za sześć miesięcy, zamiast uzgodnionych osiemnastu.

Izrael uwierzył w Żelazną Kopułę.

Premier Izraela Benjamin Netanyahu oraz minister obrony Ehud Barak podczas testu systemu Iron Dome, kwiecień 2010

O nowej wierze zaszczepionej w obywatelach Izraela pisze dla Spider's Web Karolina Mints, Polka żyjąca w Izraelu, prowadząca bloga Israel Friendly:

Powiedzieć, że Żelazna Kopuła wpłynęła na życie Izraelczyków to nic nie powiedzieć. Izraelczycy wprawdzie wciąż biegną do schronów, ale z poczuciem, że „przecież chroni nas Kopuła”. To zupełnie inny rachunek prawdopodobieństwa, że rakieta uderzy akurat w nasz budynek. Z jednej strony jest to nasza duma narodowa, rodzaj polisy ubezpieczeniowej i jesteśmy zawsze pod wrażeniem jak ta technologia działa oraz pozwala z pewną nonszalancją wybierać się do schronu w czasie ataku. Z drugiej strony konieczność jej częstego użycia jest zwyczajnie pesymistyczna na dłuższą metę. Oznacza, że żyjemy w stanie zagrożenia i przypomina o tym, że nasi nieprzyjaciele nie ustają w wysiłkach, byśmy czuli ich oddech na plecach.

Karolina Mints, autorka bloga Israel Friendly dla Spider's Web

Jakim cudem Izrael - podejmujący się opracowania zupełnie nowego rozwiązania od kompletnym podstaw, skonstruował tak skuteczny system obronny w tak krótkim czasie? Zapytałem o to eksperta Jakuba Palowskiego, zastępcę redaktora naczelnego Defence24 - najpopularniejszego medium o tematyce obronności w Polsce:

Izraelski przemysł obronny, w tym Rafael, ma długą historię dostarczania nowoczesnych rozwiązań. Składa się na to wiele czynników: bardzo dobrze wykształcona kadra, kultura innowacyjności, współpraca z armią, która jest znana z skłonności do eksperymentów i otwartości na innowacje. Oczywiście istotną rolę odgrywa też finansowanie, potencjał eksportowy pozwalający finansować prace B+R, także wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych. Trzeba pamiętać, że Izrael jest ciągle zagrożony, dlatego rozwój przemysłu obronnego jest ponadpartyjnym priorytetem, co pozwala na utrzymanie ciągłości. Filozofią izraelskiego przemysłu jest też ciągły rozwój produktów, w tym systemu Iron Dome, aby móc sprostać nowo pojawiającym się zagrożeniom.

Jakub. Palowski, Defence24, dla Spider's Web

Miała być Złota Kopuła, ostatecznie wyszła Żelazna. Izraelski system składa się z trzech filarów.

System antyrakietowy Izaela składa się z trzech elementów, wspólnie tworzących Kopułę. Pierwszym z nich są baterie z antyrakietami przechwytującymi Tamir, opracowanymi już w 2008 r. Taka pojedyncza bateria składa się z czterech wyrzutni po 20 antyrakiet. Jeden Tamir ma 3 metry długości, masę 90 kg i zdolność do przechwytywania zależną od rodzaju nadlatującego zagrożenia. Bateria chroni obszar o zasięgu 250 kilometrów kwadratowych przed pociskami artyleryjskimi, a także obszar 70 kilometrów kwadratowych przed rakietami. Nowsze modele baterii są ponadto zdolne do strącania wrogich śmigłowców i samolotów, stały się bardziej mobilne, a do tego potrafią jednocześnie eliminować cele różnego typu nadlatujące z dwóch kierunków.

Bateria antyrakietowa Tamir pilnuje pobliskiego miasta

Jak taka rakietowa infrastruktura wpisuje się w stylistykę Izraela? Opisuje to dziennikarka Sylwia Borowska, znająca Izrael jak własną kieszeń:

Zazwyczaj są to miejsca na obszarach niezabudowanych, w praktyce poza miastem, bo miasta są gęsto zabudowane i zaludnione. Zdarza się, ze jest to pole pomiędzy osiedlami. Teren jest ogrodzony, obywatel nie może ot tak wejść do środka, ale widzi z daleka wojskowe obiekty na przykład przez siatkę. W Izraelu każdy był w wojsku i ma świadomość na czym polega obrona kraju i czemu służą takie obiekty.

Sylwia Borowska dla Spider's Web

Drugim filarem Żelaznej Kopuły jest nowoczesny system radarowy. Stacja radiolokacyjna ELTA ELM-2084 MMR potrafi wykryć nadlatujące pociski niemal w momencie ich wystrzelenia, obliczając trajektorię lotu oraz prawdopodobne miejsce uderzenia. Dane są aktualizowane w czasie rzeczywistym, zwiększając dokładność z każdą kolejną sekundą. Sekundy są z kolei na wagę złota, ponieważ czas między wystrzeleniem rakiety a uderzeniem w cel wynosi od 15 do 90 sekund. Tylko tyle mają zwykli mieszkańcy Izraela, aby dobiec do najbliższego schronu.

Trzecim, szalenie ciekawym elementem tej układanki jest centrum kontroli Battle Management Center (BMC). Taki BMC wygląda z zewnątrz jak prosty, nierzucający się w oczy kontener z wyraźnie widoczną klimatyzacją. W jego środku zasiadają operatorzy z krwi i kości, odczytujący dane z radarów. Obsługa BMC widzi nadlatujące zagrożenia, prawdopodobne miejsca uderzenia oraz propozycje działań, sugerowane przez oprogramowanie systemu. Chociaż Iron Dome wskazuje operatorowi najkorzystniejsze rozwiązanie, człowiek zawsze ma ostatnie słowo i to on może podejmować finalną decyzję:

Wystrzelić antyrakietę czy nie wystrzelić?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest tak łatwa, jak mogłoby się wydawać. Po pierwsze, wrogie rakiety to bardzo często prymitywne kassamy, które można zbudować z wykorzystaniem prostej rury kanalizacyjnej. Takie rozwiązanie jest tanie i łatwe w masowej konstrukcji, ale jednocześnie nieprecyzyjne. Większość kassamów nie trafia w osiedla mieszkalne. Wiele z nich ląduje na niezabudowanych terenach lub w morzu. Wobec takich rakiet szkoda wysyłać Tamiry, kosztujące ok. 100 tys. dolarów za sztukę. Po drugie, baterie z Tamirami nie są przeznaczone do długiej obrony przed ciągłym atakiem rakietowym. Każda zaoszczędzona antyrakieta może kilka minut później okazać się kluczowa, strącając pocisk lecący w kierunku szkoły, szpitala czy ratusza.

W tej ciasnej puszce podejmowane są kluczowe decyzje

To wszystko dylematy, z którymi muszą mierzyć się załogi stacji BMC, zintegrowanej z pozostałymi elementami Żelaznej Kopuły. Spróbuj to sobie wyobrazić: siedzisz przed specjalnym terminalem, aż nagle rozlega się alarm. Atak! Masz zaledwie piętnaście sekund na zatwierdzenie bądź zmianę scenariusza podpowiadanego przez system. Scenariusza, który z każdą sekundą jest modyfikowany i konkretyzowany w oparciu o kolejne dane, w czasie rzeczywistym wpływające do systemu dzięki radarom.

Jeśli decyzja o użyciu antyrakiety zostaje podtrzymana, Tamir zostaje wystrzelony z mobilnej baterii w kierunku celu. Antyrakieta płynnie przełącza się między dwoma systemami nawigacji. Najpierw korzysta z danych stacji radarowych. Gdy znajduje się bliżej celu, Tamir korzysta z własnego systemu radarowego. Celem tego modułu jest doprowadzenie antyrakiety jak najbliżej wrogiego pocisku. Precyzyjne uderzenie nie jest jednak konieczne. Głowica o masie 16 kg eksploduje w pobliżu wrogiej rakiety, rażąc obiekty dookoła.

Cena czyni cuda: 90 proc. skuteczności za „grosze” to klucz do sukcesu Żelaznej Kopuły.

Jednym z powodów, dla których Izrael nie zdecydował się na zakup amerykańskiego systemu przeciwlotniczego, był koszt jego używania. W okresie zaostrzenia konfliktu rakiety spadają na Izrael niemal codziennie. Ich zestrzeliwanie przy wykorzystaniu drogich systemów nie miały ekonomicznej racji bytu. Stąd poszukiwanie rozwiązania tańszego, lepiej odpowiadającego na izraelskie potrzeby oraz izraelską geopolityczną specyfikę.

Szacuje się, że koszt jednej antyrakiety Tamir wynosi ok. 100 tys. dolarów. Dla porównania, koszt jednej antyrakiety Patriot to około 3 mln dolarów. Izraelskie rozwiązanie jest więc przynajmniej 30-krotnie tańsze od amerykańskiego systemu, mającego chronić m.in. Polskę. Biorąc pod uwagę, że od początku działania Żelaznej Kopuły system przechwycił ponad 3000 wrogich ataków - rakiet, pocisków i maszyn - mówimy o gigantycznych różnicach w kosztach. To właśnie relatywnie niski koszt Tamirów sprawia, że taki system zdaje egzamin w Izraelu.

Jednoczenie wciąż dochodzi do gigantycznej dysproporcji między stronami konfliktu. Kosztujące kilkadziesiąt tys. dolarów Tamiry strącają Kassamy wyceniane na kilkaset dolarów. Mimo tego Izrael płaci i będzie płacił za kolejne baterie antyrakiet, ponieważ ich cena wciąż jest mniejsza niż koszt tragicznej alternatywy. Jeśli bowiem Kassam trafi w miasto, bardzo często dokonuje zniszczeń przewyższających koszt produkcji antyrakiety. Budynki, infrastruktura drogowa, instalacje wodne i grzewcze to tylko część kosztorysu. Warto pamiętać o drogiej opiece lekarskiej nad ofiarami, a także trudnym do wycenienia szoku i terrorze zasianym w społeczeństwie.

Ulica Tel Avivu po ataku wrogą rakietą

Niestety, nawet nie szczędząc wydatków na Żelazną Kopułę, ta wciąż nie zapewnia Izraelowi pełnego bezpieczeństwa. Skuteczność tego systemu wynosi około 90 proc. Ta wartość stale rośnie, bowiem sama Kopuła jest nieustannie ulepszana i dopracowywana. Izrael prowadzi permanentny wyścig z czasem, produkując nowe baterie antyrakiet. Według ekspertów izraelskie wojsko ma w tej chwili do dyspozycji dziesięć tego typu jednostek. Z kolei aby zabezpieczyć wszystkie ważne skupiska ludzi oraz kluczowe punkty i węzły, takich jednostek potrzeba przynajmniej trzynastu.

Laserowa przyszłość: Żelazna Kopuła będzie niebawem jak z filmu sci-fi, ale wciąż nie rozwiąże największego problemu.

Rafael Advanced Defense Systems rozwija swój system przeciwpowietrzny w rekordowym tempie. Zmodernizowana wersja Iron Dome z 2020 r. radzi sobie nawet z rojami dronów, przenoszących prowizoryczne ładunki wybuchowe. Tamiry neutralizują również samoloty bezzałogowe, a nawet rakiety manewrujące zdolne do zmiany trajektorii swojego lotu.

Przypadające na aktualny rok dziesięciolecie Żelaznej Kopuły było celebrowane m.in. uruchomieniem nowej wersji systemu, zdolnego do działania na morzu, stanowiąc wyposażenie korwet z własnymi radarami. Pierwsze jednostki izraelskiej marynarki już korzystały z tzw. C-Dome, chroniąc w ten sposób strategiczne punkty na morzu.

Co jeszcze bardziej niesamowite, w Rafael Advanced Defense Systems opracowano w pełni działający laser przeciwlotniczy Iron Beam. Technologia przyszłości od 2020 r. stanowi jak najbardziej realny element Żelaznej Kopuły. Taki laser potrafi eliminować małe cele z odległości 7 kilometrów, w zasadzie nie generując przy tym kosztów stałych. Jednorazowe wykorzystanie lasera to cena nieprzekraczająca 2000 dolarów. Rafael jest przekonany, że już niebawem Iron Beam będzie sobie radził nie tylko z rakietami i pociskami, ale również bezzałogowymi maszynami.

Izraelski Iron Beam w trakcie testów. Źródło: Wikipedia

Chociaż Żelazna Kopuła staje się coraz skuteczniejsza i coraz tańsza, specjaliści zajmujący się tematyką Bliskiego Wschodu alarmują: to nie jest rozwiązanie. Chociaż istnieją już pierwsze publikacje dokumentujące realny wpływ Kopuły na poprawę samopoczucia i poczucia bezpieczeństwa Izraelczyków, Iron Dome nie stanowi skutecznego, długofalowego rozwiązania. System doraźnie chroni ludzkie życie, ale jednocześnie działa jak hamulec dla procesów negocjacyjnych i działań dyplomatycznych. Przekonani o częściowym bezpieczeństwie, izraelscy decydenci mogą jeszcze niechętniej szukać pokojowych metod rozwiązania problemu niż w przeszłości.

Powinniśmy sprowadzić Żelazną Kopułę do Polski? Musimy ustawić się w kolejce.

Relatywnie niskie koszty rakiet, do tego wysoka skuteczność udokumentowana na setkach zdjęć i filmów - to cechy, dzięki którym Żelazna Kopuła jest znana na całym świecie. Rządy wielu krajów z zazdrością patrzą na izraelskie rozwiązanie, marząc o podobnym systemie na własny użytek. Izrael jest świadom wielkiej popularności swego systemu, zamieniając go w dochodowy towar eksportowy. W 2020 r. USA otrzymało dwie baterie Tamirów, wydając na nie ponad 350 milionów dolarów. Amerykańska Żelazna Kopuła chwilowo stanęła w teksańskim Forcie Bliss, gdzie przechodzi szereg testów. Po ich zakończeniu Tamiry mają chronić amerykańskie zagraniczne bazy.

O swoje Żelazne Kopuły ustawia się w kolejce do Izraela m.in. Rumunia, Azerbejdżan oraz Indie. Te ostatnie chcą zainwestować we własną Kopułę ponad miliard dolarów. Eksperci wskazują, że chętnych do kupna systemu jest znacznie więcej. W tej sytuacji musi paść pytanie: co z Polską? Czy Żelazna Kopuła przydałaby się do ochrony nieba nad naszymi głowami?

Pomimo ogromnej skuteczności izraelskiego systemu, odpowiedź wcale nie musi być twierdząca. Musimy bowiem przyjrzeć się specyfice Polski. Nasz kraj jest aż czternaście razy większy od Izraela, z ponad czterokrotnie większą liczbą obywateli żyjących w znacznie większym rozproszeniu. Zabudowa w Polsce jest zróżnicowana, rozbita i rozciągnięta. Polska składa się z większej liczby miast oraz miasteczek. Co za tym idzie, system krótkiego zasięgu taki jak Żelazna Kopuła musiałby składać się z nieporównywalnie większej liczby baterii, by skutecznie chronić polskie społeczeństwo.

Jedna bateria z Tamirami działa na obszarze o powierzchni do 70 kilometrów kwadratowych. Wystarczy, aby objąć ochroną cały Tel Aviv, rozciągający się na 52 kilometry kwadratowe lub Hajfę ze swoimi 64 kilometrami kwadratowymi. Dla porównania, Warszawa to teren o powierzchni ponad 500 kilometrów kwadratowych. Kraków rozciąga się na ponad 300 kilometrów, a Katowice na 150. Polskie miasta są zbyt rozległe, zbyt rozproszone i zbyt wielkie, by mieszkająca w nich ludność mogła czuć się skutecznie chroniona.

Żelazna Kopuła mogłaby za to chronić kluczowe obiekty z perspektywy działania państwa, np. lotniska, ważne węzły komunikacyjne, bazy wojskowe czy siedziby władz. Wskazuje na to ekspert Jakub Palowski z Defence24.pl:

Wprowadzenie Iron Dome mogłoby wzmocnić obronę powietrzną Polski. System z uwagi na jego charakterystyki służyłby raczej do punktowej obrony najważniejszych elementów systemu bezpieczeństwa państwa – lotnisk, zestawów Wisła/Patriot czy punktów dowodzenia wojsk. Jest mało prawdopodobne, by tego rodzaju obroną objąć znaczną część ludności tak jak w Izraelu, z uwagi na różnice w specyfice zagrożeń, położenie Polski, możliwości wprowadzania nowych systemów obrony powietrznej do Sił Zbrojnych RP i inne czynniki. 

Jakub Palowski, Defence24 dla Spider's Web

Wspomniana przez Palowskiego różnica w specyfice zagrożenia jest wyraźnie widoczna, gdy spojrzymy za naszą wschodnią granicę. Polska raczej nie musi obawiać się tanich Kassamów, którymi zasypywany jest Izrael. Federacja Rosyjska posiada za to niezwykle nowoczesne i skuteczne rakiety, zdolne do zaawansowanego manewrowania. Czy Żelazna Kopuła poradziłaby sobie z takim wyzwaniem?

Iron Dome nie służy tylko do przechwytywania pocisków rakietowych takich jak odpalane ze Strefy Gazy czy artyleryjskich, ale też pocisków manewrujących i bezzałogowców, co wykazały niedawne testy. Na zakup tego systemu zdecydowały się też USA. W wypadku każdego systemu obrony istnieje jednak ryzyko, że zostanie on przełamany. Trzeba też pamiętać, że Iron Dome służy do przechwytywania rakiet manewrujących czy samolotów i śmigłowców na niewielkich odległościach, ale niszczenie pocisków balistycznych w rodzaju Iskandera to zadanie innych systemów. Nawet ewentualne wprowadzenie Żelaznej Kopuły nie zwalnia nas od konieczności pozyskiwania zestawów średniego zasięgu Wisła i krótkiego zasięgu Narew, aby móc zwalczać pełne spektrum zagrożeń z powietrza, na różnych odległościach. Podobnie jest zresztą w Izraelu – system obrony powietrznej jest warstwowy, obok Żelaznej Kopuły jest cięższa Proca Dawida, Patrioty, a nawet strategiczny system Arrow dostępny w różnych odmianach.

Jakub Palowski, Defence24 dla Spider's Web

Izrael stoi przed problemami, których nie rozwiąże Żelazna Kopuła, Złota Kopuła ani żadna inna. Tutaj potrzeba dialogu.

Nawet najlepszy system powietrzny nie rozwiązuje problemu, z którym mierzy się Izrael. Wręcz przeciwnie: wielu ekspertów wskazuje na to, że systemy takie jak Iron Dome mogą jedynie potęgować i nasilać konflikt militarny w dłuższej jednostce czasu. Posiadanie skutecznej obrony przed nadlatującymi pociskami eliminuje bowiem konieczność szybkich negocjacji pokojowych, szybkiego zawieszenia broni i poszukiwania kompromisu. Słowem: im skuteczniejsza Żelazna Tarcza, tym bardziej oddala się koncepcja długofalowego pokoju. Z kolei pokój jest Izraelowi niezwykle potrzebny, na co dobitnie wskazuje Karolina Mints, autorka bloga Israel Friendly:

Polacy są częścią Unii Europejskiej dającej im możliwość niesamowitego rozwoju, pracy w dowolnym miejscu i podróży do dowolnego kraju bez konieczności przekraczania formalnej granicy. Izraelczycy nie mają dokąd uciekać w razie potrzeby. Dobrze przekonaliśmy się o tym w czasie pandemii. Nie mogliśmy się ruszyć z Izraela w żadnym kierunku. To poczucie uwięzienia Izraelczycy kompensują sobie podróżami dookoła świata, na Daleki Wschód lub do obu Ameryk. Nie znam Izraelczyka, którego nie fascynowałaby wielkość Ameryki i wolność, którą oferuje. To sentymenty ludzi, którzy mają mały kraj i niełatwe stosunki z sąsiadami.

Karolina Mints, autorka bloga Israel Friendly dla Spider's Web

Dopóki Izrael nie unormuje stosunków z sąsiadami, dopóty rakiety i pociski będą spadać na niewinnych ludzi. Izraelska tarcza - chociaż imponująca, przełomowa i ratująca życie - jest po prostu tarczą. Żadną tarczą nikt jeszcze nie zakończył wojny.

Foto: Uznanie autorstwa w materiale dziennikarskim: Roman Yanushevsky, The World in HDR, ChameleonsEye / Shutterstock.com, Wikipedia, Business Insider