Social media  /  Felieton

Twoje dziecko właśnie wyznacza trendy wideo w sieci. Pospiesz się, by nie zostać dinozaurem

YouTube Shorts

YouTube Shorts właśnie rusza w Polsce, a ty twierdzisz, że nie ma nadziei dla młodego pokolenia? Że kiedyś to były czasy, a dziś same głupoty? Miłego oglądania paradokumentów w tradycyjnej telewizji. Młodzież w tym czasie będzie się szkolić, by wygryźć cię z rynku pracy.

YouTube Shorts to nowa sekcja w aplikacji i na stronie YouTube'a. Przeczytasz o niej więcej we wpisie informującym o debiucie usługi w Polsce. W wielkim skrócie YouuTbe Shorts to odpowiedź na TikToka, a więc mamy do czynienia z formą bardzo krótkich materiałów wideo nagranych i odtwarzanych w pionie.

2021 r. to nie czas na dyskusje o pionowym wideo. Dziś internet to smartfon trzymany w pionie.

Zanim wrzucisz komentarz z linkiem do słynnego filmu „Vertical Video Syndrome”, spójrz na datę publikacji tego wideo. To 2012 r. Od tego czasu minęła już prawie dekada, w czasie której smartfony odmieniły świat i media.

Żeby nie być gołosłownym, odniosę się do statystyk. Ruch na Spider’s Web już w ok. 90 proc. pochodzi ze smartfonów, a w przypadku YouTube’a smartfony odpowiadają aż za 70 proc. wyświetleń. Podobnie wygląda sytuacja we wszystkich dużych mediach, dlatego dziś strona mobilna (lub aplikacja) stała się stroną główną.

Dodajmy do tego wyniki badań SocialMediaToday: przy krótkich filmach w internecie tylko 6 proc. użytkowników obraca smartfon do poziomu. Pozostałe 94 proc. widzów to leniuszki, którym nie chce się obrócić telefonu, by powiększyć obraz.

Te dwa fakty mówią wszystko. Internet to smartfon trzymany w pionie. A skoro tak, to pionowe wideo wypełni większą powierzchnię na ekranie, dzięki czemu lepiej wyeksponuje treść. Wygrywa czysty pragmatyzm.

Na koniec tego krótkiego wywodu warto podkreślić ważną informację. Pion dotyczy tylko krótkich form wyświetlanych (póki co?) tylko w internecie. Nie bójmy się o filmy kinowe, Netfliksa i mecze piłki nożnej w telewizji. Te pozostaną poziome.

Jeśli krótka forma, to smartfon i pion. A krótka forma jest przyszłością internetu.

Widzę to na swoim przykładzie. Kiedy na przełomie 2012 i 2013 r. zaczynałem pracę w Spider’s Web, premiery nowych smartfonów czy aparatów wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Kiedyś większość osób na widowni stanowili dziennikarze. Rządziła prasa, w tym głównie drukowana. Blogerzy byli traktowani jak dziwne wynaturzenie, niemal jak kosmici.

Przewińmy czas o pięć lat do przodu. Główną część widowni stanowią już właśnie blogerzy. Tradycyjni dziennikarze często jeszcze tego nie widzą, ale stają się dinozaurami branży.

Przewińmy czas o kolejne kilka lat. Teraz główna część to influencerzy: youtuberzy, instagramerzy, coraz częściej tiktokerzy. Blogerzy zaczynają być postrzegani tak jak kilka lat wcześniej tradycyjni dziennikarze. Tych ostatnich dziś już prawie nie ma.

Nawet poza internetem świat idzie w kierunku krótkich form.

Przechodzenie w kierunku coraz krótszych form tworzonych coraz szybciej jest bardzo widoczne. Idą za tym nie tylko widzowie, ale też budżety reklamowe. Pomijając poletko nowych technologii, ta sama sytuacja dotyczy też znacznie starszych mediów, co potwierdzają liczni zasłużeni dziennikarze parający się np. reportażem. Dziś staje się on zapomnianą sztuką, na którą redakcje po prostu nie mają pieniędzy. Reportaż stał się gatunkiem mocno wizerunkowym, przez co niestety staje się coraz większym ciężarem dla wydawnictw.

Spójrzmy nawet na proste newsy gospodarcze czy polityczne. W mediach internetowych dochodzi do tego, że krótki tekst na 500 słów ma na początku streszczenie w punktach, by odbiorca szybciej przyswoił treść.

Odbiorca nie chce lub nie może angażować się czasowo w czytanie, a chciałby choć pobieżnie poznać interesujący go temat. Wydawca godzi się na to, że ten nieszczęsny „klik” już wpadł do statystyk. Czas na stronie będzie krótszy, ale koniec końców PV, a może i UU, urośnie.

Skoro nawet tradycyjne media z dekadami doświadczeń uciekają się do takich trików, to nie dziwmy się, że na krótkie formy stawiają też serwisy internetowe, w tym YouTube ze swoimi Shorts.

YouTube Shorts w ciągu kilku lat ma szansę stać się tym głównym YouTube’em.

Krótkie formy filmowe świecą w ostatnich latach ogromne triumfy na świecie. Zaczęło się trochę przypadkiem od Instagram Stories, które zdominowały cały serwis. Prawdziwy wybuch popularności zaczął się jednak wraz z nadejściem ery TikToka, który wyrósł na krótkich filmikach nagrywanych i publikowanych w pionie.

Szacuje się, że TikTok ma już 1,1 mld aktywnych użytkowników na świecie. Udało się osiągnąć taki wynik w niespełna pięć lat od powstania usługi. Dla porównania Facebookowi zajęło to 8,5 roku.

Dynamika wzrostu TikToka jest gigantyczna. W całym 2020 r. TikTok był najczęściej pobieraną aplikacją świata. Łącznie trafił na 2 mld urządzeń. Hasło „TikTok” to trzecie co do popularności wyszukiwania hasło wpisywane w wyszukiwarkę YouTube’a. Ponadto TikTok jest, tak po prostu, bardzo rozpoznawalną markę. 89 proc. Amerykanów zna i kojarzy markę TikTok.

TikTok wytyczył więc kierunek i pokazał potencjał leżący w krótkich filmikach. Nic dziwnego, że YouTube, prawdziwy hegemon internetowego wideo, wdraża bardzo podobne rozwiązanie u siebie. W przypadku YouTube’a już teraz możemy mówić o sukcesie, bo mimo młodego wieku sekcji Shorts (10 miesięcy) i ograniczonej dostępności (dotychczas tylko w 26 krajach), mówimy o poziomie 6,5 mld wyświetleń Shortów… dziennie.

Czy to na pewno zły kierunek rozwoju?

Krótki formy treści w internecie można łatwo skrytykować. Argumenty nasuwają się same. Takie materiały, zarówno tekstowe, jak i w formie wideo, są z natury powierzchowne, a więc płytsze. To niewyspecjalizowane treści kierowane do masowego odbiorcy.

Spójrzmy jednak na drugą stronę medalu. Próg wejścia na TikTok jest znacznie niższy niż chociażby w przypadku YouTube’a. To sprawia, że znacznie więcej użytkowników jest nie tylko odbiorcami, ale też twórcami.

Mam znajomą parę, która ma czternastoletnią córkę, dla której TikTok jest medium numer jeden. Początkowo rodzice byli zaniepokojeni, głównie z uwagi na fakt, że sami nie znali TikToka i siłą rzeczy ta usługa kojarzyła im się z głupimi - a potencjalnie być może niebezpiecznymi - filmikami.

Rodzice domorosłej TikTokerki zobaczyli jednak, że aplikacja wyzwala u dziecka kreatywność. Dziecko samo nagrywa i uczy się przy tym układów tanecznych. To znacznie lepsze spędzanie wolnego czasu niż bezmyślne scrollowanie internetu. Rozmowa z tymi znajomymi rzuciła zupełnie inne światło na TikTok.

I rzeczywiście, TikTok pozwala wyrobić w sobie kilka nawyków, które mogą później przydać się w życiu zawodowym. Są to m.in. pewność siebie przy wystąpieniach publicznych, obycie z kamerą, a w końcu podstawowe umiejętności związane z montażem filmów. Kiedy dzisiejsze pokolenie nastoletnich TikTokerów (czy też Shortowców) wejdzie na rynek pracy, w wielu branżach kreatywnych już na starcie będzie miało przewagę konkurencyjną.

Bardzo łatwo skrytykować nowy trend, jeśli się go nie zna i nie rozumie. Sprawa jest jednak złożona. Trendy zmieniają się na naszych oczach, więc warto trzymać rękę na pulsie, by pewnego dnia nie zobaczyć w lustrze dinozaura.