Oprogramowanie  /  Artykuł

Alexa, dzięki. W końcu mój smart dom jest kompletny

Alexa w Polsce - do czego może przydać się głośnik Amazonu?

Alexa, otwórz okno, zamknij rolety, zgaś światło, zapal małą lampkę, nie, nie tak, trochę jaśniej, uruchom odkurzacz, wyłącz oczyszczacz powietrza, skręć termostat, zamknij zamek w drzwiach, zawieź dzieci do szkoły.

Nie dam przy tym głowy, czy ostatnia komenda zadziała - nie mam dzieci, żeby to sprawdzić. Za to sprawdziłem wszystkie pozostałe i, ach!, tego mi brakowało w moim smart domu.

Tym brakującym ogniwem był Amazon Echo 4 z obsługą asystenta głosowego Alexa.

Dla szybkiego wprowadzenia - Amazon oferuje aktualnie dwa nowe głośniki z obsługą Alexy, czyli Echo Dot (4 gen.) i Echo (4 gen.). Ten pierwszy to wersja podstawowa, z Alexą i pojedynczym głośnikiem 41 mm oraz gniazdem wyjścia audio 3,5 mm. Kosztuje 299,99 zł i nic więcej o nim nie napiszę, bo nie miałem go w rękach.

Ten drugi to ten wzmocniony, z głośnikiem nieskotonowym 76 mm i dwoma tweeterami 20 mm. Do kompletu mamy jeszcze gniazdo wejścia i wyjścia audio 3,5 mm, dźwięk Dolby i obsługą łączności Zigbee do sterowania akcesoriami smart home (które można łączyć bezpośrednio do Echo, oczywiście w ramach tego standardu). Cena? 499,99 zł.

To właśnie ten drugi smart głośnik trafił do mnie na testy.

Żeby było mi łatwiej i przyjemniej, Amazon w testowym zestawie wysłał mi żarówkę Hue.

I ta nadal radośnie zamieszkuje sobie swój fabryczny kartonik, bo pierwsze, co zrobiłem, to podłączyłem do Alexy:

  • centralkę Fibaro wraz ze wszystkimi urządzeniami, czyli kilkadziesiąt sztuk, w tym rolety, termostaty, okna dachowe, wentylatory, wtyczki i inne,
  • centralkę Hue z kilkoma żarówkami,
  • robota odkurzającego,
  • oczyszczacz powietrza,
  • oraz zamek do drzwi wejściowych.

I za to od razu mogę przyznać Echo 4 i Aleksie gigantycznego plusa - za uniwersalność. Przykładowo oczyszczacz powietrza czy robot sprzątający nie były do tej pory podłączone do niczego, bo z niczym ciekawym nie były w stanie współpracować. Współgrały wyłącznie z Asystentem Google - z którego nie korzystam - albo właśnie z Alexą.

Ostatecznie, po krótkiej konfiguracji, nie mam chyba w domu żadnego smart sprzętu, który nie może być sterowany głosowo z wykorzystaniem Alexy. Ok, są dwa wyjątki - pierwszym są głośniki Sonosa i Ikei+Sonosa, które teoretycznie są obsługiwane, ale nie w naszym kraju. Drugim jest Apple TV, ale to akurat nie jest wielkim zaskoczeniem.

Połowiczny sukces odniosłem też w kwestii okien dachowych ze zdalnym sterowaniem, podłączonych do Fibaro. Owszem, można nimi sterować za pomocą scen, natomiast nie wyświetlają się w menu Alexy jako osobne urządzenia, co w pewnym stopniu ogranicza dowolność sterowania nimi.

W całej konfiguracji takiej gromady sprzętu był tylko jeden haczyk.

Zresztą związany z największą wadą Alexy, czyli z faktem, że nie umie ona mówić po polsku i nie rozumie tego języka. Oczywiste jest, że wszystko w moim smart domu, szczególnie w centralce Fibaro, jest opisane po polsku. Okna to okna, rolety to rolety, salon to salon i tak dalej. Niestety szanse, żeby Alexa zrozumiała kombinację w rodzaju „Alexa, open rolety w sypialni”, są zerowe, więc trzeba kombinować.

Na szczęście kombinacje nie są znowu aż takie trudne. Nawet większości pozycji nie musiałem zmieniać bezpośrednio w ustawieniach Fibaro - wystarczyło to zrobić w aplikacji Alexy, co zajmuje kilka sekund. Mogę więc teraz powiedzieć „Alexa open bedroom blinds”, podczas gdy w systemie głownym dalej są to rolety w sypialni.

Tak samo to właśnie w aplikacji Alexy przeprowadziłem nowe łączenie urządzeń w grupy i pomieszczenia, co ma jeden dodatkowy plus - można tak połączyć sprzęty z różnych systemów i różnych producentów.

Część nazw zdecydowanie też uprościłem. Rolety od strony ulicy to po prostu street, od strony ogrodu - garden i tak dalej. Ma to o tyle znaczenie, że po pierwsze - jest mniej gadania, a po drugie - mój angielski w mowie nie jest jakichś najwyższych lotów i szukałem kombinacji, które nie powodowały u Alexy zawrotów głowy. Przykładowo nazwanie zamka w drzwiach po prostu „doors”, powodowało, że Alexa na jakiekolwiek hasło z „the doors” recytowała mi historię zespołu o takiej nazwie. No nie do końca o to mi chodziło.

Może, że gdyby Alexa rozumiała język polski, byłoby łatwiej. A tak niestety dochodził kolejny etap konfiguracji, wymagający zabawy w próby i błędy. Ale przynajmniej było trochę zabawnie.

To jak to wszystko działa?

Fenomenalnie - przynajmniej w większości przypadków. Na dobrą sprawę nie pamiętam już, kiedy ostatnio sięgałem po którąkolwiek aplikację do sterowania smart sprzętami w moim domu - 95 proc. akcji realizowana jest albo całkowicie automatycznie, albo właśnie z wykorzystaniem Alexy.

Przykłady? Proszę bardzo.

Wracam do domu z torbami zakupów w rękach i nie mam jak zamknąć drzwi na zamek. Mogę to zrobić później, ale pewnie zapomnę, więc proszę, żeby Alexa zrobiła to za mnie. Pyk, pyk i już - zamknięte.

Siedzę w fotelu, czytam książkę, słońce schodzi już do tej poziomu, żeby świeci mi prosto w twarz i utrudnia czytanie. Alexa, zamknij roletę od strony ulicy na 70 proc. Dziękuję.

Leżę na kanapie i oglądam film. Zachodzi słońce, więc automatycznie zapalają się światła w domu. Trochę psuje to klimat, więc Alexa, zgaś proszę światła w salonie. Dzięki! E, jednak za ciemno. Zapal tę lampkę obok telewizora, ale tak na 30 proc. jasności. Ach, no i zmień kolor na czerwony.

Wychodzę z domu na dłuższy spacer z psem - idealna okazja do odkurzenia domu. Nie chce mi się wyciągać telefonu, odblokowywać go, szukać aplikacji i tak dalej. Alexa, włącz odkurzacz. No, to na razie!

I tak dalej, i tak dalej. Scenariusze można mnożyć, a pewnie sam jeszcze wszystkich nie odkryłem. Co najważniejsze, aktywacja komunikacji głosowej nie wymaga dotykania czegokolwiek - po prostu zaczynamy mówić Alexa i już asystent czeka na naszą komendę.

Przy czym tu jest jeszcze jeden haczyk.

Odnoszę wrażenie, że nie wszystko w aplikacji Alexy i jej integracjach jest w pełni udokumentowane, a przynajmniej nie tak, że użytkownik wpada od razu na te informacje. Przykładowo o tym, że mogę sobie ustawić rolety na określony procent opuszczenia/podniesienia, dowiedziałem się przypadkiem, po prostu testując taką komendę.

Podobnie niektóre komendy, które wydają się oczywiste dla określonych urządzeń, po prostu nie działają, bo nie zostały uwzględnione przez twórców. Albo trzeba wypowiadać konkretne komendy dokładnie w taki sposób, w jaki przewidzieli to twórcy.

Fakt, przeważnie poznanie pełni możliwości danego urządzenia przy współpracy z Alexą to kilka minut. Ale jeśli ma się ich kilkadziesiąt, to ten proces zapoznawczy nieco się wydłuża.

Jeśli chodzi o niezawodność integracji, to nie mam uwag. Większych.

Wszystkie komendy wydawane sprzętom Fibaro, Hue i Yale - o ile zostały poprawnie zrozumiane przez Alexę i pasowały formatem do wzorcowej konstrukcji komendy - były realizowane, a Echo 4 jest u mnie już kilka ładnych tygodni.

Czasem występuje mniejsze lub większe opóźnienie, ale biorąc pod uwagę, przez ile bramek przechodzi po drodze mój rozkaz - jestem w stanie to zaakceptować.

Natomiast mam dwie drobne uwagi, które pasują do tej kategorii. Po pierwsze, z nieznanego mi powodu, Alexa nie pobiera wszystkich scen z Fibaro. Jest zdecydowana większość, ale z jakiegoś powodu nie wszystkie i nie udało mi się jeszcze ustalić przyczyny.

Niektóre urządzenia dodają się też w sposób, który określiłbym jako dziwny. Przykładowo spędziłem dobrą godzinę na dodawanie oczyszczacza powietrza, który usilnie nie chciał pojawić się na liście sprzętów, tylko po to, żeby w rezygnacji i desperacji wypowiedzieć do Alexy komendę z nim związaną, która... zadziałała.

To teraz można przejść do części technicznej.

Przy czym ta będzie krótka, bo wiele o Echo 4 napisać nie jestem w stanie. Jeśli chodzi o wygląd - ot, szara kulka. Można ją bez strachu postawić na szafce nocnej, biurku czy półce z telewizorem - raczej nie będzie rozpraszać.

Jeśli jakoś szczególnie nam się nie podoba, można ją trochę ukryć, ale najlepiej z tym nie przesadzać, bo utrudnimy wtedy pracę mikrofonom, co trochę wypacza sens istnienia Echo i Alexy. Gdyby ktoś pytał - wydawałem polecenia Alexie w większości z ok. 2-5 m i przeważnie nie miała żadnych problemów z rozpoznaniem komend, choć oczywiście im dalej, tym głośniej trzeba mówić. Przy czym nie było problemu np. z wydawaniem poleceń Alexie, kiedy w tle z głośników telewizora rozbrzmiewał np. mecz.

I tu ciekawostka - Alexa i Echo 4 mają tryb szeptania. Jeśli my będziemy szeptać do Alexy, żeby nie zbudzić pozostałych domowników, to ona będzie również szeptać do nas w ramach odpowiedzi. Sprytne. Oczywiście można też wyłączyć większość jej komunikatów głosowych, co zresztą sam zrobiłem - przyjęcie polecenia lub jego odrzucenie/brak zrozumienia są w większości sytuacji sygnalizowane kolorowym pierścieniem u podstawy głośnika.

Poza tym od strony technicznej mamy tu jeszcze cztery przyciski (w tym wyłączenie mikrofonów), złącze zasilania (oburzające - przewód zasilający jest biały i nie pasuje kolorem do urządzenia!) oraz wyjście i wejście audio.

To tyle. Zresztą nie wiem, czy jestem w stanie przywiązywać szczególną uwagę do wyglądu Echo - do niego się mówi, a nie się go oglada.

A jakie jest Echo 4 jako głośnik?

I to będzie trochę skomplikowany fragment.

Echo 4 kosztuje 500 zł i oferuje asystenta głosowego. Prosta kalkulacja sugeruje, że Echo nie będzie tak dobre, jak zwykły (nawet połączony) głośnik za 500 zł, pozbawiony asystenta. I tak zresztą jest, przy czym podejrzewam, że nikt, komu nie zależy na Alexie, nie będzie rozważać zakupu tego sprzętu dla samego głośnika. Nie ma sensu, idźcie dalej.

Czyli w sumie Echo 4 gra w swojej własnej lidze, ewentualnie rywalizuje z innymi sprzętami, które oferują Alexę i możliwość odtwarzania muzyki. A takich w Polsce chyba nie ma (Sonosy odpadają).

Co prowadzi do tego, że jakość dźwięku odtwarzanego przez Echo 4 jest absolutnie drugorzędna. Na szczęście Amazon nie potraktował tej kwestii zupełnie po macoszemu i Echo 4 gra w sumie lepiej, niż mogłyby na to wskazywać jego rozmiary. Po pierwsze - jest satysfakcjonująco głośno, to bez wątpienia. I nie chodzi tylko o głośno-głośno, a o wrażenie względnie równomiernego wypełniania pomieszczenia dźwiękiem. Przy czym nie oczekujmy cudów - to dalej jest mały głośniczek i cała adaptacyjna magia (wykorzystująca m.in. 6 wbudowanych mikrofonów) w nim zaklęta tego nie zmieni.

Po drugie - jeśli ktoś słucha głównie treści, w których dominuje bas i nie ma wyśrubowanych oczekiwań, to Echo 4 zdecydowanie da w tej kwestii radę. Niestety im wyżej, tym robi się gorzej i ostatecznie pojawia się wrażenie braku jakiejś ostrości, co trochę psuje ostateczny efekt.

Zresztą nawet w zestawieniu z półkowym Symfoniskiem Echo 4 jest całościowe słabsze, co akurat nie dziwi, biorąc pod uwagę różnicę w rozmiarze (plus Symfonisk nie ma żadnego asystenta). Porównanie z Sonosem One też jest zdecydowanie przegrane, przy czym tutaj już mówimy o kwocie zdecydowanie wyższej - za cenę Echo 4 można kupić pół Sonosa One.

W dużym skrócie: tak, Echo 4 odtwarza muzykę (np. ze Spotify) i robi to na całkiem niezłym poziomie. Ale to by było właściwie na tyle.

Wciąż mam spory niedosyt.

Przy czym wynika on głównie z tego, jak dobra jest Alexa sama w sobie i jak wiele potrafi - nie tylko w kwestii smart domu. Wiadomości, kalendarze, pogoda, przypomnienia, notatki i wiele, wiele innych - Alexa potrafi to wszystko, ale niestety w warunkach polskich występuje potężna bariera językowa.

I nawet nie chodzi o to, że nie umiem do niej powiedzieć tego, co bym chciał, bo raczej umiem. Raczej po prostu jest to dla mnie niewygodne. Nie dość, że jest to mocno nienaturalne, to jeszcze nie mam pojęcia, na co przyda mi się np. lista zakupów przygotowana w języku angielskim.

Bolą też ograniczenia geograficzne dotyczące niektórych integracji. Sonos? Nie ma mowy. Apple Music? Macie Spotify i się cieszcie. Pewnie po drodze trafiłbym jeszcze na kilka takich ograniczeń.

Podejrzewam jednak, że póki co trzeba się będzie z tym niestety pogodzić. Sam nie będę miał z tym większego problemu - komfort obsługi smart domowych sprzętów, który Alexa mi zapewnia, jest wart tego, żeby pogadać do niej trochę po angielsku.