Ekologia  /  Artykuł

Dziś smutna rocznica: od 20 lat nie ma w Polsce nowych parków narodowych. To przez chciwość samorządów i leśników

parki narodowe
130 interakcji
dołącz do dyskusji

19 czerwca 2001 r. powołano ostatni park narodowy – Ujście Warty. Od tego czasu nie przybyło nam nowych, ale to nie jest jedyny problem. Powierzchnia istniejących jest bardzo skromna i różni się od unijnej średniej.

O rocznicy przypomniał Marek Józefiak z Greenpeace Polska. W tym czasie na świecie doszło do kilku przełomowych przetasowań: ot, choćby Pluton przestał być planetą, a ziemi przybył nowy ocean, natomiast w kwestii polskich parków narodowych niewiele się zmieniło. Od Ujścia Warty, powołanego w 2001 roku, nie doczekaliśmy się kolejnych. Do czasu?

Mateusz Morawiecki obiecał nowe parki narodowe

Jednym z założeń Nowego Ładu jest powiększenie obecnie istniejących parków i powołanie nowych. Jak zapisano w dokumencie:

Najpiękniejsze i najbardziej wartościowe tereny naturalne zasługują na najwyższą ochronę – taką może zagwarantować im status parku narodowego. W Polsce ostatni park narodowy powstał w 2001 r., dlatego zmienimy obowiązujące regulacje, aby łatwiej można było powiększyć istniejące parki narodowe i utworzyć ich więcej

Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze przygotowała listę 21 lokalizacji, gdzie warto powołać nowe parki narodowe. Wymienia się takie nowe parki jak Jurajski, Mazurski czy Turnicki. Ekolodzy domagają się też powiększenia obecnych parków, tak by ich powierzchnia stanowiła ok. 3 proc. w skali kraju.

Obecnie jest to zawstydzające 1,1 proc. Tymczasem unijna średnia wynosi 3,4 proc. Nasz rezultat jest jednym z najgorszych w Europie – pod tym względem zajmujemy 26 miejsce.

Dlaczego nie mamy nowych parków narodowych?

Głównie przez przepisy, na co zwrócono uwagę właśnie w dokumencie przedstawiającym Nowy Ład. Obecnie decyzja o powołaniu parku narodowego należy do samorządów. Te obecnie mają prawa weta, z czego skwapliwie korzystają. Dlaczego? Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Tłumaczył to niedawno w rozmowie z „Rzeczpospolitą” prof. Rafał Kowalczyk, leśnik, ekolog, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Kiedy dany obszar zostaje objęty ochroną, leśnicy „częściowo tracą wpływy z podatku leśnego”. Samorządy kierują się krótkowzrocznością, bo park narodowy to olbrzymia turystyczna atrakcja.

Innym hamulcowym, jak mówił cytowany ekspert, są też – niespodzianka - Lasy Państwowe. Objęty ochroną obszar nie jest już więcej pod jurysdykcją organizacji, co oznacza mniejsze wpływy z wycinki drzew. Na dodatek zarobki w Lasach Państwowych są większe niż w przypadku terenów należących do parków narodowych. Słowem: kasa, misiu, kasa.

A leśnicy wiedzą jak chronić swoje dobro:

W gminie Białowieża leśnicy stanowią ok. 1% miejscowej społeczności, natomiast wśród radnych stanowią jedną trzecią, więc zasiadając w różnych gremiach czy samorządach mogą wpływać na ten proces – powiedział prof. Kowalczyk.

Leśnicy przeciwko Polakom

Z badania WWF wynika, że aż 80 proc. Polaków domaga się powstawania kolejnych parków narodowych. Dotychczas nikt nie zawracał sobie głowy zdaniem Polaków, aż do czasu, kiedy kwestia powróciła przy okazji Nowego Ładu. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie to jedna z niespełnionych obietnic, a powierzchnia parków w Polsce zacznie rosnąć. Póki co, jak zauważył  Marek Józefiak z Greenpeace Polska, powinniśmy raczej mówić o „skwerach narodowych”.