Tech  /  Felieton

Piłkarz: wróg publiczny numer jeden. Takiego hejtu w sieci jeszcze nie było

euro 2021

Takich Mistrzostw Europy jeszcze nie było. To oczywiście truizm, bo Euro 2020 rozgrywa się w cieniu pandemii, ale jest również inny powód, dla którego rozgrywki są wyjątkowe: skala hejtu w internecie wymierzona w zawodników.

Brytyjski „Guradian” opublikował wyniki analiz przeprowadzonych wraz z antyrasistowską organizacją „Hope Not Hate”, z których wynika, że sami angielscy piłkarze otrzymali na Twitterze ponad 2 tys. hejterskich wiadomości. Spora część z nich adresowana była do czarnoskórych zawodników i miała rasistowski charakter.

Hejt w sieci na piłkarzy na niespotykaną skalę

Badania przeprowadzone były podczas pierwszych trzech grupowych meczów Euro 2020. Co wydaje się być kluczowym, Anglia radziła sobie w nich całkiem nieźle – zespół wyszedł z grupy, a w 1/8 finału pokonał Niemców, przechodząc do dalszej fazy. To najlepiej pokazuje, że przyczyną internetowego hejtu niekoniecznie musi być tylko postawa na boisku.

W takim razie co? Choćby zaangażowanie Anglików w sprawy polityczne. Zawodnicy klękają przed rozpoczęciem meczów, wyrażając w ten sposób swoje poparcie dla ruchu Black Lives Matter. Właśnie stąd rasistowskie czy nawet antysemickie wpisy.

Forma nadal jednak bywa najlepszym pretekstem, aby uderzyć w zawodników. Złośliwe komentarze pojawiły się pod zdjęciem Roberta Lewandowskiego z wakacji. Piotr Żelazny, dziennikarz sportowy, zauważył na Twitterze, w jaki sposób atakowany był przez hiszpańskich kibiców Alvaro Morata.

W wiadomościach od „kibiców” czytał życzenia śmierci pod adresem swoich dzieci. Internetowy hejt przenosi się też do świata wirtualnego. Rodzina mająca koszulki z nazwiskiem napastnika była przedmiotem słownych ataków. To Euro jest wiec specyficzne nie tylko dlatego, że rozgrywa się w wielu państwach, a na niektórych stadionach wciąż mecze ogląda jedynie ograniczona liczba widzów. Z taką nienawiścią piłkarze się jeszcze nie spotykali.

Nietrudno dojść do wniosku, że to nie jest jednostkowy przypadek, a za pomocą futbolu możemy rozmawiać o uniwersalnych problemach. Niedawno Przemek Pająk w swoim felietonie zauważył, że z pandemii wychodzimy do świata, który jest gorszy, niż był. I dużą rolę odgrywa w tym właśnie internet.

Ten największy w historii ludzkości wynalazek, który miał zdemokratyzować świat i wyrównać różnice cywilizacyjne w różnych częściach naszego globu, okazuje się być potężnym narzędziem anty-demokratycznym, swoistym sznurem, który mocno zaciskamy na naszych szyjach (…) coraz częściej odnoszę wrażenie, że internet, szczególnie w wymiarze społecznościowym, jest też największym zagrożeniem dla naturalnego, wykutego od zarania cywilizacji zachodniej porządku. Z pandemii wychodzimy rozbici, podzieleni i zantagonizowani. Ba, najchętniej wszyscy byśmy sobie skoczyli do gardeł.

Potwierdzają to badania: agresji w sieci jest coraz więcej

 - Nie ma jeszcze dokładnych danych, które pokazywałyby wpływ pandemii i zdalnej edukacji na zjawisko cyberprzemocy, natomiast w tym czasie zanotowaliśmy większą liczbę zgłoszeń do naszego Telefonu Zaufania, bo ogólnie pogorszyło się samopoczucie ludzi młodych – mówił radiowej „Czwórce” Szymon Wójcik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

W Australii mowa nawet o 40 proc. wzroście ataków. Bardzo łatwo zrzucać winę na frustratów przed klawiaturami. Czasami jednak wystarczy włączyć sportowy program lecący na YouTubie, by usłyszeć, jak piłkarski ekspert używa określenia w stylu c***a Lewandowski.

Przykład idzie w góry – w sieci naprawdę możesz pozwolić sobie na wszystko, im bardziej hejtujesz, tym lepiej. Być może jestem uprzedzony, ale przykład Kanału Sportowego przywołuję nie przez przypadek: wśród najpopularniejszych treści znajdziemy konflikt z Marcinem Najmanem, nakręcanie sporu z Mają Staśko czy Jasiem Kapelą. Niby sport, ale tak naprawdę hejt. Nazwa jednego z programów pod tytułem Hejt Park, niby pół-żartem, ale jednak trochę pół-serio mówi wszystko.

Nie da się więc machnąć ręką i ograniczyć problem jedynie do mistrzostw, bo piłkarze są na świeczniku. Tym bardziej nie wolno stwierdzić, że zawodowcy powinni być przyzwyczajeni do presji.

Mówimy tutaj o zjawisku globalnym, dotyczącym każdego i w coraz to większej skali. Ale nawet gdyby ktoś chciał wymagać od piłkarzy gotowości na hejt, to jednak co innego jest słuchać gwizdania przez 90 minut, a co innego być torpedowanym obraźliwymi wiadomościami. Granica w końcu musi zostać przekroczona. Świat sportu zna już tragiczne historie z depresją w roli głównej – to, co dzieje się w mediach społecznościowych, nie może nie mieć wpływu na sportowców, jak i zwykłych ludzi.

Najgorsze jest to, że znany przyczynę, objawy, konsekwencje, ale nie mamy pojęcia, co należałoby zrobić, aby rozwiązać problem. Jeszcze do niedawna wydawało się, że alternatywą będzie ograniczenie anonimowości. Tyle że ludzie nie mają z tym problemu i nagle mężczyzna, który w awatarze ma zdjęcie z uśmiechniętą córką, życzy otwarcia komór gazowych, by mogli się w nich znaleźć ludzie o innych poglądach.