Kosmos  /  News

W kosmicznej turystyce jest nowy gracz. Tylko nie wiadomo, czy dolatuje do kosmosu

Picture of the author

Po wielu, wielu opóźnieniach, w sobotę 22 maja firma Virgin Galactic z powodzeniem wykonała pierwszy rakietowy lot swojego statku VSS Unity z portu kosmicznego Spaceport America w Nowym Meksyku. W trakcie lotu statek znalazł się w amerykańskim kosmosie.

VSS Unity to mówiąc najprościej samolot z silnikiem rakietowym, który wynoszony jest na wysokość 12 km za pomocą dwukadłubowego samolotu VSS Eve. Po uwolnieniu przez Eve, Unity przez chwilę opada, oddalając się na bezpieczną odległość, po czym uruchamia swój silnik rakietowy, który pozwala mu wzbić się na oszałamiającą wysokość, skąd pasażerowie statku mogą obserwować Ziemię niczym z kosmosu.

Podczas sobotniego lotu, VSS Unity po uruchomieniu silnika osiągnął prędkość trzy razy większą od prędkości dźwięku i dotarł na wysokość 89 km nad poziomem morza. Następnie, już lotem szybowym powrócił na Ziemię.

Jak poinformował prezes Virgin Galactic Michael Colglazier, zanim na pokładzie Unity zasiądą pierwsi turyści kosmiczni, odbędą się jeszcze dwa loty testowe. W drugim z nich najprawdopodobniej pasażerem będzie Richard Branson, założyciel Virgin Galactic. Jeżeli wszystkie loty przebiegną bez żadnych problemów, to pierwsi turyści polecą w kosmos już w przyszłym roku.

Co z tym kosmosem?

W komentarzach pod relacją ze startu dominuje od dwóch dni dyskusja nad tym, czy VSS Unity faktycznie przekracza granicę kosmosu. Jakby nie patrzeć, nie ma jakiejś określonej wysokości, na której kończy się atmosfera ziemska, a zaczyna przestrzeń kosmiczna. Atmosfera stopniowo rzednie przez setki i tysiące kilometrów, a więc wszelkie granice są jedynie umowne. Wystarczy zwrócić uwagę, że satelity znajdujące się na niskiej orbicie okołoziemskiej, tj. na wysokości ok. 400 km nad powierzchnią Ziemi odczuwają opór niezwykle rzadkiej atmosfery, która z czasem, w ciągu kilku lat ściąga je z powrotem na Ziemię.

Problem polega jednak na tym, że na całym świecie przyjmuje się, że granicą przestrzeni kosmicznej jest tzw. linia Kármána przebiegająca na wysokości 100 km n.p.m. Taka też wysokość została przyjęta przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI), która ustala jednostki i miary w lotnictwie i astronautyce.

Siły Zbrojne USA natomiast definiują astronautę jako osobę, która przekroczyła wysokość 80.5 km n.p.m.

Kim zatem będą klienci Virgin Galactic? Z pewnością firma będzie mówiła o turystyce kosmicznej, a niewielką gwiazdką dodawała przypis, w którym będzie informowała, że klienci są astronautami zgodnie z definicją przestrzeni kosmicznej przyjętą przez Siły Zbrojne USA.

Poza granicami Stanów Zjednoczonych klienci Virgin Galactic będą jednak tylko pasażerami bardzo wysoko latającego samolotu. Niedosyt z pewnością będzie odczuwalny, tym bardziej że alternatywne środki transportu w przestrzeń kosmiczną, które wkrótce będą oferowane przez Blue Origin czy SpaceX, nie będą pozostawiały takich niedomówień. Klienci tych firm będą astronautami pełną gębą.