1. SPIDER'S WEB
  2. Kosmos
  3. Nauka

Nowa wizja kosmicznej windy. Tym razem ponoć do zrealizowania

Kosmiczna winda. Naukowiec podaje pomysł ponoć do zrealizowania
1267 interakcji
dołącz do dyskusji

Kto nie słyszał nigdy o pomyśle, aby z Ziemi w kosmos człowiek mógł dostawać się za pomocą potężnej windy, niech pierwszy podniesie rękę. Panu w niebieskiej kurtce już podziękujemy, reszta jak widać słyszała. Pytanie w takim razie: gdzie są te wszystkie windy?

Jakby nie patrzeć, idea windy kosmicznej ma już ponad sto lat, a jak na razie ani jedna taka konstrukcja nie powstała. Być może zatem jej zbudowanie jest po prostu niemożliwe i nie ma sensu się tym zajmować? Jakby nie patrzeć nawet niestroniący od wyzwań Elon Musk nie podjął tego tematu.

Wiszącą windę już możemy zrobić

Zaraz, co to jest wisząca winda kosmiczna? To nie brzmi sensownie.

Standardowe wizje przedstawiające windę kosmiczną ukazują długie włókno z jednej strony przyczepione do powierzchni Ziemi, a z drugiej do przeciwwagi znajdującej się już w przestrzeni kosmicznej. Wzdłuż włókna mogą się np. za pomocą kapsuł przemieszczać ludzie czy też ładunki.

Teraz jednak naukowcy przekonują, że być może warto pomyśleć o „łatwiejszej w wykonaniu” windzie. Takiej, która nie sięga Ziemi, a jej „dolny koniec” znajduje się na niskiej orbicie okołoziemskiej, skąd za jej pomocą można dostać się na wyższe orbity.

Po co komu winda kosmiczna, do której najpierw trzeba… polecieć w kosmos?

Uzasadnienie jest proste. Jeżeli chcemy wysłać satelitę na niską orbitę okołoziemską, potrzebujemy dużo mniej paliwa, niż gdy chcemy dostarczyć ładunek np. na orbitę geostacjonarną. Im więcej paliwa zabieramy w rakiecie, tym mniej miejsca zostaje na ładunek. Gdybyśmy jednak mieli taką windę, o jakiej wspomina prof. George Zhu z Uniwesytetu w York, moglibyśmy wszystkie ładunki wysyłać na niską orbitę okołoziemską. Tam z kolei cumować je do dolnego portu windy i już wysyłane by były na dalszą orbitę. Czysty zysk.

W artykule opublikowanym w periodyku Acta Astronautica prof. Zhu przekonuje, że taka „częściowa winda kosmiczna” jest już w zasięgu obecnych technologii.

Według przedstawionej propozycji winda miałaby się składać z dwóch włókien. W momencie gdy jeden ładunek przesyłany by był z niskiej orbity na wyższą, na drugim włóknie ładunki zsuwałyby się z wyższej na niższą orbitę. Taki mechanizm miałby utrzymywać windę stabilnie.

Fakt, że winda nie byłaby na dolnym końcu przyczepiona do powierzchni Ziemi eliminuje wiele naprężeń, które aktualnie uniemożliwiają budowę „klasycznej” windy kosmicznej. Gdy jednak dwa końce będą znajdowały się na orbicie, naprężenia są na tyle małe, że obecna technologia powinna wystarczyć do utrzymania windy w całości.

Nie jest to jeszcze wizja rodem z powieści science-fiction, ale jest to już jakiś krok w odpowiednią stronę. Pytanie, kto się zabierze w takim razie za budowę takiej konstrukcji?