Tech  / News

Zaorane. Chromebooki pokonały Maki. Wyniki sprzedaży bezlitosne dla Apple’a

Picture of the author

Nakaz społecznej izolacji to, w ciut cynicznym ujęciu, dar z niebios dla producentów PC. Sprzedaż wszystkich komputerów poszybowała w górę. Szczególnie godna odnotowania jest popularność notebooków z systemem Chrome OS.

Jak wynika z analiz przeprowadzonych przez IDC, w minionym roku sprzedało się dużo więcej niż zwykle komputerów z Windowsem, macOS-em i Chrome OS-em, co prawdopodobnie nikogo nie dziwi. To był trudny dla nas wszystkich rok, dla wielu osób oznaczał także nagłą konieczność zakupu nowych komputerów, by móc kontynuować pracę czy edukację swoją bądź pozostałych członków rodziny.

Nieco bardziej zaskakująca jest istotna roszada na podium bestsellerów. Jak zawsze najwięcej chętnych – i to z dużą przewagą – znalazło się na komputery z Windowsem. Do tej pory jednak odległe drugie miejsce należało do komputerów Mac, zaś jeszcze bardziej odległe trzecie do urządzeń z Chrome OS. To właśnie się zmieniło. Co więcej, nie był to chwilowy zryw, a trend utrzymujący się niemal przez cały rok.

Chrome OS na drugim miejscu w rankingu desktopowych systemów operacyjnych.

Udziały sprzedażowe w minionym roku przedstawiają się następująco:

  • I kwartał
    • Windows: 87,5 proc.
    • Chrome OS: 5,3 proc.
    • macOS: 5,8 proc.
  • II kwartał
    • Windows: 81,7 proc.
    • Chrome OS: 10 proc.
    • macOS: 7,6 proc.
  • III kwartał
    • Windows: 78,9 proc.
    • Chrome OS: 11,5 proc.
    • macOS: 8,4 proc.
  • IV kwartał
    • Windows: 76,7 proc.
    • Chrome OS: 14,4 proc.
    • macOS: 7,7 proc.

Komputery z Chrome OS zazwyczaj są bardzo tanie, co na pewno wpłynęło na powyższe wyniki. Nie licząc wybranych modeli klasy premium, istotna część tego rodzaju komputera kosztuje nawet kilkukrotnie mniej od najtańszego MacBooka.

Nic więc dziwnego, że istotna część klientów – szczególnie w obliczu perspektywy finansowego kryzysu wielu firm i pracodawców na skutek pandemicznego lockdownu – zdecydowała się wybrać właśnie te komputery. Niedrogi komputer z Windowsem zazwyczaj działa bardzo źle, a praca na nim jest daleka od komfortowej. Niedrogi komputer z macOS-em nie istnieje.

To jednak by nie wystarczyło, gdyby Chromebooki nie spełniały oczekiwań użytkowników.

Jeszcze nie tak dawno temu zakup komputera z systemem Chrome OS był swoistą ekstrawagancją. System zakłada bowiem przede wszystkim pracę z aplikacjami webowymi. Co prawda od pewnego czasu pozwala też na uruchamianie aplikacji z Androida i Linuxa, ale wnioskując po bardzo niskim zaangażowaniu twórców androidowych aplikacji w opracowywanie ich desktopowych interfejsów, można śmiało wysunąć tezę, że te na Chromebookach nie cieszą się większym zainteresowaniem.

Tezę tę dodatkowo uwiarygadnia fakt, że w istocie do większości zastosowań służbowo-szkolno-domowych aplikacje webowe są w zupełności wystarczające. W ostatnim felietonie nieco szerzej opisałem zjawisko dojrzewania aplikacje webowych i technologii z tym związanych. Coraz więcej aplikacji – w tym tych specjalistycznych – jest pisana przede wszystkim w technologiach webowych. Na dodatek coraz częściej tak zwane natywne aplikacje w rzeczywistości również napisane są językami webowymi i opakowane w prostą ramkę natywnego dla danej platformy interfejsu.

Okazuje się więc, że Chromebooki są nie tylko tanie, ale i całkiem funkcjonalne z multum dostępnych dla nich aplikacji wysokiej klasy. Dodatkowo są łatwe w obsłudze i administracji i bardzo trudno je programowo zepsuć.

Z punktu widzenia twórców aplikacji Chromebooków jest więcej. Dużo więcej.

Nie zapominajmy o tym, że przytaczane wyżej w tekście liczby to udziały w sprzedaży – a nie udziały rynkowe. Chromebooki w minionym roku faktycznie sprzedawały się lepiej od komputerów Mac. Jednak jeśli spojrzymy na zestawienie wszystkich aktywnych PC podłączonych do sieci, to nadal macOS ma 16,9-procentowy udział, zaś Chrome OS raptem 1,91-procentowy. Nic dziwnego: przecież istotna część z nas miała już i w ubiegłym roku wystarczającą liczbę komputerów w domu bądź w firmie, co w tych hurraoptymistycznych statystykach sprzedażowych dla Chrome OS-a nie jest z oczywistych względów ujęte.

Warto jednak mieć jeszcze jedno na uwadze. Chrome OS to przede wszystkim przeglądarka Chrome i to ona stanowi podstawowe środowisko uruchomieniowe dla aplikacji na Chromebooku. A tak się składa, że przeglądarka Chrome jest również niezwykle popularna na innych platformach. Dominuje na Windowsie, wygrywa z Safari na macOS, jest też domyślną i najpopularniejszą przeglądarką na Androidzie. Przegrywa tylko na systemach iOS i iPadOS, gdzie dominuje Safari. Tyle że aplikacje webowe uruchomione na rzeczonym Safari w większości będą działać bez najmniejszego problemu. Co najwyżej nie będzie dostępna niewielka część ich funkcji, napisana specjalnie z myślą o Chrome.

I tak jeszcze na marginesie: przeglądarki Edge, Opera, Brave i Vivaldi są niemal w pełni zgodne z Chrome'em, wykorzystują bowiem to samo środowisko dla aplikacji o nazwie Chromium. Choć o nich wspominam dla porządku, ich udział rynkowy jest na tyle mały, że prawdopodobnie mało który twórca aplikacji poświęca im szczególną uwagę.

Nie dziwi więc fakt, że dla Microsoftu to Windows 10X – a nie Windows 10 – jest aktualnie priorytetem.

Windows 10X to zupełnie nowy, ultralekki system operacyjny od Microsoftu. Podobnie jak Chrome OS, ma być szybki, wygodny, łatwy w obsłudze i zarządzaniu i stawiać przede wszystkim na aplikacje webowe. Z tą różnicą, że na Chrome OS uzupełnieniem oferty są aplikacje dla Androida, zaś dla Windowsa 10X aplikacje Universal Windows Platform (UWP). Doszło do tego, że ostatnie trzy aktualizacje Windowsa 10 (1909, 2004, 20H2) były wręcz symboliczne, niewiele też wniesie wiosenna aktualizacja do wersji 21H1. Wszyscy pracują przede wszystkim nad Windowsem 10X. Dlaczego?

Wróćmy do wyników sprzedaży cytowanych na początku tekstu. Chrome OS nie tylko przegonił macOS-a, ale też – jak liczby sugerują – odbiera klientów producentom laptopów z Windowsem. Nic dziwnego, wszak Windows staje się nam coraz mniej i mniej potrzebny. Aplikacje Win32 pożądane są głównie przez wybraną grupę pracowników i graczy, tanie komputery z Windowsem działają źle, a sam Windows jest skomplikowany w obsłudze i niełatwy w administracji. Staje się coraz mniej i mniej potrzebny tak jak wspomniany macOS.

Microsoft przynajmniej próbuje stawić czoła rosnącemu zagrożeniu ze strony Chrome OS-a. Apple, póki co, zdaje się być niewzruszony. Czas pokaże, która strategia okaże się tą właściwą.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst