1. SPIDER'S WEB
  2. Kosmos
  3. Nauka
  4. Tech

Pół wieku temu Alan Shepard zagrał w golfa na Księżycu. Piłka nie poleciała jednak tak daleko, jak myślał

Pół wieku temu Alan Shepard zagrał w golfa na Księżycu. Piłka nie poleciała jednak tak daleko jak myślał
955 interakcji
dołącz do dyskusji

Dokładnie pół wieku temu, 6 lutego 1971 r. dowódca misji Apollo 14, Alan Shepard podczas relacji na żywo z powierzchni Księżyca zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Umieścił na księżycowym gruncie piłeczkę golfową, a następnie uderzył w nią złożonym na szybko kijem golfowym. Pierwsza piłeczka wylądowała w kraterze, druga poleciała na odległość wielu kilometrów. A przynajmniej tak sądzono przez ostatnie 50 lat. 

Oczywiście nie była to do końca oficjalna część misji księżycowej Apollo 14. Legenda mówi, że Shepard przemycił piłeczki w swoim bagażu, zawinięte w skarpety, kij natomiast złożył z przemyconej główki kija (head, w tym przypadku 6-iron) i składanego teleskopowego instrumentu służącego do pobierania próbek z powierzchni księżycowego gruntu.

Legenda legendą, pomysł zabrania piłeczek i kija faktycznie należał do Sheparda, ale ostateczne po długich namowach zezwolił na to Bob Gilruth, dyrektor Centrum Załogowych Lotów Kosmicznych w NASA. Samo nagranie uderzenia można obejrzeć do dzisiaj. 

Oczywiście sama gra w golfa na Księżycu nie należy do łatwych. Jakby nie patrzeć skafandry kosmiczne mocno ograniczają mobilność astronautów, a przynajmniej tak było pół wieku temu. Przy pierwszym uderzeniu (wykonywanym jedną ręką) Shepard zamiast w piłkę trafił bardziej w grunt, wzbijając w powietrze trochę regolitu pokrywającego powierzchnię Księżyca. Za drugim razem jednak udało się wysłać piłeczkę w podróż nad powierzchnią Księżyca. 

Na zdjęciu widać ślady księżycowych butów Sheparda oraz ślad po uderzeniu kijem golfowym w pierwszą piłeczkę golfową. Źródło: NASA/JSC/ASU/Andy Saunders

Po uderzeniu dwóch piłeczek drugi astronauta na powierzchni Edgar Mitchell postanowił dołączyć do tej księżycowej olimpiady i rzucił narzędziem do zbierania próbek księżycowych niczym oszczepem. Narzędzie trafiło tym samym do tego samego krateru co pierwsza piłeczka Sheparda. 

Co się jednak stało z drugą piłeczką? 

Pierwotnie Alan Shepard przekonywał, że piłka poleciała bardzo daleko, przez co nie widział miejsca jej lądowania, ale zapewne były to całe kilometry. Później jednak szacował, że raczej było to około 200 metrów. Rozwiązanie tej zagadki musiało poczekać okrągłe pół wieku. 

Zdjęcie wykonane z orbity przez sondę Lunar Reconnaissance Orbiter. Na zdjęciu widać lądownik księżycowy, trajektorię lotu obu piłek golfowych oraz miejsce, w którym znajdowała się kamera telewizyjna.

Andy Saunders, specjalista od obróbki zdjęć przygotowujący zdjęcia do nowego albumu „Apollo Remastered” poprawiając jakość zdjęć wykonanych na Księżycu zdołał zlokalizować zagubioną piłeczkę. Okazało się, że wylądowała ona dużo bliżej niż wydawało się Shepardowi. Pomiary na podstawie zdjęć wskazują, że piłka wylądowała zaledwie 40 metrów od miejsca uderzenia. 

Panorama złożona z sześciu zdjęć wykonanych z modułu księżycowego. W dolnym prawym rogu widać miejsca uderzenia obu piłek golfowych, a w oddali miejsca ich lądowania.
Źródło: NASA/JSC/ASU/Andy Saunders

Zważając na wartość przyciągania grawitacyjnego na powierzchni Księżyca, oraz brak stawiającej opór atmosfery, wysłanie piłeczki golfowej na odległość kilkuset metrów czy nawet 3-4 kilometrów byłoby możliwe. Piłeczka w trakcie takiego idealnego lotu unosiłaby się nad powierzchnią przez nawet ponad minutę.

Jednak masywny skafander, grube rękawice i ograniczona mobilność w rzeczywistości uniemożliwiły Shepardowi dokonanie takiego wyczynu. Nie zmienia to jednak faktu, że na zawsze pozostanie on pierwszym (i jak na razie jedynym) golfistą na Księżycu. Kwestią otwartą pozostaje pytanie kto pobije rekord długości lotu piłeczki golfowej na Księżycu i czy dojdzie do tego jeszcze w tej dekadzie. Jeżeli program Artemis zostanie zrealizowany jeszcze w tej dekadzie, to szansa na to jest całkiem duża.