Foto  /  Artykuł

Sony szykuje dużą premierę. Spodziewajcie się aparatu z 8K

Sony szykuje na wtorek dużą premierę. Spodziewajcie się aparatu z 8K

Sony zapowiada fotograficzną premierę na najbliższy wtorek i tym razem możemy spodziewać się prawdziwego przełomu. Szykujcie się na nagrywanie w 8K.

Sony udostępniło lakoniczną zapowiedź premiery nowego produktu linii Alfa, czyli najpewniej bezlusterkowca. Nowy sprzęt ujrzy światło dzienne 26 stycznia o godzinie 16:00 czasu polskiego.

I choć premiera jak zwykle jest owiana tajemnicą, to przecieki zdradzają, czego możemy się spodziewać. Niezastąpiony i świetnie poinformowany serwis SonyAlphaRumors uchyla rąbka tajemnicy.

Nadchodzi pierwszy bezlusterkowiec Sony z nagrywaniem w 8K. I nie będzie to tylko sztuczka marketingowa.

W 2021 r. spodziewamy się premiery Sony A7 IV, czyli następcy wielkiego hitu Sony i jednocześnie mojego prywatnego aparatu. Według przecieków na ten model poczekamy jeszcze kilka miesięcy, a w najbliższy wtorek zadebiutuje propozycja z najwyższej półki. Według SonyAlphaRumors będzie to nowy korpus z rodziny A9. Póki co nie jest jasne, czy aparat będzie nosił nazwę A9 III czy A9S. Obstawiam ten pierwszy wariant.

Sony A9

Czego możemy się spodziewać? Seria A9 to najwyższa liga wśród bezlusterkowców Sony. Jest to sprzęt skierowany do profesjonalistów pracujących zawodowo np. jako fotoreporterzy. W nowym korpusie zadebiutuje zupełnie nowa matryca Sony o rozdzielczości ok 50 megapikseli. Będzie to oczywiście sensor pełnoklatkowy.

Specyfikacja ma być podobna do modeli A7S III, wliczając w to autofocus i wizjer optyczny. Główne nowości, poza samą matrycą, mają być skierowane do filmowców. Nowy Sony A9 ma być wyposażony w nagrywanie wideo w 8K. Przy tak dużej rozdzielczości będzie dostępny zapis w 30 kl./s. Aparat ma sobie radzić z 8K bez problemów z przegrzewaniem, co byłoby ogromnym osiągnięciem technicznym.

Wideo 8K nie jest już nowością w topowym segmencie profesjonalnych kamer, ale nadal jest dużą rzadkością w segmencie aparatów.

Do tej pory na 8K stawiał głównie Canon, ale póki co rozdzielczość 8K jest u tego producenta bardziej wybiegiem marketingowym niż czymś użytecznym w praktyce.

Tryb 8K znajdziemy w bezlusterkowcu Canon EOS R5, natomiast wiąże się to ze sporą listą ograniczeń. Podczas nagrywania w 8K aparat całkowicie się przegrzewa już po 20 minutach, po czym potrzebuje 10 minut na ochłodzenie, by móc nagrać kolejne trzy minuty materiału. Jeśli aparat odpocznie 20 minut, pozwoli na nagranie ok. 10 kolejnych minut. Do tego pliki All-I są niezwykle ciężkie w edycji.

Tuż po premierze Canonów R5 i R6 Sony pokazał bezlusterkowca A7S III nastawionego na wideo. I choć aparat nagrywa „tylko” w 4K, to robi to bez zająknięcia, z bardzo dużą kulturą pracy, z nowymi trybami zapisu (m.in. w 10 bitach) i do tego bez konieczności uciekania się do zewnętrznych rekorderów. Dodatkowo Sony A7S III zupełnie się nie przegrzewa.

Jestem w stanie uwierzyć, że Sony pokaże aparat o rozdzielczości filmowania 8K bez problemów z temperaturami, ale jednocześnie ciekawi mnie, gdzie będą cięcia. A z pewnością jakieś zobaczymy. Nie oczekiwałbym zapisu w 8K i 60 k./s, bo w klasie aparatów póki co jest to niemożliwe. Nastawiam się na 30 kl./s, ale co z cropem obrazu? Co z zapisem na wewnętrzną kartę pamięci? Jaki otrzymamy kodek? Jaką głębię tonalną? Odpowiedzi na te pytania poznamy we wtorek.

Wkraczamy w erę wideo 8K? Na razie jedną nogą, ale to już się dzieje.

Jeszcze przez długi czas główną zaletą nagrywania w 8K będzie wyższa jakość obrazu renderowanego do 4K. Do tego dochodzi możliwość docinania obrazu w postprocesie bez utraty szczegółowości.

Jednocześnie możliwość wypuszczania gotowego materiału w 8K staje się rzeczywistością. Mało kto ma telewizor 8K, ale przecież pojawiają się kolejne generacje takich sprzętów. Jestem pewien, że za kilka lat w sklepach będą dominować telewizory 8K, a 4K stanie się domeną paneli z najniższej półki. Jest to tylko kwestią czasu. Identyczną historię oglądaliśmy przecież przy przechodzeniu ze standardu 1080p na 4K. Początkowo wielu łapało się za głowę, a obecnie już praktycznie nie da się kupić nowego telewizora Full HD.

Platformy wideo, w tym najpopularniejsza, czyli YouTube, obsługują już wideo 8K. Nawet pomimo ogromnej kompresji ma ono znacznie wyższą jakość niż materiały 4K, więc twórcom opłaca się uploadować treści w 8K, nawet jeśli widzowie oglądają je na telewizorach lub monitorach 4K.

Do tego wszystkiego nagrywanie w 8K trafia już nawet do smartfonów, co widać np. w Samsungu Galaxy S21 Ultra. Póki co jest domeną sztandarowych urządzeń z najwyższej półki, ale to też ulegnie zmianie. Jeszcze kilka generacji procesorów i matryc, a 8K zostanie z nami na dobre.

Czy warto już teraz przesiadać się na 8K?

Jeśli zadajesz sobie to pytanie, odpowiedź może być tylko jedna: nie. Póki co jest to standard dla największych pasjonatów jakości obrazu, a także dla studiów produkcyjnych, które zyskują rynkową przewagę dzięki materiałom 8K.

Sam jeszcze długo nie przejdę na 8K, bo na razie nie mam takiej potrzeby. Choć 4K jest moim domyślnym formatem materiałów już od ok dwóch lat, to dopiero pod koniec 2020 r. dopracowałem cały workflow od strony postprodukcji, inwestując w nowy komputer, monitor i dyski.

Nie mam jednak wątpliwości, że przyjdzie moment, kiedy 8K będzie oczekiwane przez klientów nawet przy półprofesjonalnych produkcjach. Nie stanie się to w ciągu najbliższego roku czy dwóch, ale jest to wyłącznie kwestią czasu.